DO GÓRY

 

fuss_eko-terror_malek_cover.jpg

NUMER 20 (5) LISTOPAD 2016| "100% NATURAL"


EKO-TERROR?

BARTŁOMIEJ K. KRZYCH | DAWID MALEK

Czy żyje nam się dobrze na świe­cie? Czy czu­jemy, że egzy­stu­jemy z nim w zgo­dzie i har­mo­nii? Zgoda i har­mo­nia? Kpiny! Nawał­nice, powo­dzie, wichury, trzę­sie­nia ziemi, osu­wi­ska, wybu­chy wul­ka­nów, pro­mie­nio­wa­nie kosmiczne, upały, susze. Wymie­niać dalej? A ponie­waż zawsze trzeba zna­leźć win­nego, kozła ofiar­nego, tym razem jest nim… Bóg. Abso­lu­towi jed­nak – ze względu na to, kim jest – kary nie spo­sób wymie­rzyć, sank­cji nie spo­sób nało­żyć. Wina w mistyczny wręcz spo­sób prze­cho­dzi na Bożych wyznaw­ców. Tym spo­so­bem teo­lo­gia łączy się w pewien spo­sób z eko­lo­gią…

„Na początku Bóg stwo­rzył niebo i zie­mię” (Rdz 1, 1), a następ­nie – na swój obraz i podo­bień­stwo – czło­wieka. Wszy­scy znamy biblijną histo­rię stwo­rze­nia. Przy­po­mnijmy sobie jed­nak klu­czowy dla nas frag­ment natchnio­nego (sic!) dzieła: „Po czym Bóg im bło­go­sła­wił, mówiąc do nich: »Bądź­cie płodni i roz­mna­żaj­cie się, aby­ście zalud­nili zie­mię i uczy­nili ją sobie pod­daną; aby­ście pano­wali nad rybami mor­skimi, nad ptac­twem powietrz­nym i nad wszyst­kimi zwie­rzętami peł­za­ją­cymi po zie­mi«. I rzekł Bóg: »Oto wam daję wszelką roślinę przy­no­szącą ziarno po całej ziemi i wszel­kie drzewo, któ­rego owoc ma w sobie nasie­nie: dla was będą one pokar­mem«” (Rdz 1, 28-29). O ile dzi­siaj począ­tek i koniec przy­to­czo­nego tek­stu spo­tka­łyby się z aplau­zem (roz­mna­ża­nie i wege­ta­ria­nizm), o tyle frag­ment o czy­nie­niu sobie ziemi pod­da­nej spo­tyka się z nie­ma­łymi kon­tro­wer­sjami. Jest rów­nież kartą prze­tar­gową nowego huma­ni­zmu, który na samym prze­dzie nie­sie sztan­dar z napi­sem „eko”.

fuss_eko-terror_malek.jpgO tym, że głów­nym adwer­sa­rzem prą­dów eko­lo­gicz­nych, przy­naj­mniej na podłożu teo­re­tycz­nym i/lub pro­mo­cyj­nym, jest chrze­ści­jań­stwo, decy­duje w głów­nej mie­rze siła jego oddzia­ły­wa­nia, zwłasz­cza na Zacho­dzie, oraz gło­szona, przy­to­czona wyżej, dok­tryna wła­dzy czło­wieka nad zwie­rzę­ciem. Bez wkra­czania w skom­pli­ko­wane wywody teo­lo­giczno-filo­zo­ficzne: tylko czło­wiek został stwo­rzony na obraz i podo­bień­stwo Boże. Ozna­cza to, że z pozo­sta­łymi bytami dzieli uczest­nic­two w ist­nie­niu Stwórcy (każdy byt otrzy­muje swe ist­nie­nie od Boga), od pozo­sta­łych bytów wyróż­nia go jed­nak uczest­nic­two w życiu (zwłasz­cza nad­na­tu­ral­nym) swego Stwórcy. Dla­tego też tylko on może np. pro­wa­dzić życie duchowe czy zgrze­szyć. I tu drugi ważny punkt: o ile przed grze­chem pierw­szych rodzi­ców natura żyła z ludźmi w dosko­na­łej har­mo­nii (zwie­rzęta nie ata­ko­wały czło­wieka i były mu pod­dane podob­nie jak przy­roda, nie było kata­kli­zmów natu­ral­nych etc.), o tyle po grze­chu się zbun­to­wała, można powie­dzieć, że rów­nież odczuła jego kon­se­kwen­cje – stała się nie­przy­ja­zna i zagra­ża­jąca czło­wie­kowi, który zamiast korzy­stać spo­koj­nie z jej dobro­dziejstw, musiał zacząć nauczyć się ją ujarz­miać. W tym miej­scu wkra­cza współ­cze­sna idea eko­lo­gi­zmu, zapo­mi­na­jąc, że Kościół kato­licki (repre­zen­tant chrze­ści­jań­stwa par excel­lence) posiada ugrun­to­waną i roz­bu­do­wy­waną wizję eko­lo­gii, począw­szy od ency­kliki Rerum nova­rum Leona XIII z 1891 r.

Mamy do czy­nie­nia z mega­tren­dem, który jest zja­wi­skiem glo­bal­nym, wręcz mak­sy­ma­li­stycz­nym i oddzia­łuje spo­łecz­nie, wdzie­ra­jąc się nawet do zaka­mar­ków życia codzien­nego. Wybrz­miewa w nim nuta zagro­że­nia, nie­pew­nej przy­szło­ści. Stąd m.in. walka z glo­bal­nym ocie­ple­niem (masowe ogra­ni­cza­nie emi­sji CO2 bez posza­no­wa­nia gospo­da­rek poszcze­gól­nych kra­jów), zdrowa i eko­lo­giczna żyw­ność (jedz tylko taką, jeśli chcesz prze-żyć), eman­cy­pa­cja zwie­rząt (czyt.: wege­ta­ria­nizm), afery typu Rospuda (czyli dla­czego śli­maki są waż­niej­sze od ludzi), mody à la glu­ten (tj. zwy­kły bunt mas)… Uży­wam sar­ka­zmu, ponie­waż rze­czy­wi­stość nie jest czarno-biała. Ludzie odpo­wie­dzialni za nadmia­rową emi­sję dwu­tlenku węgla z pew­no­ścią chcie­liby ją ogra­ni­czyć, są jed­nak pod cią­głym ostrza­łem zamó­wień, balan­sują mię­dzy poli­tyką a gospo­darką, chcą też zaro­bić lub wyjść przy­naj­mniej „na czy­sto”. Ci, któ­rzy chcie­liby odży­wiać się „jak daw­niej” (bo kie­dyś ludzie po wsiach to sami sobie wszystko upra­wiali i hodo­wali, więc wie­dzieli, co jedzą, a nie byli truci tymi wszyst­kimi E i ulep­sza­nymi pro­duk­tami z maso­wych pro­duk­cji), czę­sto nie mają na to ani czasu, ani środ­ków, a docho­dzi do tego wpływ mediów – ludzie chęt­niej się­gają po to, co jest im znane z tele­wi­zji, radia, gaze­tek etc. Łudzą się przy tym, że nikt nie wyko­rzy­sta ich zdro­wia do osią­gnię­cia jak naj­więk­szego zysku.

Myśle­nie eko­lo­giczne wyra­sta z zasad­nej tro­ski o przy­szłość – nie tylko zasta­nego poko­le­nia, ale całej ludz­ko­ści i jej domu, Ziemi. Trzeba jed­nak zauwa­żyć, że w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze for­mu­łuje swoje postu­laty w opo­zy­cji do reli­gii (w prak­tyce: chrze­ści­jań­stwa) będą­cej ostoją tzw. sta­rego huma­ni­zmu. Nowy huma­nizm orzeka się wol­nym od reli­gij­nych zabo­bo­nów, z któ­rych bodaj naj­więk­szy to rze­koma wyż­szość czło­wieka, wyko­rzy­sty­wany do nie­cnych kościelno-insty­tu­cjo­nal­nych celów sta­tus pana i władcy. W zamian pro­po­nuje zrów­na­nie czło­wieka ze stwo­rze­niem (czy bar­dziej neu­tral­nie: naturą), odkry­cie har­mo­nii ze świa­tem, odna­le­zie­nie ducho­wej więzi z Matką Zie­mią.W tym miej­scu jed­nak pod płasz­czem nowego huma­ni­zmu (czyli, uprasz­cza­jąc, nauko­wej, wyłą­czo­nej z reli­gij­nej optyki nar­ra­cji o czło­wieku) odnaj­du­jemy te same, kry­ty­ko­wane metody okre­ślane mia­nem „kościel­nych” czy „śre­dnio­wiecz­nych”. Teore­tycz­nie każ­demu pozo­sta­wia się wol­ność decy­do­wa­nia o sobie, lecz prak­tycz­nie upra­wia się pre­sję stra­chu i zagro­że­nia, ot choćby raporty Klubu Rzym­skiego, mery­to­rycz­nie zasadne, ale nadmier­nie roz­dmu­chi­wane. W miej­sce wie­rzeń reli­gij­nych umiesz­cza się naturę, któ­rej czło­wiek, jako jej ele­ment, jest winny sza­cu­nek i cześć. Koło się zamyka.

fuss_eko-terror_malek2.jpgTwier­dze­nie, że to reli­gia (czy nawet Bóg) jest winna kry­zy­sowi, a ludzie, aby wresz­cie się uwol­nić od zgub­nych zabo­bo­nów, winni jed­no­czyć się z natu­rą­/przy­ro­dą­/Matką Zie­mią, jest zaczy­nem nowej dok­tryny – eko­te­olo­gii. Jedy­nie prze­nosi pro­blem w inne miej­sce, tak naprawdę nie roz­wią­zu­jąc niczego, choć nie­któ­rym może uspo­ka­jać sumie­nie: w końcu wal­czą w słusz­nej spra­wie, mie­rząc się z molo­chem wszech­cza­sów – chrze­ści­jań­stwem.

Przy czym sama reli­gia jest czło­wie­kowi natu­ralna. Nie chcę wcho­dzić tu w dys­ku­sję doty­czącą Obja­wie­nia i jedy­no­ści bądź nie danej reli­gii, prawdą jed­nak pozo­staje, że czło­wiek od zawsze szu­kał sobie sub­sty­tutu wła­snych nie­mocy i ogra­ni­czeń, two­rząc takie czy inne obrazy bóstwa. Wszelka próba deza­wu­acji tego faktu – uzna­wa­nego rów­nież przez ewo­lu­cjo­ni­stów – pro­wa­dzi do ode­bra­nia czło­wie­kowi jed­nej z bar­dziej istot­nych sfer jego życia, ponie­waż wyłącz­nie reli­gia jest w sta­nie ukie­run­ko­wać czło­wieka escha­to­lo­gicz­nie, a więc spra­wia, że myśli on przy­szło­ściowo – czyż nie o to cho­dzi eko­lo­gi­stom? Świet­nie pisał o tym pol­ski filo­zof, Leszek Koła­kow­ski w pośmiert­nie wyda­nym eseju Jezus ośmie­szony: jeśli czło­wiek utraci per­spek­tywę escha­to­lo­giczną (tj. wyrzek­nie się swej reli­gij­nej natury i, w przy­padku Zachodu, chrze­ści­jań­skiego dzie­dzic­twa), sta­nie się sam dla sie­bie zagładą.

Z kolei zwo­len­ni­kom eko­lo­gi­zmu zadajmy tylko jedno z moż­li­wych pytań: czy czcze­nie Matki Ziemi (czy dzi­siaj nie nale­ża­łoby mówić o Ojcu Kosmo­sie?) i dąże­nie do życia z nią w har­mo­nii ma ozna­czać rezy­gna­cję z tech­no­lo­gii i powrót do cza­sów pre­hi­sto­rycz­nych? Jest to oczy­wi­ście argu­ment ad absur­dum (który jed­nakże się poja­wia!), ale poka­zuje, w jaki spo­sób eko­lo­gia może stać się narzę­dziem ter­roru – być może jed­nej z naj­gor­szych jego odmian, bo ducho­wej.

Poprzez apo­te­ozę natury doko­nuje się odno­wie­nie teistycz­nego spo­sobu myśle­nia. Boga chrze­ści­jań­skiego zastę­puje przy­roda. Śmiem twier­dzić, że nie roz­wią­zuje to żad­nego pro­blemu, a stwa­rza nowe, gdy tym­cza­sem reli­gia (chrze­ści­jań­stwo) roz­wija postawy eko­lo­giczne. W przy­to­czo­nym wcze­śniej frag­men­cie Księgi Rodzaju czy­tamy, że powie­rza­jąc czło­wie­kowi świat, Bóg uczy­nił go za niego odpo­wie­dzial­nym. Odpo­wie­dzial­ność zaś jest poję­ciem etycz­nym, co widać cho­ciażby w pismach św. Toma­sza z Akwinu, jed­nego z czo­ło­wych myśli­cieli chrze­ści­jań­stwa. O co więc cho­dzi? O roz­wagę i umiar. O natu­ral­ność! Nie wymu­szoną czy narzu­coną, a natu­ralną. Taka jest naj­zdrow­sza.musująca tabletka.png

 

kreska.jpg

BARTŁOMIEJ K. KRZYCH
Stu­dent filo­zo­fii Uni­wer­sy­tetu Rze­szow­skiego. Czło­nek redak­cji cza­so­pi­sma inter­dy­scy­pli­nar­nego Amor Fati. Cie­kawi go wszystko, co pod­pada pod naj­sze­rzej jak to tylko moż­liwe rozu­miane poję­cie bytu. Zain­te­re­so­wa­nia szcze­gólne: tomizm, meta­fi­zyka, histo­ria i cere­mo­nie kultu chrze­ści­jań­skiego.

DAWID MALEK
Studiuje projektowanie graficzne na ASP w Katowicach. Zajmuje się głównie ilustracją prasową i książkową.

Ta strona korzysta z plików cookie.