DO GÓRY

 

kiedysbylolepiej2_COVER.png

 

KIEDYŚ BYŁO LEPIEJ
O dziwnych wyprawach mentalnych w czasie słów kilka

Z BOŻEJ ŁASKI TOMASZJOANNA MARCJANNA
kreska.jpg


Pow­ro­ty do prze­szło­ści ma­ją nie­raz za­ska­ku­ją­cy wy­miar. Nie po­le­ga­ją tyl­ko na od­ci­na­niu ku­po­nów z cza­sów mi­nio­nych – kie­dy z roz­rzew­nie­niem wra­ca­my do mo­men­tów, któ­re z obec­nej per­spek­ty­wy wy­da­ją nam się zwy­czaj­nie lep­sze, bar­dziej bez­tro­skie. Nie­za­leż­nie od obec­ne­go eta­pu w ży­ciu, ten po­przed­ni ja­wi się w znacz­nie cie­plej­szych bar­wach.

Po spa­lo­nych dwóch el-emach pod ko­lo­ro­wym kor­po za­szy­wam się w ką­ci­ku kre­atyw­nym, gdzie znów mo­gę, ce­lem od­świe­że­nia umy­słu, prze­lać swę­dzą­ce fru­stra­cje, ko­rzy­sta­jąc je­dy­nie z dwóch pro­cent funk­cji Łor­da. I to wszyst­ko wśród czem­pio­nów i zwy­cięz­ców, le­piej ubra­nych i za­pro­gra­mo­wa­nych, jak­by ge­ne­tycz­nie pre­de­sty­no­wa­nych do suk­ce­su.

Ele­ment kor­po jest ko­ścią nie­zgo­dy. Z jed­nej stro­ny otrzy­mu­ję py­ta­nia od za­tro­ska­nych czy­tel­ni­ków w licz­bie sztuk ze­ro, czy mam pra­ny mózg oraz czy je­stem bra­ny w nie­wo­lę, przy­ku­wa­ny do grzej­ni­ka aż do fa­zy koń­co­wej pro­jek­tu (pro­jek­tu obo­wiąz­ko­wo, mło­dzi wy­kształ­ce­ni z wiel­kich miast). Z dru­giej ka­te­go­rycz­nie po­zba­wia się mnie moż­li­wo­ści stwier­dza­nia, że ży­cie jed­nak nie jest tak ko­lo­ro­we, nie­za­leż­nie od obec­ne­go sta­nu ma­te­rial­no-spo­łecz­ne­go, BO PRZECIEŻ GDZIEŚ W AFRYCE KTOŚ MA PASOŻYTY W STOPIE I JE SIANO, A JA SIEDZĘ WYGODNIE DUPĄ W KLIMATYZOWANYM BUDYNKU Z EKSPRESEM CIŚNIENIOWYM NA KAŻDYM KROKU.

detal1.png

W mię­dzy­cza­sie gu­glu­ję po­ten­cjal­ne roz­wią­za­nia sko­lio­zy umy­sło­wej.

Zaw­sze wte­dy za­sta­na­wiam się, czy sze­ro­ko za­kro­jo­ne po­rów­na­nia są w ja­kim­kol­wiek stop­niu za­sad­ne w na­szym ży­ciu. Od za­ra­nia dzie­jów po­wta­rza­no mi, że mam rów­nać do naj­lep­szych. W li­cze­niu, bie­ga­niu, błysz­cze­niu ry­jem, w sra­niu, in­nych ak­tyw­no­ściach, za któ­re do­sta­je się ko­ty­lio­ny na ba­lach z Ma­ca­re­ną. Oczy­wi­ście nie zwa­ża­jąc na to, czy mo­je pre­dys­po­zy­cje oraz za­an­ga­żo­wa­nie w dzie­dzi­nę na ta­kie efek­ty po­zwa­la­ją z nor­mal­nym na­kła­dem pra­cy, nie mó­wiąc już o tym, czy jest ja­ki­kol­wiek sens by­cia pio­nie­rem w da­nej sfe­rze. Par­cie na suk­ces i od­po­wied­nie za­ple­cze eko­no­micz­ne to ce­cha za­chod­nich spo­łe­czeństw, gdzie na­tu­ral­ną kon­ku­ren­cję za­stą­pi­li­śmy rów­nie na­tu­ral­nym sys­te­mem cza­ro­wa­nia iPho­nem oraz po­zo­wa­niem na ścian­ce z pa­nią ubi­ja­ją­cą ma­sło z pew­ne­go ru­sty­kal­ne­go te­le­dy­sku.

Wraz z nad­bu­do­wy­wa­niem cyfr w ru­bry­ce wiek od­kry­łem in­ne me­to­dy kom­pa­ry­stycz­no-po­rów­naw­cze: wra­ca­nie do prze­szło­ści. Gdzie by­łem kie­dyś, gdzie je­stem te­raz. Kim by­łem kie­dyś, kim je­stem te­raz. I co my­śla­łem kie­dyś, a co my­ślę te­raz. Bo lu­dzie się zmie­nia­ją. Mo­gą co praw­da da­lej pie­lę­gno­wać te­atral­ną aro­gan­cję w try­bie -hasz­tag-chuj-zła­ma­ny-, jed­nak men­tal­nie mo­gą być zu­peł­nie in­ny­mi ludź­mi. Pro­ste jak Vi­fon Kur­czak Ła­god­ny w po­rach wy­raź­nie póź­nych.

kreska.jpg

cytat.jpg

Lu­dzie się zmie­nia­ją. Pro­ste jak Vi­fon Kur­czak Ła­god­ny w po­rach wy­raź­nie póź­nych.


Kie­dyś by­łem prze­ko­na­ny, że słab­szym na­le­ży po­ma­gać. Do­pó­ki nie prze­ko­na­łem się, że nie wszy­scy słab­si są słab­si w od­po­wied­nim ro­zu­mie­niu te­go sło­wa. Są tyl­ko tro­chę bar­dziej umie­jęt­ni w obra­ca­niu swo­ich mi­kro­tra­ge­dii w tsu­na­mi splo­tów nie­szczę­śli­wych. Kie­dyś by­łem też zda­nia, że ży­cie jest nie­de­fi­nio­wal­ne, że nie ma­my pra­wa usta­lać gra­ni­cy, gdzie za­czy­na się ży­cie praw­dzi­we, a gdzie ka­le­kie, nie­do­sko­na­łe, ogra­ni­czo­ne, brzyd­kie. Że zysk ni­gdy nie mo­że stać przed czło­wie­czeń­stwem. Że jest du­że przy­zwo­le­nie na nie­do­sko­na­łość, a ra­czej by­le­ja­kość, rzu­co­ną do stóp w ce­lach za­pew­nie­nia de­mo­kra­tycz­ne­go kom­for­tu umę­czo­nym twa­rzom.

I wte­dy wró­ci­łem z prze­szło­ści.

No­we cza­sy to spo­re wy­zwa­nie dla sys­te­mu war­to­ści. W du­pie ma­my ro­dzi­nę, ma­ło uwa­gi przy­kła­da­my do pie­lę­gna­cji dłu­go­trwa­łych re­la­cji (a skry­cie o nich ma­rzy­my), sztucz­nie ogra­ni­cza­my po­le wi­docz­no­ści rze­czy nie­przy­jem­nych, mak­sy­ma­li­zu­je­my prze­ży­cia wła­sne, szcze­gól­nie te wznio­słe. I wte­dy zno­wu sły­szę, że mam być lo­so­wi wdzięcz­ny, bo mam nóż­ki i rącz­ki, a nie­któ­rzy nie. To po­zwa­la na cza­so­we za­spo­ko­je­nie sza­le­ją­ce­go ego w per­spek­ty­wie po­rów­naw­czej: „o jak do­brze, nie je­stem tą oso­bą”. Nie mam trój­ki dzie­ci w wie­ku szes­na­stu lat, a nie stać mnie na wó­zek, któ­ry moż­na jed­nym ru­chem za­mie­nić na no­si­deł­ko i sta­tek po­wietrz­ny. Je­stem zdro­wy, nie ma woj­ny, mam Ne­ostra­dę sie­dem­na­ście-i-pół me­ga, więc mam le­piej niż Chiń­czyk szy­ją­cy no­wy mo­del ali­ga­to­ro­wej to­reb­ki Ver­sa­ce za 3 do­la­ry. Na mie­siąc.


kiedysbylolepiej.png

Czy być za­mie­ni­łem na mieć?

Pow­rót z prze­szło­ści, a ra­czej „z­dra­da” wła­snej prze­szło­ści i przy­zna­nie się przed sa­mym so­bą do fak­tu, że kie­dyś na­sze my­śle­nie by­ło nie do koń­ca po­praw­ne (a mo­że bar­dziej do­sto­so­wa­ne do cza­sów), roz­po­czy­na ca­łą re­ak­cję łań­cu­cho­wą. Punk­tem fi­nal­nym jest wnio­sek, że my­śle­nie po­rów­naw­cze ha­mu­je roz­wój, ogra­ni­cza my­śle­nie ży­cze­nio­wo-ma­rze­nio­we, a co naj­gor­sze – i mo­że wy­da­wać się kon­tro­wer­syj­ne w spo­łe­czeń­stwach z sze­ro­kim pa­ra­so­lem ochron­nym – spra­wia, że rów­na­my do gor­szych. Bo dla­cze­go, ja­kim pra­wem mam my­śleć o bo­ga­ce­niu się, zdo­by­wa­niu po­zy­cji, sta­wia­niu na wła­sne szczę­ście, sko­ro ktoś trzy ty­sią­ce ki­lo­me­trów stąd miesz­ka w le­pian­ce z gów­na? Gdzie jest mo­ja skrom­ność, mo­ja wdzięcz­ność lo­so­wi, że to wła­śnie ja nie mu­szę być sy­nem po­ła­wia­cza je­żow­ców na wy­spie nie­mal­że bez­lud­nej?

Po­noć nie ma przy­szło­ści bez prze­szło­ści, ale od­cię­cie sta­rych, prze­gni­łych i wy­tar­tych od­ci­sków my­ślo­wych jest zdro­we. Otwie­ra ho­ry­zont. Mój ho­ry­zont sku­pia się te­raz na roz­wo­ju spo­łe­czeństw. Na bar­dzo nie­bez­piecz­nym my­śle­niu, że wie­le rze­czy trze­ba bę­dzie po­świę­cić.

Dzi­wi mnie fakt, że abor­cja nie­peł­no­spraw­nych pło­dów jest za­ka­za­na. Ja nie chciał­bym uro­dzić się nie­peł­no­spraw­ny, pew­nie nikt nie chciał­by się uro­dzić nie­peł­no­spraw­ny. Więk­szość aspi­ru­ją­cych do świę­to­ści obroń­ców ży­cia jest peł­no­spraw­na, więc ich ar­gu­men­ty są nie­au­ten­tycz­ne. To nie oni mu­szą prze­ży­wać co­dzien­ny żal do lo­su, że nie mo­gą zro­bić tak wie­lu rze­czy, że wy­ko­rzy­sta­nie cia­ła­/u­my­słu w peł­nym za­kre­sie po­zwa­la w isto­cie na tak nie­wie­le. To nie­bez­piecz­ny ob­szar, a każ­da oso­ba wy­cho­dzą­ca z ta­kim wnio­skiem jest au­to­ma­tycz­nie po­tę­pia­na ja­ko nie­czu­ły spo­łecz­nie psy­cho­pa­ta pro­mu­ją­cy eu­ge­nicz­ne war­to­ści. Bo w koń­cu mo­gli­śmy abor­to­wać Cho­pi­na, ile ge­niu­szy by­śmy stra­ci­li przy ta­kich prak­ty­kach? A czy nie jest tak, że spo­łe­czeń­stwo my­śli o po­żyt­ku i ko­rzy­ściach z da­nej oso­by dla sie­bie, a nie o szczę­ściu sa­mej oso­by?

Eta­to­wi obroń­cy czę­sto za­po­mi­na­ją, że obec­ny roz­wój na­uki i tech­no­lo­gii po­zwa­la nam na prze­kro­cze­nie gra­ni­cy, któ­rą ogra­ni­cza­ją po­wro­ty do prze­szło­ści. Wy­ko­rzy­sty­wa­nie nie­ade­kwat­nych teo­rii i po­glą­dów do blo­ko­wa­nia te­go roz­wo­ju jest tyl­ko okre­sem przej­ścio­wym. Wy­ni­ka ze stra­chu i bra­ku zro­zu­mie­nia fak­tu, że pa­ra­dyg­mat dar­wi­now­ski ozna­cza dą­że­nie do per­fek­cji i prze­trwa­nia al­bo śmierć. Nie na po­zio­mie sor­to­wa­nia i mor­do­wa­nia gor­szych w obo­zach, tyl­ko „ro­bie­nia wszyst­kie­go, by wszy­scy by­li lep­si”. W pro­stych sło­wach.


kiedysbylolepiej2.png

Dzi­wi mnie rów­nież to, że roz­wój ro­bo­ty­ki, in­ży­nie­rii ge­ne­tycz­nej i sztucz­nej in­te­li­gen­cji po­strze­ga­ny jest ja­ko za­mach na wy­jąt­ko­wość czło­wie­ka, ja­ko pró­ba po­zba­wie­nia god­no­ści oraz cał­ko­wi­te uprzed­mio­to­wie­nie. Jest to po­gląd tak skraj­nie nie­re­al­no-tra­dy­cjo­na­li­stycz­ny, że spra­wia wra­że­nie dzia­łal­no­ści po­słan­ki Paw­ło­wicz pod pseu­do­ni­mem.

Naj­bar­dziej za­szłym uwie­ra­ją­cym ele­men­tem jest be­ton re­li­gij­ny. Nie tyl­ko ka­to­lic­ki, ale każ­dy. Na­da­je on bo­skie przy­mio­ty zja­wi­skom i sfe­rom, któ­re świę­te wca­le nie są. Ich nie­do­ty­kal­ność wła­śnie za wzglę­du na po­kręt­ną mo­ral­ność „pa­ste­rzy” i ich zwo­len­ni­ków nie po­zwa­la nam na oce­nę ja­ko­ścio­wą ży­cia. Do te­go miks Je­zu­sów po­ja­wia­ją­cych się na mu­rach, to­stach, klom­bach i sta­rych ukła­dach sca­lo­nych Ata­ri.

I nie cho­dzi tu­taj o za­ko­twi­czo­ną już w świa­do­mo­ści Po­la­ków „ja­ło­wo­ść”, czy­li oce­nę, czy czy­jeś ży­cie jest wła­ści­we i przy­dat­ne. Ostat­nie przy­kła­dy z ro­dzi­me­go po­dwór­ka wy­raź­nie po­ka­zu­ją, że sza­leń­cza wal­ka o jed­nost­ki, któ­re nie po­tra­fi­ły­by za­wal­czyć o sie­bie, jest z gó­ry ska­za­na na nie­po­wo­dze­nie. Kto z nas chciał­by zna­leźć się w klat­ce, uza­leż­nio­ny od in­nych, ska­za­ny na ła­skę? Pew­nie nikt. Kto z nas wal­czy o utrzy­ma­nie te­go sta­tu­su? W gło­wach pew­nie więk­szość.

Na­zy­wam się To­masz, przy­by­wam z przy­szło­ści.musująca tabletka.png

 

kreska.jpg

Z BOŻEJ ŁASKI TOMASZ
Wielbiciel języka i komunikacji, szczęściem pederasta. Stara­ się spoglądać na życie pod różnymi kątami, lubi labirynty i gładki plastik. Myśli obrazami, najwięcej komunikuje podprogowo.

JOANNA MARCJANNA
Ko­la­żyst­ka, ry­sow­nicz­ka, ro­we­rzyst­ka. Ma li­cen­cjat z ko­mu­ni­ka­cji wi­zu­al­nej. Ro­bi ko­la­że, bo to ta­kie ła­twe. Lu­bi pa­trzeć na rze­czy i ro­bić zdję­cia.

Komentarze






Captcha Code

Click the image to see another captcha.

Ta strona korzysta z plików cookie.