
NUMER 20 (5) LISTOPAD 2016| "100% NATURAL"
Czy żyje nam się dobrze na świecie? Czy czujemy, że egzystujemy z nim w zgodzie i harmonii? Zgoda i harmonia? Kpiny! Nawałnice, powodzie, wichury, trzęsienia ziemi, osuwiska, wybuchy wulkanów, promieniowanie kosmiczne, upały, susze. Wymieniać dalej? A ponieważ zawsze trzeba znaleźć winnego, kozła ofiarnego, tym razem jest nim… Bóg. Absolutowi jednak – ze względu na to, kim jest – kary nie sposób wymierzyć, sankcji nie sposób nałożyć. Wina w mistyczny wręcz sposób przechodzi na Bożych wyznawców. Tym sposobem teologia łączy się w pewien sposób z ekologią…
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1), a następnie – na swój obraz i podobieństwo – człowieka. Wszyscy znamy biblijną historię stworzenia. Przypomnijmy sobie jednak kluczowy dla nas fragment natchnionego (sic!) dzieła: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: »Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi«. I rzekł Bóg: »Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem«” (Rdz 1, 28-29). O ile dzisiaj początek i koniec przytoczonego tekstu spotkałyby się z aplauzem (rozmnażanie i wegetarianizm), o tyle fragment o czynieniu sobie ziemi poddanej spotyka się z niemałymi kontrowersjami. Jest również kartą przetargową nowego humanizmu, który na samym przedzie niesie sztandar z napisem „eko”.
O tym, że głównym adwersarzem prądów ekologicznych, przynajmniej na podłożu teoretycznym i/lub promocyjnym, jest chrześcijaństwo, decyduje w głównej mierze siła jego oddziaływania, zwłaszcza na Zachodzie, oraz głoszona, przytoczona wyżej, doktryna władzy człowieka nad zwierzęciem. Bez wkraczania w skomplikowane wywody teologiczno-filozoficzne: tylko człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Oznacza to, że z pozostałymi bytami dzieli uczestnictwo w istnieniu Stwórcy (każdy byt otrzymuje swe istnienie od Boga), od pozostałych bytów wyróżnia go jednak uczestnictwo w życiu (zwłaszcza nadnaturalnym) swego Stwórcy. Dlatego też tylko on może np. prowadzić życie duchowe czy zgrzeszyć. I tu drugi ważny punkt: o ile przed grzechem pierwszych rodziców natura żyła z ludźmi w doskonałej harmonii (zwierzęta nie atakowały człowieka i były mu poddane podobnie jak przyroda, nie było kataklizmów naturalnych etc.), o tyle po grzechu się zbuntowała, można powiedzieć, że również odczuła jego konsekwencje – stała się nieprzyjazna i zagrażająca człowiekowi, który zamiast korzystać spokojnie z jej dobrodziejstw, musiał zacząć nauczyć się ją ujarzmiać. W tym miejscu wkracza współczesna idea ekologizmu, zapominając, że Kościół katolicki (reprezentant chrześcijaństwa par excellence) posiada ugruntowaną i rozbudowywaną wizję ekologii, począwszy od encykliki Rerum novarum Leona XIII z 1891 r.
Mamy do czynienia z megatrendem, który jest zjawiskiem globalnym, wręcz maksymalistycznym i oddziałuje społecznie, wdzierając się nawet do zakamarków życia codziennego. Wybrzmiewa w nim nuta zagrożenia, niepewnej przyszłości. Stąd m.in. walka z globalnym ociepleniem (masowe ograniczanie emisji CO2 bez poszanowania gospodarek poszczególnych krajów), zdrowa i ekologiczna żywność (jedz tylko taką, jeśli chcesz prze-żyć), emancypacja zwierząt (czyt.: wegetarianizm), afery typu Rospuda (czyli dlaczego ślimaki są ważniejsze od ludzi), mody à la gluten (tj. zwykły bunt mas)… Używam sarkazmu, ponieważ rzeczywistość nie jest czarno-biała. Ludzie odpowiedzialni za nadmiarową emisję dwutlenku węgla z pewnością chcieliby ją ograniczyć, są jednak pod ciągłym ostrzałem zamówień, balansują między polityką a gospodarką, chcą też zarobić lub wyjść przynajmniej „na czysto”. Ci, którzy chcieliby odżywiać się „jak dawniej” (bo kiedyś ludzie po wsiach to sami sobie wszystko uprawiali i hodowali, więc wiedzieli, co jedzą, a nie byli truci tymi wszystkimi E i ulepszanymi produktami z masowych produkcji), często nie mają na to ani czasu, ani środków, a dochodzi do tego wpływ mediów – ludzie chętniej sięgają po to, co jest im znane z telewizji, radia, gazetek etc. Łudzą się przy tym, że nikt nie wykorzysta ich zdrowia do osiągnięcia jak największego zysku.
Myślenie ekologiczne wyrasta z zasadnej troski o przyszłość – nie tylko zastanego pokolenia, ale całej ludzkości i jej domu, Ziemi. Trzeba jednak zauważyć, że w przeważającej mierze formułuje swoje postulaty w opozycji do religii (w praktyce: chrześcijaństwa) będącej ostoją tzw. starego humanizmu. Nowy humanizm orzeka się wolnym od religijnych zabobonów, z których bodaj największy to rzekoma wyższość człowieka, wykorzystywany do niecnych kościelno-instytucjonalnych celów status pana i władcy. W zamian proponuje zrównanie człowieka ze stworzeniem (czy bardziej neutralnie: naturą), odkrycie harmonii ze światem, odnalezienie duchowej więzi z Matką Ziemią.W tym miejscu jednak pod płaszczem nowego humanizmu (czyli, upraszczając, naukowej, wyłączonej z religijnej optyki narracji o człowieku) odnajdujemy te same, krytykowane metody określane mianem „kościelnych” czy „średniowiecznych”. Teoretycznie każdemu pozostawia się wolność decydowania o sobie, lecz praktycznie uprawia się presję strachu i zagrożenia, ot choćby raporty Klubu Rzymskiego, merytorycznie zasadne, ale nadmiernie rozdmuchiwane. W miejsce wierzeń religijnych umieszcza się naturę, której człowiek, jako jej element, jest winny szacunek i cześć. Koło się zamyka.
Twierdzenie, że to religia (czy nawet Bóg) jest winna kryzysowi, a ludzie, aby wreszcie się uwolnić od zgubnych zabobonów, winni jednoczyć się z naturą/przyrodą/Matką Ziemią, jest zaczynem nowej doktryny – ekoteologii. Jedynie przenosi problem w inne miejsce, tak naprawdę nie rozwiązując niczego, choć niektórym może uspokajać sumienie: w końcu walczą w słusznej sprawie, mierząc się z molochem wszechczasów – chrześcijaństwem.
Przy czym sama religia jest człowiekowi naturalna. Nie chcę wchodzić tu w dyskusję dotyczącą Objawienia i jedyności bądź nie danej religii, prawdą jednak pozostaje, że człowiek od zawsze szukał sobie substytutu własnych niemocy i ograniczeń, tworząc takie czy inne obrazy bóstwa. Wszelka próba dezawuacji tego faktu – uznawanego również przez ewolucjonistów – prowadzi do odebrania człowiekowi jednej z bardziej istotnych sfer jego życia, ponieważ wyłącznie religia jest w stanie ukierunkować człowieka eschatologicznie, a więc sprawia, że myśli on przyszłościowo – czyż nie o to chodzi ekologistom? Świetnie pisał o tym polski filozof, Leszek Kołakowski w pośmiertnie wydanym eseju Jezus ośmieszony: jeśli człowiek utraci perspektywę eschatologiczną (tj. wyrzeknie się swej religijnej natury i, w przypadku Zachodu, chrześcijańskiego dziedzictwa), stanie się sam dla siebie zagładą.
Z kolei zwolennikom ekologizmu zadajmy tylko jedno z możliwych pytań: czy czczenie Matki Ziemi (czy dzisiaj nie należałoby mówić o Ojcu Kosmosie?) i dążenie do życia z nią w harmonii ma oznaczać rezygnację z technologii i powrót do czasów prehistorycznych? Jest to oczywiście argument ad absurdum (który jednakże się pojawia!), ale pokazuje, w jaki sposób ekologia może stać się narzędziem terroru – być może jednej z najgorszych jego odmian, bo duchowej.
Poprzez apoteozę natury dokonuje się odnowienie teistycznego sposobu myślenia. Boga chrześcijańskiego zastępuje przyroda. Śmiem twierdzić, że nie rozwiązuje to żadnego problemu, a stwarza nowe, gdy tymczasem religia (chrześcijaństwo) rozwija postawy ekologiczne. W przytoczonym wcześniej fragmencie Księgi Rodzaju czytamy, że powierzając człowiekowi świat, Bóg uczynił go za niego odpowiedzialnym. Odpowiedzialność zaś jest pojęciem etycznym, co widać chociażby w pismach św. Tomasza z Akwinu, jednego z czołowych myślicieli chrześcijaństwa. O co więc chodzi? O rozwagę i umiar. O naturalność! Nie wymuszoną czy narzuconą, a naturalną. Taka jest najzdrowsza.![]()
![]()
BARTŁOMIEJ K. KRZYCH
Student filozofii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Członek redakcji czasopisma interdyscyplinarnego Amor Fati. Ciekawi go wszystko, co podpada pod najszerzej jak to tylko możliwe rozumiane pojęcie bytu. Zainteresowania szczególne: tomizm, metafizyka, historia i ceremonie kultu chrześcijańskiego.
DAWID MALEK
Studiuje projektowanie graficzne na ASP w Katowicach. Zajmuje się głównie ilustracją prasową i książkową.