DO GÓRY

 

fuss__otwarte_klatki_mierczak_cover.jpg

NUMER 13 (4) SIERPIEŃ 2015 | "FOLWARK ZWIERZĘCY"

 

OTWARTE KLATKI

ALICJA CZERWIŃSKAJUDYTA MIERCZAK
kreska.jpg

Jaki jest sym­bol, który w obec­nych cza­sach najbar­dziej koja­rzy się ze zwie­rzętami? Klatka. Nie­malże wszyst­kie zwie­rzęta, które możemy sobie wyobra­zić, łączy jeden fakt – klatka. Wiel­ko­to­wa­rowe fermy prze­mysłowe trzy­mają kury, krowy, świ­nie, gęsi i inne zwie­rzęta „hodow­lane” w zamknię­tych sys­temach, które jeśli nie są meta­lo­wymi prę­tami, są po pro­stu małymi bok­sami, unie­moż­li­wia­ją­cymi zwie­rzęciu swo­bodne poru­sza­nie. Ferm futrzar­skich jest w Pol­sce ponad 800 – w każ­dej z nich znaj­dziemy ten sam sys­tem hodowli zwie­rząt: klat­kowy. Norki ame­ry­kań­skie, lisy sre­brzy­ste czy rude, jenoty, kró­liki – wszyst­kie one zamknięte są w dru­cia­nych pomiesz­cze­niach, w któ­rych żadna z ich natu­ral­nych potrzeb gatun­ko­wych nie może być speł­niona.

fuss__otwarte_klatki_mierczak4.jpgTo smutne, że taki los spo­tyka zwie­rzęta dzi­kie, które nie są udo­mo­wione i w natu­rze zaj­mują bar­dzo duże tereny: lis do 140 muraw Sta­dionu Naro­do­wego w War­sza­wie, norka ok. 800 hek­ta­rów, czyli powierzch­nię 200 Ryn­ków Głów­nych w Kra­ko­wie (dane według strony cena­fu­tra.info). W jaki spo­sób mają więc reali­zo­wać swoje pod­sta­wowe potrzeby? To samo doty­czy zwie­rząt egzo­tycz­nych. Więk­szość z nich spę­dza całe swoje życie na małym wybiegu ogrodu zoo­lo­gicz­nego lub jesz­cze mniej­szym tere­nie cyr­ko­wym. Zwie­rzętom zabiera się wol­ność, ska­zu­jąc na dużo krót­sze życie.

Bar­dzo czę­sto nie widzimy zwie­rząt labo­ra­to­ryj­nych, gdyż są one rów­nie dobrze ukryte przed naszym wzro­kiem jak fermy prze­mysłowe. Nawet lepiej. Zwie­rzęta hodo­wane dla eks­pe­ry­men­tów: psy, koty, małpy, gry­zo­nie, kró­liki, a nawet świ­nie, spę­dzają całe swoje życie w klat­kach. Nie mają moż­li­wo­ści ujrze­nia świa­tła dzien­nego, wycią­gnię­cia się na tra­wie, przej­ścia na spa­cer czy zro­bie­nia jakiej­kol­wiek innej, wła­ści­wej dla danego gatunku rze­czy. Od początku do końca znają klatki hodow­lane lub ste­rylne pomiesz­cze­nia labo­ra­to­ryjne.

Wresz­cie zwie­rzęta domowe, które pozor­nie znaj­dują się w o wiele bar­dziej uprzy­wi­le­jo­wa­nej sytu­acji niż wszyst­kie inne grupy zwie­rząt. Część z nich pocho­dzi z hodowli lub pseu­do­ho­dowli, część jeździ po wysta­wach, zamy­kana na kilka godzin w klat­kach i uczona róż­nych nie­po­trzeb­nych im do życia sztu­czek. Te nie­ra­sowe są roz­mna­żane przez nie­świa­do­mych opie­ku­nów i czę­sto tra­fiają na ulicę lub do schro­ni­ska – czyli znów do klatki, gdzie cze­kają z utę­sk­nie­niem na swo­jego czło­wieka. Czło­wieka, od któ­rego zostały uza­leż­nione i na któ­rego łaskę czy nie­ła­skę są zdane. Warto też pamię­tać o całej gamie małych zwie­rza­ków, myszach, szczu­rach, myszo­skocz­kach, szyn­szy­lach, pta­kach „ozdob­nych” i cho­mi­kach, roz­mna­ża­nych i sprze­da­wa­nych w... skle­pach zoo­lo­gicz­nych. Są zamknięte w klat­kach, z któ­rych tra­fiają do innych kla­tek.

Wycho­dzi na to, że jedyną grupą zwie­rząt omi­ja­jącą ludz­kie klatki jest dzika „zwie­rzyna”, na którą poluje się dla sportu. Bo prze­cież nie z koniecz­no­ści prze­trwa­nia.

Skąd w nas taka potrzeba wyko­rzy­sty­wa­nia zwie­rząt i mani­pu­lo­wa­nia ich potrze­bami, dosto­so­wy­wa­nia ich do stan­dar­dów, według któ­rych nikt nie chciałby żyć? Czy w obec­nych cza­sach potrzebne jest opie­ra­nie swo­jego spo­sobu odży­wia­nia, ubie­ra­nia się czy zaba­wia­nia na krzyw­dzie zwie­rząt?


fuss__otwarte_klatki_mierczak.jpg

W sumie jedyną rze­czą, którą każdy z nas może zro­bić, to po pro­stu otwo­rzyć oczy, otwo­rzyć swoją klatkę w gło­wie. Od dziecka kul­tura i spo­łe­czeń­stwo uczyły nas, że nasz styl życia opiera się na zamy­ka­niu zwie­rząt w klat­kach i czer­pa­niu z tego korzy­ści. Nasza pol­ska dieta oparta jest na pro­duk­tach odzwie­rzęcych, dobro­wol­nie apli­ku­jemy sobie prze­biał­ko­wane i prze­two­rzone jedze­nie. Czy nie byłoby nam tro­chę lżej (dosłow­nie i w prze­no­śni), gdy­by­śmy zakwe­stio­no­wali swój spo­sób odży­wia­nia pod kątem tak naszego zdro­wia, jak i zwie­rząt?

W samej Pol­sce zabija się rocz­nie bli­sko miliard krów, świń i kur. Samych kur­cza­ków, broj­le­rów – jak podają dane GUS – 900 milio­nów, pod­czas gdy popu­la­cja naszego kraju wynosi 38 milio­nów! Do tego docho­dzi 11 milio­nów świń, około 6 milio­nów krów mlecz­nych i byków mię­snych oraz 43 miliony kur nio­sek. Tak, prze­mysł jaj­czar­ski jest oczy­wi­ście zwią­zany ze śmier­cią zwie­rzęcia, ponie­waż stada są wymie­niane mniej wię­cej co 2 lata – gdy kury są już do cna wyeks­plo­ato­wane. To naprawdę ogromne liczby. Myślimy: „zwie­rzęta są po to, by je zabi­jać i jeść”. Jed­nak się­ga­jąc po tanie pro­dukty odzwie­rzęce w hiper­mar­ke­tach, codzien­nie przy­czy­niamy się do zabi­ja­nia przy­naj­mniej kil­ku­set zwie­rząt, które trzy­mane były w klat­kach, bok­sach czy na wybie­gach zbyt małych, by móc nazwać to natu­ral­nym życiem, bez reali­za­cji potrzeb stad­nych czy mat­czy­nych.

Chów prze­mysłowy jest dla wszyst­kich bez­li­to­sny – to ogromna fabryka, która w miej­sce mar­twej mate­rii wsta­wiła żywe stwo­rze­nia. Oczy­wi­ście możemy dalej tkwić w ilu­zji, że łaciata krowa rekla­mowa cho­dzi po łące i jest dojona ręcz­nie przez star­szą panią lub pana; że kury zno­szące hiper­mar­ke­towe jajka biorą kąpiele w pia­sku i wygrze­wają się na słońcu; że świ­nie z chle­wika wybie­gają pro­sto na błot­ni­ste podwórko i swo­bodne ryją w ziemi. Ale to się po pro­stu nie dzieje. Warto choć na chwilę wydo­stać się z klatki naszego myśle­nia i popa­trzeć z innej per­spek­tywy na tak banalną dla nas rzecz, jak jedze­nie na tale­rzu. Nawet jeśli nie podej­miemy bar­dzo rady­kal­nych kro­ków, to zawsze robimy je w dobrą stronę.

fuss__otwarte_klatki_mierczak3.jpgTo samo doty­czy naszego ubioru. Wyrzu­ce­nie futra z szafy to naj­ła­twiej­szy krok, który możesz zro­bić dla zwie­rząt. Zachę­ce­nie zna­jo­mych do zro­bie­nia tej samej rze­czy jest już kolej­nym. Prze­mysł futrzar­ski w Pol­sce pręż­nie się roz­wija, więc konieczne jest pro­mo­wa­nie mody, w któ­rej nie ma miej­sca na okru­cień­stwo. Przy­kła­dowo zawsze można wybrać syn­te­tyczne imi­ta­cje. Naprawdę w XXI wieku mało kto nie ma moż­li­wo­ści wyboru, w szcze­gól­no­ści my, Euro­pej­czycy. Możemy też prze­ciw­dzia­łać roz­wo­jowi kolej­nych inwe­sty­cji. Dużo miej­sco­wo­ści pro­te­stuje prze­ciwko fer­mom futrzar­skim – nie tyle ze względu na zwie­rzęta, lecz na zatru­wa­nie śro­do­wi­ska natu­ral­nego i obni­że­nie atrak­cyj­no­ści tury­stycz­nej miej­sca. Mimo to przy każ­dej zablo­ko­wa­nej budo­wie rato­wa­nych jest tysiące zwie­rząt.

Nasza kolejna klatka to myśle­nie, że możemy dzieci nauczyć sza­cunku do zwie­rząt i poka­zać im praw­dziwe zwie­rzęta w miej­scach, gdzie trak­to­wane są bez sza­cunku i nie mogą roz­wi­jać swo­jej praw­dzi­wej natury. Ogrody zoo­lo­giczne i cyrki – w porów­na­niu cho­ciażby do fil­mów przy­rod­ni­czych – nie mają war­to­ści edu­ka­cyj­nej, wręcz prze­ciw­nie: uczą nas, że możemy wycią­gnąć dzi­kie zwie­rzę z jego śro­do­wi­ska, wsa­dzić je do małego boksu czy klatki i trzy­mać tam, cza­sem zmu­sza­jąc rów­nież do nie­na­tu­ral­nych dla sie­bie zacho­wań, odłą­cza­jąc od stada i powo­du­jąc nawet cho­roby psy­chiczne. To nie jest huma­ni­tarna roz­rywka, z któ­rej nauczymy się, jakie jest zwie­rzę. Raczej uczymy się tego, co my możemy ze zwie­rzęciem zro­bić, jak je uprzed­mio­to­wić; a potem ocze­ku­jemy od dzieci, że będą sza­no­wały zwie­rzęta domowe. Czy nie lepiej byłoby zabrać dziecko do jed­nego z licz­nych schro­nisk dla bez­dom­nych zwie­rząt? Albo do azylu dla zwie­rząt hodow­la­nych, np. do Przy­stani Oca­le­nie, która od czasu do czasu orga­ni­zuje dni otwarte? Przy­wie­zie­cie mar­chewkę, nakar­mi­cie zwie­rzę, pogła­ska­cie, zoba­czy­cie, jak biega po łące. To dzie­cin­nie pro­ste.

fuss__otwarte_klatki_mierczak5.jpgKlatki zwie­rząt labo­ra­to­ryj­nych są zro­bione z naj­moc­niej­szej stali: dopóki w śro­do­wi­sku nauko­wym poku­tuje prze­ko­na­nie, że prze­pro­wa­dza­nie doświad­czeń na zwie­rzętach jest jedyną metodą do zro­bie­nia kariery, dopóty dzia­ła­nia indy­wi­du­al­nych kon­su­men­tów nie będą wysoce sku­teczne. W Unii Euro­pej­skiej od marca 2013 roku obo­wią­zuje zakaz testo­wa­nia kosme­ty­ków i ich skład­ni­ków na zwie­rzętach, co znacz­nie uła­twia zakup bar­dziej etycz­nych pro­duk­tów. Niem­niej jed­nak w sfe­rze medycz­nej i far­ma­ceu­tycz­nej bar­dzo ciężko nam będzie otwo­rzyć klatki, pomimo two­rze­nia alter­na­tyw­nych spo­so­bów testo­wa­nia sub­stan­cji. Wciąż używa się postu­latu: robimy to dla dobra ludz­ko­ści.

Podob­nie trwałe są klatki doty­czące zwie­rząt domo­wych, które są jedy­nie naszą zachcianką. Rezy­gna­cja z chęci ich posia­da­nia, a zatem i zamy­ka­nia, wydaje się naj­prost­szym wybo­rem. Nie musisz iść do sklepu zoo­lo­gicz­nego, by gene­ro­wać mu zyski i powo­do­wać, że kolejne zwie­rzęta znajdą się tam w klat­kach. Tak samo jak nie musisz mieć raso­wego psa, kota czy świnki mor­skiej, gdyż taki popyt two­rzy podaż, a w rezul­ta­cie przy­czy­nia się do więk­szej bez­dom­no­ści zwie­rząt: ludzie kupu­jący zwie­rzęta rasowe nie przy­garną zwie­rzaka ze schro­ni­ska czy domo­wych orga­ni­za­cji, a „odpady pro­duk­cyjne”, czyli psy z wadami, nie­speł­nia­jące kry­te­riów rasy, spo­tyka smutny los. Z kolei adop­tu­jąc psa czy kota otwie­rasz mu klatkę i dajesz dużo więk­szą prze­strzeń życiową.

To, czy one są w swo­ich klat­kach, a my w naszych, zależy tak naprawdę tylko od nas.musująca tabletka.png

 

kreska.jpg

ALICJA CZERWIŃSKA
weganka działająca w stowarzyszeniach Otwarte Klatki i Vege Inicjatywa, na co dzień zajmująca się różnymi aspektami edukacji empatycznej.

JUDYTA MIERCZAK | JUDYTA BLACK LINE
Ab­sol­went­ka Uni­wer­sy­te­tu Śląskie­go, miesz­ka w Biel­sku Bia­łej. Ko­mik­su­je, ry­su­je, ma­lu­je, po­szu­ku­je.

Ta strona korzysta z plików cookie.