DO GÓRY

 

las_cover.png

 

CHODŹMY DO JAPOŃSKIEGO LASU

MAŁGORZATA DUDEK DŻINA JELIZAROWA
kreska.jpg

Spot­ka­nie z ja­poń­ską ki­ne­ma­to­gra­fią czę­sto przy­po­mi­na te­le­por­ta­cję na ob­cą pla­ne­tę. Wi­dzi­my po­ten­cjal­nie zna­jo­me for­my, kształ­ty i bar­wy. Pa­trzy­my, a jed­nak nie mo­żemy prze­wi­dzieć, ja­kie bę­dą ich dal­sze kon­fi­gu­ra­cje. Ko­ni­ko­wi mor­skie­mu mo­że wyjść z brzu­cha na­ga gej­sza, a łza­wa opo­wieść o re­la­cjach oj­ca i sy­na – prze­ro­dzić się w ani­mo­wa­ną jat­kę pomię­dzy ro­bo­ta­mi-ty­ta­na­mi. Za­chod­nia ra­cjo­nal­ność i lo­gi­ka w tym świe­cie nie ma­ją za­sto­so­wa­nia. Zmia­ny w prze­bie­gu ak­cji wy­stę­pu­ją szyb­ko i na­gle – cał­kiem jak trzę­sie­nie zie­mi w gwar­nym cen­trum To­kio lub wy­buch wul­ka­nu wśród pól ry­żo­wych. Oglą­da­my. Mi­ga, jest ko­lo­ro­wo, zmy­sły wa­riu­ją, a mózg eks­plo­du­je. Cza­sem szok jest tak wiel­ki, że za­le­wa nas jak fa­la tsu­na­mi. Co praw­da, po chwi­li wy­pły­wa­my na po­wierzch­nię świa­do­mo­ści, ale po­zo­sta­je­my z wiel­kim „WTF?!”, czu­jąc się, jak­by­śmy przed se­kun­dą dry­fo­wa­li w prze­strze­ni ko­smicz­nej, a nie oglą­da­li film. Nie wie­my, ja­kim eks­pe­ry­men­tom nas pod­da­wa­no w trak­cie pro­jek­cji, ale wie­my, że by­ło eks­tre­mal­nie, a ope­ra­cja się uda­ła. Prze­czu­wa­my, że gdzieś w mó­zgu za­in­sta­lo­wa­no nam j-chip, po­nie­waż po fil­mie rze­czy­wi­stość wy­glą­da bla­do, nud­na­wo, ja­koś tak nie­po­ko­ją­co zro­zu­mia­le. Zie­wa­jąc, chce­my no­wej eks­tre­my z Azji ro­dem. Ma­ło nas obcho­dzi, czy oka­że się ma­rze­niem sen­nym, czy kosz­ma­rem.

Fun­ky For­rest. The First Con­tact (2005, Kat­su­hi­to Ishii, Ha­ji­me Ishi­mi­ne, Shu­ni­chi­ro Mi­ki) to je­den z najbar­dziej od­je­cha­nych fil­mów, ja­kie kie­dy­kol­wiek po­wsta­ły. Oglą­da­jąc go, moż­na się za­sta­na­wiać, czy Ja­poń­czy­cy po­sia­da­ją cał­kiem in­ną struk­tu­rę DNA niż miesz­kań­cy pozo­stałej czę­ści ku­li ziem­skiej. Być mo­że ten niema­jący po­łą­cze­nia ze sta­łym lą­dem kraj zo­stał za­sie­dlo­ny przez przy­by­szy z ob­cej pla­ne­ty, a kul­tu­ra ja­poń­ska to zdzi­cza­ła ro­ślina, któ­ra wy­ro­sła z sa­dzon­ki po­sia­nej przez bar­dziej za­awan­so­wa­ną od na­szej cy­wi­li­za­cję.

Licz­ne po­szla­ki zresz­tą wska­zu­ją na jej ro­ślin­ną ge­ne­zę. Po pierw­sze – przy­wią­za­nie lud­no­ści do zie­mi oraz nie­chęć do emi­gra­cji. Po dru­gie – na­zwi­ska. Czę­sto po­wią­za­ne są ze zja­wi­ska­mi przy­rod­ni­czy­mi, z tym, co przy­na­leż­ne do po­rząd­ku na­tu­ry. Na przy­kład: Mo­ri (森) jest za­pi­sy­wa­ne przy uży­ciu zna­ku kan­ji ozna­cza­ją­ce­go bór, du­ży las, Hay­ashi­ba­ra (林原) – mniej­szy las i łą­kę, a Ike­da (池田) – je­zio­ro i po­le ry­żo­we. Po­za tym dłu­gie doj­rze­wa­nie tej kul­tu­ry, roz­kwit w epo­ce Me­iji i owo­co­wa­nie w la­tach po­wo­jen­ny­ch­ osta­tecz­nie­ upo­dab­nia ją do roz­wo­ju ro­ślin. Moż­na po­ku­sić się o te­zę, że obec­nie Ja­po­nia jest w fa­zie roz­sie­wa­nia za­rod­ni­ków po ca­łej pla­ne­cie w po­sta­ci man­gi i ani­me. Po­dej­rze­nia prze­ra­dza­ją się za­tem w pew­ność.

kreska.jpg

cytat.jpg

Ziewając, chcemy nowej ekstremy z Azji rodem. Mało nas obchodzi, czy okaże się marzeniem sennym, czy koszmarem.

Fun­ky Fo­rest zbu­do­wa­ny jest z wie­lu etiud fil­mo­wych, luź­no po­wią­za­nych przez wy­stę­pu­ją­ce w nich po­sta­ci. Już w pierw­szych mi­nu­tach fil­mu po­ja­wia się pa­ra bła­znów, uwa­ża­ją­cych się za kwin­te­sen­cję ja­poń­sko­ści. Pa­trząc na nich, moż­na wy­wnio­sko­wać, że za­wie­ra się ona mię­dzy śmier­tel­ną po­wa­gą a to­tal­nym wy­głu­pem, mię­dzy mi­ło­ścią do tra­dy­cyj­nej sztu­ki i har­mo­nii a po­cią­giem do wy­bu­chów i eks­ce­sów, mię­dzy ży­ciem w ko­lek­tyw­nym spo­łe­czeń­stwie a na­gły­mi ata­ka­mi in­dy­wi­du­al­nej psy­cho­zy. Je­śli zaś cho­dzi o sztu­kę, to w Ja­po­nii, kra­ju nie­ustan­nie za­gro­żo­nym ka­ta­kli­zma­mi (czy to wy­bu­chem elek­trow­ni ato­mo­wej, czy to nie­pod­le­ga­ją­cy­mi ludz­kiej kon­tro­li zja­wi­ska­mi geo­lo­gicz­ny­mi), wy­ro­sła es­te­ty­ka peł­na kon­tra­stów, owo­cu­ją­ca dzie­ła­mi frag­men­ta­rycz­ny­mi, peł­ny­mi nie­do­po­wie­dzeń, opar­ty­mi na za­bu­rze­niu oraz prze­świad­cze­niu o nie­trwa­ło­ści rze­czy i sy­mul­ta­nicz­no­ści wy­da­rzeń.

Nie od­bie­ra­jąc czy­tel­ni­kom przy­jem­no­ści zbie­ra­nia szczę­ki z podło­gi co 5 mi­nut, na­pi­szę w te­le­gra­ficz­nym skró­cie:­ UFO z kra­iny Pi­ku-Ri­ku wkra­da się w ludz­kie sny, ka­żąc ofia­rom tań­czyć; dziw­na ko­smicz­na ma­szy­na wni­ka w brzuch li­ce­alist­ki i pro­du­ku­je mi­nia­tu­ro­we­go męż­czy­znę; szkol­na or­kie­stra gra na niewiel­kich, lecz kr­wio­żer­czych mu­tan­tach; ma­ła dziew­czyn­ka szy­bu­je w ko­smo­sie pod­czas prze­rwy w na­uce; szkol­ny le­karz pró­bu­je oswo­bo­dzić mło­dą spor­t­smen­kę od przy­cze­pio­ne­go do jej rę­ki stwo­ra, przy­po­mi­nającego kal­ma­ra, roz­ma­wia­jąc w tym ce­lu z ma­łym Ja­poń­czy­kiem wy­do­by­tym z wnę­trza po­czwa­ry. I wie­le, wie­le in­nych hi­sto­rii.

las.png

Jest ko­smos, jest ab­surd. Jest las. Tu po­ja­wia się me­ri­tum spra­wy, a więc py­ta­nie: dla­cze­go war­to udać się do la­su? Pod ko­niec fil­mu jed­na z bo­ha­te­rek opo­wia­da sen, w któ­rym czte­ry pięk­ne ko­bie­ty wy­ko­nu­ją wśród drzew i mchów mu­zycz­ny show na ży­wo. Pierw­sza z nich, ubra­na w bia­łe, fu­trza­ste wdzian­ko, gra na skrzyp­cach, po­zo­sta­łe trzy od­po­wie­dzial­ne są za na­gła­śnia­nie świa­ta. To one kie­ru­ją so­und­sys­te­mem rze­czy­wi­sto­ści, to one zsy­ła­ją lu­dziom sny, któ­re są nie­odróż­nial­ne od ja­wy. Jed­na z nich mo­du­lu­je dro­no­wy dźwięk skrzy­piec, dru­ga kon­tro­lu­je dźwię­ki na­tu­ry, zaś trze­cia od­po­wie­dzial­na jest za kon­tro­lę ludz­kiej tech­no­lo­gii. Ich per­for­mans to si­lent di­sco sły­szal­ne tyl­ko po za­ło­że­niu słu­cha­wek. Na­tu­ra, tech­no­lo­gia i kul­tu­ra to tyl­ko wi­bra­cje, chwi­lo­wy ko­bie­cy ka­prys. Je­śli nie wsłu­cha­my się do­brze, je­śli prze­rwie­my w nie­od­po­wied­nim mo­men­cie to, cze­go je­ste­śmy świad­ka­mi lub uczest­ni­ka­mi, czar pry­ska. Prze­ko­nu­je się o tym wę­drow­ny mnich, któ­ry uda­je się do la­su jak do świą­ty­ni, lecz pod­czas wsłu­chi­wa­nia się w świat nie­ste­ty ki­cha. Męż­czy­zna zo­sta­je z ni­czym, a pięk­ne per­for­mer­ki od­la­tu­ją na in­ną pla­ne­tę, skąd je przy­sła­no, aby dźwię­ka­mi stwa­rza­ły ludz­kie sny. Jed­nym z nich jest ni­niej­sza opo­wieść.


Fun­ky Fo­rest trud­no po­rów­nać z czym­kol­wiek zna­nym z za­chod­niej ki­ne­ma­to­gra­fii. Jed­nak film ten, tak we­dług na­szych stan­dar­dów eks­pe­ry­men­tal­ny i ni­szo­wy, dla wi­dza ja­poń­skie­go, wy­cho­wa­ne­go na prze­kra­cza­ją­cych wszel­kie­ gra­ni­ce ab­sur­du i gro­te­ski pro­gra­mach te­le­wi­zyj­nych (gdzie np. dru­ży­na wy­pusz­cza wó­zek z za­wod­ni­kiem, któ­ry­ mu­si prze­je­chać pod jak naj­więk­szą ilo­ścią sto­ją­cych w roz­kro­ku ko­biet, a ka­me­ra fil­mu­je ich maj­tecz­ki), mo­że wy­da­wać się je­dy­nie ko­lej­nym ele­men­tem rze­czy­wi­sto­ści na­sy­co­nej do gra­nic moż­li­wo­ści bodź­ca­mi wi­zu­al­ny­mi. Świa­tła, neo­ny, ro­bo­ty, wszech­obec­ne bły­skot­ki, róż i ka­wa­ii plu­sza­ki mo­gą zdez­o­rien­to­wać. W fil­mie Ja­poń­czy­cy po­ka­za­ni są ja­ko wiecz­ne dzie­ci, któ­re na coś cze­ka­ją. Ucie­ka­ją w gry, po­szu­ku­ją ko­smi­tów i al­ter­na­tyw­ne­go świa­ta, bo w spo­łe­czeń­stwie do­bro­by­tu im nud­na­wo. Wró­cić do tra­dy­cyj­nych ide­ałów har­mo­nii z oto­cze­niem i wy­ci­sze­nia już się nie da, więc le­piej pod­krę­cić świa­tu gło­śność na ma­xa, za­nu­rza­jąc się w ka­ko­fo­nii dźwię­ków – i obra­zów.

Film koń­czy się ra­do­snym wnio­skiem, że wszyst­ko to kłam­stwo, a naj­lep­szą rze­czą, ja­ką mo­że zro­bić czło­wiek, to tań­czyć. Najle­piej w le­sie ab­sur­du. Ra­do­śnie i eks­ta­tycz­nie.­musująca tabletka.png

kreska.jpg

MAŁGORZATA DUDEK
Ur. w 1990r. na Dolnym Śląsku. Studentka Performatyki i Porównawczych Studiów Cywilizacji na UJ. Zajmuje się pisaniem, grafiką, fotografią i filmem. Od kilku lat prowadzi cykl projekcji filmowych Extremazja w Krakowie.

DŻINA JELIZAROWA
Po trzech latach studiów na Uniwersytecie Pedagogicznym w Rosji przeprowadziła się do Polski, gdzie ukonczyła licencjat na ASP we Wrocławiu na kierunku Mediacji Sztuki. Obecne kontynuuje edukacje na studiach magisterskich. Na codzień karykaturzystka.

Komentarze






Captcha Code

Click the image to see another captcha.

Ta strona korzysta z plików cookie.