DO GÓRY

 

fuss_plagiat_hołod_cover.jpg

NUMER 16 (7) LUTY 2016 | "PRZEKRACZANIE GRANIC"


SPORA KWOTA ZA PLAGIAT

ALEKSANDRA KWIATKOWSKA| MARIUSZ HOŁOD

Cytat, naśla­dow­nic­two, a może pla­giat? Co roku do sądu naj­wyż­szego wpływa mnó­stwo spraw o zła­ma­nie prawa autor­skiego – także przez twór­ców wio­dą­cych na świa­to­wym rynku dzieł sztuki, takich jak na przy­kład Jeff Koons. Co zatem robić, by się tego prze­strze­gać?

Według art. 16 pkt. 2 prawa autor­skiego, twórcy przy­słu­guje tzw. Prawo do ojco­stwa utworu. Z tego wynika, że to twórca w pełni decy­duje o spo­so­bie upo­wszech­nia­nia dzieła oraz jego ozna­cze­nia – może pod­pi­sać się wła­snym imie­niem i nazwi­skiem, sko­rzy­stać z pseu­do­nimu lub pozo­sta­wić dzieło ano­ni­mowe. Arty­kuł ten chroni prawa przy­słu­gu­jące auto­rowi z racji stwo­rze­nia dzieła, ale ukrycie praw­dzi­wego autor­stwa pracy uła­twia przy­własz­cza­nie sobie praw do niego. Pla­giatem jest praca, w któ­rej są widoczne zapo­ży­cze­nia, jed­nak autor zataił ich źró­dło i twórcę.

Ist­nieją różne rodzaje pla­giatów. Naj­częst­szym jest tzw. pla­giat czę­ściowy. Cha­rak­te­ry­zuje się on przy­pi­sa­niem sobie autor­stwa frag­men­tów cudzej pracy. Docho­dzi do niego w momen­cie, gdy wyko­rzy­sty­wane ele­menty dużego obrazu spra­wiają, że dzieło prze­staje mieć indy­wi­du­alny cha­rak­ter. Z kolei wedle prawa nie jest pla­giatem dzieło, które powstało w wyniku twór­czego dzia­ła­nia nie­za­leż­nie od pier­wot­nego twórcy, nawet jeżeli pod kątem tre­ści i formy są iden­tyczne. Podob­nie jest też z sym­bolami naro­do­wymi – moż­liwe jest powsta­nie dwóch bar­dzo podob­nych prac, w któ­rych wyko­rzy­stany jest ten sam sym­bol.

fuss_plagiat_hołod.jpg

Pla­giat jest naru­sze­niem prawa, tak więc jego popeł­nie­nie skut­kuje karą pie­niężną, a nawet karą pozba­wie­nia wol­no­ści.


Z prak­tycz­nego punktu widze­nia jed­nak gło­śna i kon­tro­wer­syjna sprawa może dzia­łać na korzyść arty­sty. Jest to szansa na zdo­by­cie roz­głosu i medial­nej roz­po­zna­wal­no­ści. Współ­cze­śnie szansa na bycie świa­to­wej sławy arty­stą gra­ni­czy nie­malże z cudem, ponie­waż, jak mówią sta­ty­styki, 40 000 arty­stów mieszka w Lon­dy­nie, tyle samo w Nowy Jorku, co daje 80 000, tylko 75 z nich jest super­gwiaz­dami, 300 odnosi suk­cesy, 5000 arty­stów ktoś repre­zen­tuje. Dodat­kowo codzien­nie ulice Lon­dynu prze­mie­rza około 15 000 arty­stów szu­ka­ją­cych gale­rii, które chcia­łyby wyku­pić ich prace. Tylko ok. 3% z nich udaje się zna­leźć miejce, w któ­rym mogą zor­ga­ni­zo­wać wystawę. Jak widać, w przy­padku sztuki "wybi­cie się" gra­ni­czy nie­malże z cudem. Zatem gło­śna sprawa o pla­giat z cele­brytą na pewno nie  ma jedynie negatywnych skut­ków. Tak było w przy­padku pro­cesu, jaki David LaCha­pelle wyto­czył Rihan­nie. Cho­ciaż LaCha­pelle jest już świa­to­wej sławy foto­grafem, sprawa o pla­giat z jedną najpopu­lar­niej­szych gwiazd muzyki roz­ryw­ko­wej przy­niosła mu wiele korzy­ści.

LaCha­pelle jest jed­nym z naj­bar­dziej zna­nych uczniów Andy'ego War­hola. Prócz pracy w „fabryce” króla sztuki pop jako fotograf, który two­rzył dzieła narzu­cone przez War­hola, zatrud­nił się jako kel­ner w kul­to­wym nowo­jor­skim klu­bie Studio 54, by zna­leźć się jak naj­bli­żej gwiazd. Moment, kiedy LaCha­pelle wcho­dził na rynek, oka­zał się strza­łem w dzie­siątkę. Szybko wyczuł, że zna­cząco wzra­sta popyt na foto­grafię modową. Pra­co­wał dla naj­więk­szych marek w świa­to­wej branży rekla­mo­wej, m.in. dla H&M, HBO czy dla maga­zynu „Vogue”, stwo­rzył też znane sesje licz­nych gwiazd, by wymie­nić tylko Madonnę, Ange­linę Jolie oraz Lady Gagę. Arty­sta two­rzył nie­kon­wen­cjo­nalne foto­grafie, które mocno dzia­łały na odbiorcę (zbyt dużym nie­kiedy) nasy­ce­niem kolo­rów. David był kre­ato­rem i reży­se­rem foto­grafowanego obszaru. Cechy cha­rak­terystyczne w foto­grafiach LaCha­pel­le’a to wpływ sur­re­ali­zmu oraz języka kampu. Dzięki tym czyn­ni­kom arty­sta szybko zyski­wał sławę, a jego twórczość oka­zała się inspi­ru­jąca – także dla Rihanny.

W lutym 2011 roku świa­to­wej sławy foto­graf wniósł wnio­sek do sądu, pozy­wa­jąc Rihannę, jej wytwór­nię Def Jam oraz reży­serkę Melinę Mat­so­uka o pla­giat, jakiego miano się dokonać w teledysku do piosenki S&MW pozwie foto­graf napi­sał, że w wide­okli­pie poja­wia się osiem obra­zów pier­wot­nie wymy­ślo­nych przez niego na potrzeby zdjęć. Wymie­nia m.in. wize­ru­nek Rihanny na nie­bie­skim tle z cukier­kiem na języku czy scenę w różo­wym pokoju, w któ­rej piosenkarka znie­wala męż­czy­znę. Foto­graf dodał, że wide­oklip wyko­rzy­stał „kom­po­zy­cję, kon­cep­cję, atmos­ferę, tema­tykę, kolory, gar­de­robę i spo­sób oświe­tle­nia” z jego zdjęć. Sąd przy­znał, że „scena w różo­wym pokoju” bar­dzo przy­po­mina zdję­cie LaCha­pel­le’a Stri­ped Face.

Jesz­cze w lipcu tego samego roku praw­nicy usi­ło­wali odda­lić powódz­two, powo­łu­jąc się na tzw. Prawo dozwo­lo­nego użytku. Jed­nak fair use wyklu­cza komer­cyjne wyko­rzy­sta­nie mate­ria­łów, więc nowo­jor­ski sąd pod­jął decy­zję, że zaj­mie się sprawą. W krót­kim cza­sie stwier­dzono, że w tele­dy­sku S&M doszło do naru­sze­nia prawa autor­skiego. Wyznacz­ni­kiem była wypo­wiedź laika, który wska­zał na subiek­tywne podo­bień­stwo jed­nej pracy do dru­giej. Final­nie obie strony zawarły poro­zu­mie­nie. Nie­stety nie została podana do wia­do­mo­ści mediów infor­ma­cja, jaką kwotę zapro­po­no­wała Rihanna arty­ście, ale rzecz­nik LaCha­pel­le’a zdra­dził, że David jest bar­dzo zado­wo­lony. Takie polu­bowne zakoń­cze­nie sprawy oka­zało się zado­wa­la­jące dla obu stron. Arty­sta przez chwilę mógł figu­ro­wać na pierw­szych stro­nach gazet, a znana artystka muzyki popu­lar­nej nie stra­ciła nazbyt na swoim wize­runku. Co może się nato­miast wyda­rzyć w przy­padku dwóch per­for­ma­tyw­nych arty­stów, mię­dzy któ­rymi docho­dzi do sporu o pla­giat?

fuss_plagiat_hołod3.jpg

Nie­kiedy pro­ces sądowy o pla­giat może oka­zać się per­for­mance’em arty­stycznym. Takie nie­co­dzienne zakoń­cze­nie przy­spo­rzył mediom spór Johna Cage'a z Mike­’iem Bat­tem w pro­cesie o pla­giat sław­nego utworu 4'33''.

Utwór 4'33'' to trzy­czę­ściowy utwór Joh­na Cage’a, który składa się wyłącz­nie z pauz – w trak­cie jego trwa­nia nie zostaje zagrany ani jeden dźwięk. Par­ty­tura utworu zawiera notki na temat jego wyko­na­nia, nato­miast poszcze­gólne czę­ści ozna­czono sło­wem „tacet”, co ozna­cza „w ciszy”. Cisza była jednak pozorna – tak naprawdę skła­dała się z całej gamy dźwię­ków nie­sły­szal­nych, jakimi były m.in. ultra­dź­więki. 29 sierp­nia 1952 roku pia­ni­sta David Tudor pre­mie­rowo wyko­nał utwór.

Od strony praw­nej nie ma wąt­pli­wo­ści, że utwór muzyczny cha­rak­te­ry­zuje się indy­wi­du­al­no­ścią, przez co staje się przedmiotem prawa autor­skiego i jest przez nie chro­niony. W 2002 John Cage pozwał woka­li­stę bry­tyj­skiego bandu The Wom­bles o pla­giat, ponieważ Batt nagrał utwór zaty­tu­ło­wany Minuta ciszy, który pod­pi­sał nazwi­skami Butt i Cage. Wytwór­nia mło­dego bry­tyj­skiego woka­li­sty tłu­ma­czyła, że utwór Cage’a był jedy­nie inspi­ra­cją. W trak­cie pro­cesu sądo­wego nie było jed­nak wąt­pli­wo­ści co do tego, że popeł­niono pla­giat. Na szczę­ście arty­ści doszli do poro­zu­mie­nia, godząc się na sto­sun­kowo niskie odszko­do­wa­nie (10 tysięcy fun­tów – w tym samym cza­sie media wspo­mniały o sze­ścio­cy­fro­wej sumie) i docho­dząc do wnio­sku, że cały pro­ces sądowy zamie­nią w per­for­mance arty­styczny.

fuss_plagiat_hołod4.jpgPla­giat popeł­niany jest nie tylko w sto­sunku do naj­bar­dziej zna­nych arty­stów świata. Cza­sami zda­rza się, że to wła­śnie twór­czość „super­gwiazd” oka­zuje się powie­le­niem. Do tej grupy można zali­czyć Jeffa Koonsa. Twórca ten zasłynął z tego, że nie boi się kon­tro­wer­syj­nych pro­jek­tów, bowiem, jak sam mówi, zostaje wierny swoim arty­stycznym wizjom. Jego dzieła to połą­cze­nie pop artu, sztuki ulicz­nej, ale i inspi­ra­cja nur­tem ready made. W poło­wie lat 80. zało­żył wła­sne stu­dio arty­styczne na wzór kul­to­wego Fac­tory Andy'ego War­hola. Wspól­nie z trzy­dzie­stoma asy­sten­tami zaczął „fabry­ko­wać” wła­sne dzieła sztuki. Jego zna­kiem roz­po­zna­wczym stały się balony. Psy, kró­liki, tuli­pany – wszystko to arty­sta zamie­nia na spo­rych roz­mia­rów "balony": stalowe i ważące tony. Jego wystawy przy­cią­gają rze­sze fanów, a o jego prace – mimo że kosztujące co najmniej kilka milionów dolarów – „biją się” naj­waż­niejsi kolek­cjo­ne­rzy w świe­cie sztuki, muzea i fundacje.

Jednak koń­cówka 2014 roku nie brzmi już tak opty­mi­stycz­nie. Wysta­wiona w Cen­trum Pom­pi­dou w Paryżu rzeźba Fait d’Hi­ver z 1988 roku znik­nęła z eks­po­zy­cji. Wszystko ze względu na podej­rze­nia popeł­nie­nia pla­giatu. Kon­tro­wer­syjna praca przed­sta­wia wielką świ­nię, która na szyi ma beczkę rumu, oraz małego pin­gwi­na sto­ją­ce przed poło­żo­nym popier­siem mło­dej kobiety. Iden­tyczny układ zauwa­żalny jest w kam­pa­nii rekla­mo­wej firmy Naf-Naf z 1985 roku. Kam­pa­nia przed­sta­wia leżącą młodą kobietę – ofiarę lawiny, która jest rato­wana nie przez ber­nar­dyna, a wła­śnie przez świ­nię z rumem na szyi. W dodatku prace mają iden­tyczne tytuły, co świad­czy na nie­ko­rzyść Koonsa. Twórca reklamy, Franck Davi­do­vici, oskar­żył ame­ry­kań­skiego arty­stę o pla­giat i zarzekł się, że nie odpu­ści sprawy bez walki. Nie ma jed­nak infor­ma­cji, czy ofi­cjal­nie został wnie­siony pozew do sądu. Całą sprawę badała także spe­cjalna komi­sja, która pod­jęła decy­zję o usu­nię­cie pracy z wystawy do momentu roz­strzy­gnię­cia sporu.

Praca Koonsa powstała w czte­rech kopiach. Jedna z nich w roku 2007 została wyli­cy­to­wana w domu aukcyj­nym Chri­stie za 3,7 mln dola­rów. Praw­do­po­dob­nie teraz kolek­cjo­ner nie może znieść myśli, że wydał bli­sko 4 mln dola­rów na pla­giat...

Nie­stety nie­zna­jo­mość prawa nie zwal­nia nikogo od pono­sze­nia odpo­wie­dzial­no­ści kar­nej za to, co robimy. Gra­nica mię­dzy inspi­ra­cją a pla­giatem jest bar­dzo cienka, więc wielu arty­stom zda­rza się ją prze­kro­czyć. Aby zatem unik­nąć roz­praw i odpo­wie­dzial­no­ści praw­nej za popeł­niony czyn, lepiej dla wła­snego dobra po pro­stu w tytule zamie­ścić sto­sowne infor­ma­cje o źró­dle zaczerp­nię­tego cytatu.musująca tabletka.png 


fuss_plagiat_hołod_cover.jpg


kreska.jpg

ALEKSANDRA KWIATKOWSKA
Absol­wentka Liceum Pla­stycz­nego w Byd­gosz­czy. Obec­nie stu­dentka III roku Kry­tyki Sztuki na wydziale Edu­ka­cji Arty­stycz­nej na UAP w Poznaniu. Liczne publi­ka­cje w byd­go­skiej "Gaze­cie Wybor­czej". Autorka bloga www.misz­maszsz­tuka.blog­spot.com

MARIUSZ HOŁOD
Student Wydziału Architektury na Politechnice Wrocławskiej. W wolnych chwilach zajmuje się tworzeniem komiksów i ilustracji.

Ta strona korzysta z plików cookie.