DO GÓRY

 

fuss_czy_zwierzęta_doczekają_grzywa_cover.jpg

NUMER 13 (4) SIERPIEŃ 2015 | "FOLWARK ZWIERZĘCY"

 

CZY ZWIERZĘTA DOCZEKAJĄ SIĘ SWOJEGO RZECZNIKA?

ALEKSANDER BUCHOLSKIWERONIKA "WERA" GRZYWA

Prawa zwie­rząt na prze­strzeni ostat­nich kil­ku­na­stu mie­sięcy wiele razy tra­fiały na pierw­sze strony gazet. Ana­lizę bez­praw­no­ści wybi­cia szyby samo­chodu w celu rato­wa­nia psa przed upa­łem poprze­dzała medialna bata­lia o kształt Prawa łowiec­kiego. Rela­cje o coraz częst­szych wyro­kach bez­względ­nego pozba­wie­nia wol­no­ści dla drę­czy­cieli zwie­rząt – wia­do­mość o uzna­niu zakazu uboju rytu­al­nego przez Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyjny za nie­zgodny z ustawą zasad­ni­czą. I mimo wciąż odczu­wal­nej prze­wagi myśli­wych czy rol­ni­ków w pro­ce­sie sta­nowienia prawa, ton debaty publicz­nej wróży zmiany na lep­sze.

Ro­snąca świa­do­mość pro­blemu ochrony praw­nej zwie­rząt napawa opty­mi­zmem. Tej rado­ści powinna jed­nak towa­rzy­szyć kry­tyczna reflek­sja nad prze­pi­sami chro­nią­cymi zwie­rzęta. O ile bowiem można być względ­nie zado­wo­lo­nym z prze­pi­sów prawa mate­rial­nego (norm bez­po­śred­nio kształ­tu­ją­cych prawa i obo­wiązki ludzi w odnie­sie­niu do zwie­rząt), o tyle warto przyj­rzeć się pro­ce­duralnym i insty­tu­cjo­nalnym ramom wyko­ny­wa­nia tych prze­pi­sów.

Już dziś ist­nieją pod­stawy do obaw, czy insty­tu­cje powo­łane usta­wowo do dba­ło­ści w pierw­szej kolej­no­ści o zdro­wie ludzi, wsparte przez słabo zako­twi­czone w publicznopraw­nym ładzie insty­tu­cjo­nalnym orga­ni­za­cje poza­rzą­dowe, są w sta­nie efek­tyw­nie wypeł­niać trudną misję ochrony dobro­stanu milio­nów żyją­cych w Pol­sce zwie­rząt. Dla­tego warto zasta­nowić się, czy nie potrze­bujemy wyspe­cja­li­zo­wa­nego organu mogą­cego stale zabie­rać głos w imie­niu tych, któ­rzy głosu nie mają. Naj­wyż­szy czas na dys­ku­sję nad powo­ła­niem Rzecz­nika Praw Zwie­rząt.

ZDROWIE LUDZI PRZED KRZYWDĄ ZWIERZĄT

Na dzień dzi­siej­szy pod­stawy ustro­jo­wego prawa ochrony zwie­rząt miesz­czą się w zasad­ni­czej swo­jej czę­ści w dwóch usta­wach: z dnia 21 sierp­nia 1997 r. o ochro­nie zwie­rząt oraz z dnia 15 stycz­nia 2015 r. o ochro­nie zwie­rząt wyko­rzy­sty­wa­nych do celów nauko­wych lub edu­ka­cyj­nych. Na grun­cie pierw­szej z ustaw ochroną zwie­rząt zaj­mują się Inspek­cja Wete­ry­na­ryjna oraz inne wła­ściwe organy admi­ni­stra­cji rzą­do­wej i samo­rządu tery­to­rial­nego, współ­dzia­ła­jące z samo­rzą­dem lekar­sko-wete­ry­na­ryj­nym oraz z innymi insty­tu­cjami i orga­ni­za­cjami spo­łecz­nymi, któ­rych sta­tu­to­wym celem dzia­ła­nia jest ochrona zwie­rząt. Na grun­cie dru­giej – Komi­sja Etyczna do Spraw Doświad­czeń na Zwie­rzętach i komi­sje lokalne. Z uwagi na sto­sun­kowo wąski (acz nie­ba­ga­telny) zakres kom­pe­ten­cji tych ostat­nich, sku­pię się na insty­tu­cjach powo­ła­nych do wyko­ny­wa­nia prze­pi­sów ustawy o ochro­nie zwie­rząt.

kreska.jpg

cytat.jpg

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek dzia­łał w ramach orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wej, wie, że nie jest to naj­bar­dziej docho­dowa ścieżka karie­ry­


Co istotne, ochrona zwie­rząt jest tylko jed­nym, sto­sun­kowo mar­gi­nal­nym wycin­kiem obo­wiąz­ków Inspek­cji Wete­ry­na­ryj­nej oraz sto­ją­cego na jej czele Głów­nego Leka­rza Wete­ry­na­rii. Usta­wo­dawca chciał unik­nąć „mno­że­nia bytów ponad koniecz­ność”, licząc zapewne, że sze­ro­kie upraw­nie­nia kon­tro­lne Inspek­cji Wete­ry­na­ryj­nej pozwolą jej efek­tyw­nie egze­kwo­wać prze­pisy ustawy o ochro­nie zwie­rząt. Jed­nakże nie można zapo­mnieć, że art. 3 ustawy z dnia 29 stycz­nia 2004 r. o Inspek­cji Wete­ry­na­ryj­nej sta­nowi, że reali­zuje ona zada­nia z zakresu ochrony zdro­wia zwie­rząt oraz bez­pie­czeń­stwa pro­duk­tów pocho­dze­nia zwie­rzęcego w celu zapew­nie­nia ochrony zdro­wia publicz­nego. I jak­kol­wiek w toku pro­wa­dzo­nych czyn­no­ści Inspek­cja ma obo­wią­zek odno­to­wać każde naru­sze­nie ustawy o ochro­nie zwie­rząt, należy mieć na uwa­dze, że wie­lo­let­nia prak­tyka dzia­ła­nia tej insty­tu­cji pod­po­rząd­ko­wana jest dba­niu o zdro­wie ludzi. Dobro zwie­rząt – jako cel sam w sobie – scho­dzi na dal­szy plan. Można także zasta­na­wiać się, czy pra­cow­nicy insty­tu­cji powo­ła­nej do kon­troli pro­cesu pro­duk­cji mięsa, są odpo­wied­nio uwraż­li­wieni na dostrze­ga­nie krzywdy zwie­rząt.

To prze­czu­cie potwier­dzają wyniki raportu Naj­wyż­szej Izby Kon­troli z 2013 roku, doty­czącego wyko­ny­wa­nia przez gminy zadań z zakresu ochrony zwie­rząt. Izba stwier­dziła w nim, że liczba i zakres kon­troli przez Inspek­cję Wete­ry­na­ryjną przy­tu­lisk, hoteli dla zwie­rząt czy podmio­tów zaj­mujących się ich wyła­py­wa­niem – były dalece nie­wy­star­cza­jące. W wywia­dzie udzie­lo­nym I Pro­gra­mowi Pol­skiego Radia w maju tego roku Pre­zes NIK posu­nął się wręcz do stwier­dze­nia, że „sys­temu ochrony zwie­rząt dziś w prak­tyce nie ma”.

UDZIAŁ SPOŁECZEŃSTWA CZY UMYWANIE RĄK?

Da­lej ustawa o ochro­nie zwie­rząt sta­nowi, że organy admi­ni­stra­cji publicz­nej powinny współ­dzia­łać z orga­ni­za­cjami spo­łecz­nymi, któ­rych sta­tu­to­wym celem jest ochrona zwie­rząt. Jest to roz­wią­za­nie dobre o tyle, że – przy­naj­mniej w teo­rii – zapew­nia swo­isty „balans ide­olo­giczny” mię­dzy przy­zwy­cza­jo­nymi do warun­ków hodowli prze­my­sło­wej pra­cow­ni­kami Inspek­cji Wete­ry­na­ryj­nej a wraż­li­wymi spo­łecz­ni­kami. Ponadto umoż­li­wia udział spo­łe­czeń­stwa w pro­ce­sie egze­ku­cji prze­pi­sów prawa. Nie­stety orga­ni­za­cje spo­łeczne pozba­wione są dwóch rze­czy zapew­niających admi­ni­stra­cji publicz­nej sprawne funk­cjo­no­wa­nie: kom­pe­ten­cji kon­tro­l­nych oraz sta­łego źró­dła finan­so­wa­nia z budżetu pań­stwa.

Od­no­sząc się do pro­blemu pierw­szego, należy wska­zać na art. 34a ust. 3 ustawy o ochro­nie zwie­rząt. Mówi on, że orga­ni­za­cje spo­łeczne, któ­rych sta­tu­to­wym celem dzia­ła­nia jest ochrona zwie­rząt, mogą współ­dzia­łać z Inspek­cją Wete­ry­na­ryjną w spra­wo­wa­niu nad­zoru nad prze­strze­ga­niem prze­pi­sów o ochro­nie zwie­rząt. Art. 40 sta­nowi z kolei, że orga­ni­za­cje te mogą współ­dzia­łać z wła­ści­wymi insty­tu­cjami pań­stwo­wymi i samo­rzą­do­wymi w ujaw­nia­niu oraz ści­ga­niu prze­stępstw i wykro­czeń okre­ślo­nych w usta­wie.

Wielu dzia­ła­czy prozwie­rzęcych powie w tym momen­cie, że współ­praca z orga­nami nad­zoru układa się bar­dzo róż­nie. Orga­ni­za­cje spo­łeczne posia­dają jed­nak nie­zwy­kle istotne upraw­nie­nie, któ­rego Inspek­cja Wete­ry­na­ryjna jest pozba­wiona: moż­li­wość wyko­ny­wa­nia praw pokrzyw­dzo­nego w spra­wach o prze­stęp­stwo zabój­stwa, uśmier­ce­nia albo uboju zwie­rzęcia z naru­sze­niem prze­pi­sów oraz prze­stęp­stwo znę­ca­nia się nad zwie­rzęciem, a także w spa­wach o sze­reg wykro­czeń (w tym nie­do­zwo­lo­nego han­dlu zwie­rzętami czy odła­wia­nia zwie­rząt bez zapew­nie­nia im miej­sca w schro­ni­sku).

fuss_czy_zwierzęta_doczekają_grzywa2.jpgW tym miej­scu należy wyja­śnić, że zwie­rzęta zaj­mują w pro­ce­sie kar­nym dosyć spe­cy­ficzną pozy­cję. Z jed­nej strony prze­pisy sta­nowią, że „zwie­rzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczu­wa­nia cier­pie­nia, nie jest rze­czą”, a „czło­wiek jest mu winien posza­no­wa­nie, ochronę i opiekę”. Z dru­giej – usta­wo­dawca naka­zuje w sytu­acjach nie­ure­gu­lo­wa­nych w usta­wie sto­so­wać odpo­wied­nio do zwie­rząt prze­pisy doty­czące rze­czy.

Kon­se­kwentne nie­przy­zna­nie zwie­rzętom podmio­to­wo­ści praw­nej skut­kuje tym, że pokrzyw­dzo­nym prze­stęp­stwem popeł­nio­nym wobec zwie­rzęcia – podob­nie jak np. pokrzyw­dzo­nym kra­dzieży – jest wła­ści­ciel. W sytu­acji, gdy to wła­ści­ciel jest sprawcą prze­mocy wobec zwie­rzęcia, doszłoby do absur­dal­nej toż­sa­mo­ści pokrzyw­dzo­nego i sprawcy.

Wy­ko­nu­jąc prawa pokrzyw­dzo­nego, orga­ni­za­cja spo­łeczna staje się stroną postę­po­wa­nia przy­go­to­waw­czego, a na eta­pie sądo­wym może zostać oskar­ży­cie­lem posił­ko­wym. Tym samym ma moż­li­wość m.in. skła­da­nia wnio­sków dowo­do­wych, uczest­ni­cze­nia w czyn­no­ściach pro­ce­so­wych czy prze­glą­da­nia akt. Można w tym miej­scu oczy­wi­ście zasta­nowić się, dla­czego Inspek­cji Wete­ry­na­ryj­nej nie przy­znano kom­pe­ten­cji do wystę­po­wa­nia w roli oskar­ży­ciela publicz­nego, jed­nak decy­zja usta­wo­dawcy zdaje się zapew­niać udział w pro­ce­sie osób o bar­dziej ade­kwat­nej wraż­li­wo­ści.

Wciąż nie­roz­wią­zany pozo­staje jed­nak drugi pro­blem prze­rzu­ce­nia na spo­łecz­ni­ków walki o prawa zwie­rząt: źró­dła finan­so­wa­nia. Każdy, kto kie­dy­kol­wiek dzia­łał w ramach orga­ni­za­cji pozarzą­do­wej, wie, że nie jest to najbar­dziej docho­dowa ścieżka kariery. Wiel­kim wysił­kiem dla orga­ni­za­cji prozwie­rzęcych jest wygo­spo­da­ro­wa­nie środ­ków na opła­ce­nie choćby jed­nego sta­łego etatu, naby­cie sprzętu reje­stru­ją­cego czy pozy­ska­nie środka trans­portu. Tymcza­sem uczest­nic­two w postę­po­wa­niu kar­nym czy czyn­no­ściach kon­tro­l­nych jest nie­zwy­kle cza­so­ch­łonne i wymaga odpo­wied­nich kom­pe­ten­cji. Żyjące ze skła­dek, daro­wizn, gran­tów, cza­sem drob­nej dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, a rzadko – sta­łej współ­pracy np. z samo­rzą­dem, orga­ni­za­cje spo­łeczne nie potra­fią, mimo naj­lep­szych chęci, zagwa­ran­to­wać, że swoją usta­wową rolę będą speł­niać w spo­sób sta­bilny i cią­gły.

W POSZUKIWANIU INSPIRACJI

Po­trzeba więc organu, który byłby wyspe­cja­li­zo­wany w dzie­dzi­nie praw­nej ochrony zwie­rząt, a przy tym miałby pewne upraw­nie­nia pro­ce­sowe w postę­po­wa­niu admi­ni­stra­cyj­nym i kar­nym (bądź to jako organ, bądź to jako uczest­nik). Szu­ka­jąc natchnie­nia warto przyj­rzeć się ustro­jowi orga­nów powo­ła­nych do ochrony praw oby­wa­teli. Od 1987 roku, gdy powo­łany został pierw­szy w Pol­sce Rzecz­nik Praw Oby­wa­tel­skich, doro­bi­li­śmy się sze­regu bar­dziej wyspe­cja­li­zo­wa­nych urzę­dów, powo­ła­nych do ochrony tylko pew­nych grup oby­wa­teli bądź ochrony tylko w pew­nych sytu­acjach: Rzecz­nika Praw Dziecka, Rzecz­nika Ubez­pie­czo­nych, Rzecz­nika Praw Pacjenta czy rzecz­ników praw kon­su­menta. Każdy z nich ma odrębną struk­turę i umo­co­wa­nie prawne, róż­nią się zakre­sem kom­pe­ten­cji i meto­dami pracy, jed­nakże wszyst­kie speł­niają podobną funk­cję: poma­gają jed­no­stce w potyczce praw­nej z siłami zbyt potęż­nymi, by móc je poko­nać w poje­dynkę.

Te urzędy mogłyby być inspi­ra­cją dla kon­struk­cji Rzecz­nika Praw Zwie­rząt. Z punktu widze­nia cha­rak­terystyki spraw, któ­rymi musiałby się zaj­mo­wać, sil­nych kon­tro­wer­sji poli­tycz­nych zwią­za­nych z jego dzia­łal­no­ścią (miałby prze­ciw sobie potężne lob­bies żyjące z eks­plo­ata­cji zwie­rząt), a przede wszyst­kim ogrom­nego zakresu obo­wiąz­ków, RPZ powi­nien mieć dużą auto­no­mię. Nie do zaak­cep­to­wa­nia byłoby wów­czas, by pod­le­gał Pre­ze­sowi Rady Mini­strów. Ponadto z uwagi na koniecz­ność zagwa­ran­to­wa­nia jego udziału w postę­po­wa­niach kar­nych i moż­li­wo­ści ich wsz­czy­na­nia (naj­le­piej na takich zasa­dach jak pro­ku­ra­tor), pożą­da­nym byłoby, by RPZ posia­dał immu­ni­tet.

Rów­nież ze względu na zakres kom­pe­ten­cji wzo­ro­wa­nie urzędu RPZ na RPO byłoby korzystne. Wystar­czy wska­zać, że RPO po zba­da­niu sprawy może m.in. skie­ro­wać wystą­pie­nie do organu, orga­ni­za­cji lub insty­tu­cji, zwró­cić się do organu nad­rzęd­nego z wnio­skiem o zasto­so­wa­nie środ­ków prze­wi­dzia­nych w prze­pi­sach prawa, wystą­pić z wnio­skiem o uka­ra­nie, a także o uchy­le­nie pra­wo­moc­nego roz­strzy­gnię­cia w postę­po­wa­niu w spra­wach o wykro­cze­nia czy wnieść kasa­cję od pra­wo­moc­nego orze­cze­nia. Każda z tych kom­pe­ten­cji pozwo­li­łaby RPZ uspraw­nić sys­tem ochrony zwie­rząt – bez naru­sza­nia słusz­nych inte­resów oby­wa­teli.

Nie warto sobie chyba jed­nak robić nadziei, że w obec­nych warun­kach poli­tycz­nych uda­łoby się stwo­rzyć urząd Rzecz­nika Praw Zwie­rząt na wzór RPO czy RPD. Dużo bar­dziej praw­do­po­dob­nym jest, że byłby RPZ cen­tral­nym orga­nem admi­ni­stra­cji rzą­do­wej, przy­po­mi­na­ją­cym ustro­jowo Rzecz­nika Praw Pacjenta, mia­no­wa­nego przez pre­miera w wyniku trans­pa­rent­nej pro­ce­dury kon­kur­so­wej. W takiej sytu­acji RPZ sam mógłby być cia­łem wyda­ją­cym decy­zję w spra­wach ochrony zwie­rząt, a część pro­ce­dur, doty­czą­cych np. odbie­ra­nia zwie­rząt wła­ści­cie­lom, mogłaby zostać prze­nie­siona z drogi postę­po­wa­nia kar­nego na drogę, czę­sto sku­tecz­niej­szego, postę­po­wa­nia admi­ni­stra­cyj­nego. RPZ samo­dziel­nie mógłby wów­czas prze­pro­wa­dzać kon­trole i spra­wo­wać nad­zór.

RPZ mógłby na sze­roką skalę, z wyko­rzy­sta­niem przy­da­nego mu biura, wyko­ny­wać prawa pokrzyw­dzo­nego w postę­po­wa­niach kar­nych. Z punktu widze­nia zapew­nia­nia jed­no­litego sto­so­wa­nia prawa wska­za­nym byłoby, by RPZ mógł, podob­nie jak RPO czy RPD, skła­dać wnio­ski do Sądu Naj­wyż­szego o pod­ję­cie uchwały w celu usu­nię­cia roz­bież­no­ści w inter­pre­ta­cji prze­pi­sów.

Nie­za­leż­nie od przy­ję­tego modelu ustro­jo­wego, z Rzecz­nikiem Praw Zwie­rząt kon­sul­to­wane być powinny wszyst­kie pro­jekty aktów legi­sla­cyj­nych doty­czą­cych zwie­rząt. RPZ powi­nien też móc przed­sta­wiać wła­sne pro­jekty ustaw. Pożą­da­nym byłoby rów­nież, gdyby na RPZ spo­czy­wały zada­nia z zakresu edu­ka­cji etycz­nej w kwe­stii zwie­rząt. Zresztą samo ist­nie­nie urzędu zaj­mu­ją­cego się wyłącz­nie tym pro­ble­mem wpły­nę­łoby z pew­no­ścią na wzrost świa­do­mo­ści spo­łecz­nej. Dziś ze strony władz brak jakie­go­kol­wiek sygnału, że ochrona zwie­rząt jest dla nich sprawą istotną.

Koszty dzia­ła­nia urzędu pokryć można według modelu przy­ję­tego w przy­padku Rzecz­nika Ubez­pie­czo­nych. Funk­cjo­no­wa­nie RU finan­so­wane jest z odpo­wied­niego pro­centu skła­dek pobra­nych przez kra­jowe oraz zagra­niczne zakłady ubez­pie­czeń, a także ilo­czynu śred­niej rocz­nej war­to­ści akty­wów otwar­tych fun­du­szy eme­ry­tal­nych, zarzą­dza­nych przez powszechne towa­rzy­stwa eme­ry­talne. Dopóki ist­nieją przed­się­biorcy żyjący z eks­plo­ata­cji zwie­rząt, urząd RPZ mógłby być finan­so­wany z opłaty nało­żo­nej na nich, sta­nowiącej uła­mek ich rocz­nych obro­tów.

fuss_czy_zwierzęta_doczekają_grzywa.jpgA NA ZACHODZIE BEZ ZMIAN

Bez­po­śred­nich źró­deł inspi­ra­cji nale­ża­łoby się spo­dzie­wać po naszych zachod­nich sąsia­dach. Nie­stety, kom­plek­sowa struk­tura insty­tu­cjo­nalna, słu­żąca wyłącz­nie ochro­nie praw­nej zwie­rząt, sta­nowi w Euro­pie raczej wyją­tek niż regułę. Spe­cjalne komi­sje ist­nieją wpraw­dzie m.in. w Chor­wa­cji, Danii czy Holan­dii, jed­nakże mają one cha­rak­ter ciał kon­sul­ta­cyj­nych i nie biorą udziału w pro­ce­sie sto­so­wa­nia prawa. W wielu kra­jach ist­nieje dział admi­ni­stra­cji rzą­do­wej pod nazwą „ochrona zwie­rząt”, jed­nakże mini­strem wła­ści­wym odpo­wie­dzial­nym za tę kwe­stię jest zazwy­czaj (np. w Fin­lan­dii, Fran­cji i Niem­czech) mini­ster rol­nic­twa, dba­jący przede wszyst­kim o inte­res pro­du­cen­tów i kon­su­men­tów.

In­te­re­su­ją­cym przy­pad­kiem na tym tle jest Holan­dia, gdzie od 2011 roku funk­cjo­nuje spe­cjalna poli­cja do spraw ochrony zwie­rząt. Wpro­wa­dze­nie podob­nej służby postu­lo­wane jest też np. w Buł­ga­rii. Z punktu widze­nia sytu­acji, gdy służbą odpo­wie­dzialną za wykry­wa­nie przy­pad­ków krzyw­dze­nia zwie­rząt jest Inspek­cja Wete­ry­na­ryjna, wyod­ręb­nie­nie takiej for­ma­cji w Pol­sce byłoby dużym kro­kiem naprzód.

Je­dy­nym jak dotąd pań­stwem, które powo­łało rzecz­nika praw zwie­rząt z praw­dzi­wego zda­rze­nia, jest Austria. Naj­waż­niej­szą kom­pe­ten­cją tam­tej­szego zwie­rzęcego ombud­smana jest prawo skła­da­nia odwo­łań od decy­zji odpo­wied­nich orga­nów na grun­cie prze­pi­sów austriac­kiej ustawy o ochro­nie zwie­rząt (Bun­des­ge­setz über den Schutz der Tie­re­ – TSchG). Ponadto pełni on funk­cję dorad­czą przy mini­strze wła­ści­wym ds. ochrony zwie­rząt. Zapew­nia jed­no­lite sto­so­wa­nie prawa ochrony zwie­rząt i oce­nia jego wyko­ny­wa­nie, a gdy uzna to za konieczne – pro­po­nuje wpro­wa­dze­nie zmian legi­sla­cyj­nych. Z wykształ­ce­nia powi­nien być bio­lo­giem lub wete­ry­na­rzem.

TSchG usta­no­wiła rów­nież Komi­sję Och­rony Zwie­rząt (Tier­schutz­kom­mis­sio­n), w skład któ­rej wcho­dzą po jed­nym przed­sta­wi­cielu każ­dej z sił poli­tycz­nych zasia­da­ją­cych w Radzie Naro­do­wej (izbie niż­szej austriac­kiego par­la­mentu) oraz czworo eks­per­tów wyzna­czo­nych przez Fede­ral­nego Mini­stra Zdro­wia. Jej głów­nym zada­niem jest ocena obec­nego i opi­nio­wa­nie pla­no­wa­nego usta­wo­daw­stwa. Co dwa lata Komi­sja zdaje raport ze swo­jego dzia­ła­nia. Komi­sja ma rów­nież kom­pe­ten­cję do upo­waż­nie­nia kolej­nego ciała – Rady Och­rony Zwie­rząt, do któ­rej zadań należy przede wszyst­kim ocena roz­wią­zań praw­nych w Austrii z punktu widze­nia wie­dzy nauko­wej, zale­ceń na pozio­mie euro­pej­skim i roz­wią­zań mię­dzy­na­ro­do­wych. W jej skład wcho­dzą m.in. przed­sta­wi­ciele orga­ni­za­cji spo­łecz­nych.

Ca­ło­kształt ustroju austriac­kiej admi­ni­stra­cji powo­ła­nej do ochrony zwie­rząt jest nie­wąt­pli­wie godny podziwu. Mimo to wiele osób zasad­nie uzna, że kom­pe­ten­cje zwie­rzęcego ombud­smana mogłyby być szer­sze. Nic nie stoi na prze­szko­dzie, by po latach złej prasy, zwią­za­nej z warun­kami prze­trzy­my­wa­nia zwie­rząt gospo­dar­skich czy pobłaż­li­wo­ścią wobec spraw­ców okru­cień­stwa wobec zwie­rząt, to Pol­ska wyzna­czała trendy w tej dzie­dzi­nie.

PERSPEKTYWY

Obecny sys­tem insty­tu­cjo­nalny praw­nej ochrony zwie­rząt w Pol­sce jest nie­do­sko­nały i nawet jeżeli dziś zdaje się funk­cjo­no­wać, lawi­nowy wzrost spraw może spo­wo­do­wać prze­cią­że­nie zarówno odpo­wie­dzial­nych służb, jak i orga­ni­za­cji spo­łecz­nych. Bez rady­kal­nej reformy finan­so­wa­nia sto­wa­rzy­szeń i fun­da­cji regu­lar­nie anga­żu­ją­cych się w postę­po­wa­nia o prze­stęp­stwa oraz wykro­cze­nia prze­ciwko zwie­rzętom bądź powo­ła­nia spe­cjal­nej służby do ści­ga­nia tych czy­nów – na wzór Holan­dii, wkrótce może oka­zać się, że zabrak­nie rąk do pracy. A nie­do­sta­tek pomocy ze strony orga­ni­za­cji spo­łecz­nych może ozna­czać w przy­padku wielu spraw­ców bez­kar­ność.

Kiedy insty­tu­cję ombud­smana powo­ły­wano do życia, wycho­dzono z zało­że­nia, że w star­ciu z machiną pań­stwową oby­wa­tel potrze­buje wspar­cia organu nie­za­leż­nego i kry­tycz­nego wobec poczy­nań każ­dej z trzech władz. Stop­niowe wzbo­ga­ca­nie gale­rii rzecz­ników uza­sad­nione było słab­szą pozy­cją: dzieci wobec doro­słych, kon­su­men­tów wobec przed­się­bior­ców, pacjen­tów wobec służby zdro­wia. Ale to zwie­rzęta znaj­dują się wzglę­dem ludzi w poło­że­niu naj­gor­szym z moż­li­wych – pozba­wione podmio­to­wo­ści praw­nej i głosu, by wyeg­ze­kwo­wać cho­ciażby to mini­mum obo­wiąz­ków, jakie sami na sie­bie nało­ży­li­śmy.

Zwa­żyw­szy, że de iure­ zwie­rzęta żad­nych praw nie mają, a cały sys­tem ich ochrony to tylko zespół norm skie­ro­wa­nych do ludzi, nazwa – Rzecz­nik Praw Zwie­rząt – może wyda­wać się nie­zbyt tra­fioną. Lecz z dru­giej strony to wła­śnie ta nazwa może być zapo­wie­dzią zmiany w postrze­ga­niu zwie­rząt w naszym sys­te­mie praw­nym. Bo że „zwie­rzę nie jest rze­czą”, powin­ni­śmy uwa­żać dziś za coś oczy­wi­stego.musująca tabletka.png

 

kreska.jpg

ALEKSANDER BUCHOLSKI
Społecznik, weganin. Mimo wszelkich znaków na niebie i ziemi, naiwnie wierzy, że studiując prawo zmieni świat na lepsze.

WERONIKA (WERA) GRZYWA
Absolwentka Uniwersytetu Śląskiego (filia w Cieszynie), na kierunkach Edukacja Artystyczna i Grafika. Zajmuje się komiksem i ilustracją. Poza tym jest potrzepaną melancholiczką, starającą się nie zwariować!

Ta strona korzysta z plików cookie.