DO GÓRY
logo fuss magazyn

KICZ I KAMP WE WSPÓŁCZESNYM KINIE POLSKIM

M. Janik | KĄTEM OKA

Pol­ska kul­tura popu­larna coraz chęt­niej przyj­muje kicz, rów­nież z więk­szą swo­bodą bawi się kam­pem, a nawet two­rzy kom­pro­mi­sową hybrydę tych dwóch este­tyk.

KINO, W KTÓRYM DZIECKO MOŻE WIĘCEJ NIŻ DOROSŁY

S. Bitka | KĄTEM OKA

Gdyby spró­bo­wać jed­nym zda­niem opi­sać fabuły tzw. dru­giej irań­skiej nowej fali, mogłoby ono brzmieć mniej wię­cej tak: przy­gody sie­roty bądź też dziecka ubo­gich rodzi­ców, które zała­twia bar­dzo poważne sprawy, bie­ga­jąc po wsi lub przedmie­ściach Tehe­ranu.

NA CO STAĆ POLSKĘ, CZYLI RODZIME KINO WYSOKOBUDŻETOWE

M. Reguła | KĄTEM OKA

Wśród współ­cze­śnie powsta­łych wyso­ko­bu­dże­to­wych pol­skich fil­mów (przyj­mijmy kil­ku­na­sto­mi­lio­nowy budżet jako kry­te­rium) nie znaj­dziemy ani jed­nego filmu osa­dzo­nego we współ­cze­sno­ści. Nie znaj­dziemy rów­nież ani jed­nego filmu fan­tasy czy science fic­tion, co zdaje się być sprzeczne z całym kie­run­kiem, w któ­rym podąża świa­towe kino komer­cyjne. Wciąż się­gamy do prze­szło­ści, gdy gdzieś obok Pol­skiej Szkoły Fil­mo­wej wyra­stają Krzy­żacy (1960) Alek­san­dra Forda i z miej­sca stają się nie­wy­obra­żal­nym jak na dzi­siej­sze czasy hitem.

KAŻDY SOBIE SZTUKĘ ZEPSUTĄ SKROBIE, CZYLI KILKA SŁÓW O GLITCH ARCIE

A. Wieczorowska | KĄTEM OKA

Ter­minu „glitch art” czę­sto nie tłu­ma­czy się na pol­ski. Jest to, naj­kró­cej rzecz ujmu­jąc, sztuka usterki. „Glitch” ozna­cza po angiel­sku błąd, nie­spo­dzie­waną awa­rię, zakłó­ce­nie. Glitch art to zatem „sztuka zepsuta”.

PRZESTRZEŃ MIĘDZY PRZESTRZENIAMI, CZYLI M37A AUTOTEMATYCZNIE

B. Domagała | KĄTEM OKA

Jest po 23, leżę już. Obok mnie żona koń­czy przy­go­to­wy­wać warsz­taty do swo­jej pracy. Mia­łem wolne i przez więk­szość dnia cze­ka­łem na odzew Grupy (usta­li­li­śmy drugi deadline, który wła­śnie minął). Kiedy w końcu posta­na­wiam zosta­wić to i obej­rzeć coś na lap­to­pie, tele­fon zaczyna dzwo­nić. Na wyświe­tla­czu „Ewa!” i już wiem, że czeka mnie kwa­drans roz­mowy.

OD MUMBLECORE PRZEZ MUMBLESHOW DO MAINSTREAMU, CZYLI NIEKOŃCZĄCE SIĘ ROZMOWY

K. Nowacka | KĄTEM OKA

Nie­ła­two wytłu­ma­czyć nudę na pod­sta­wie kina. Nud­nym fil­mem byłby taki, który nas po pro­stu nie inte­re­suje, nie wciąga, nie wzbu­dza naszego zaan­ga­żo­wa­nia, trudno jed­nak zbu­do­wać jed­no­litą kate­go­rię tego rodzaju, ponie­waż poczu­cie znu­dze­nia jest subiek­tywne.

PARTYCYPACJA TYPU HIGHBROW – CZYLI O TYM, DLACZEGO WYBIERAMY NUDĘ

M. Bochniarz | KĄTEM OKA

Niesz­czę­sna Czy­tel­niczko, pechowy Czy­tel­niku – jeśli zawę­dro­wa­li­ście w te zaka­marki FUSSa, to skom­ple­tuj­cie prze­ką­ski i zimne napoje i przy­go­tuj­cie się na iście pie­kielną lita­nię ludz­kich dra­ma­tów.

NUDNY INDYWIDUALIZM

B. Domagała | KĄTEM OKA

Od zawsze cią­gnęło mnie do fil­mo­wych „kurio­zów”. Jako kil­ku­letni chło­pak wypo­ży­czy­łem Mia­sto Zagi­nio­nych Dzieci (1995, J.-P. Jeu­net, M. Caro) na VHS-ie. Pamię­tam bar­dzo nie­wiele poza uczu­ciem, jakie pozo­stało po sean­sie: mie­szanką prze­ra­że­nia z fascy­na­cją.

Ta strona korzysta z plików cookie.