
NUMER 14 (5) PAŹDZIERNIK 2015 | "TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ"
DOMINIKA JANIAK | EWELINA LEBIDA![]()
W czasach przedszkolnych zakochiwałam się statystycznie 1,5 raza w tygodniu. Szybko okazuje się, że czasami lepiej jest pohamować swoje emocje i niespełnione fantazje. W pamięci utkwił mi jeden znaczący szczegół: już jako mała dziewczynka z absolutnym zauroczeniem oglądałam popularny serial końca lat 90. – Seks w wielkim mieście. Oczywiście z należytym skupieniem mogłam śledzić losy głównych bohaterek tylko u babci… I choć rozumiem rodziców, którzy uważali ten amerykański serial za nieodpowiedni dla dzieci, to z perspektywy czasu myślę, że jest to must see Polaków XXI wieku. Bo czy właśnie nie wkraczamy w epokę Carrie Bradshaw, gdzie miłość zdobywało się poprzez niezliczone randki z co rusz to nowymi kandydatami na partnera?
Już od dziecka świat nowojorskich lat 90. miał dla mnie urok. Chciałam być jak główna bohaterka Seksu w wielkim mieście. Odważna i szalona, uparcie dążąca do spełnienia wszystkich marzeń. Chciałam mieć szafę pełną kolorowych ubrań i pantofelków i pisać. Chciałam pisać! Nie wiem, czy o relacjach pomiędzy dwojgiem ludzi, czy o seksie, a może o czymś zupełnie innym – ale chciałam. Mieć kręcone włosy, zasiadać przed komputerem w najdziwniejszych miejscach mojego mieszkania, a obok stałoby martini i papierosy. Tak jak to robiła Carrie. Dzisiaj z kolei wydaje mi się, że tyle nas łączy! Uwielbianie bibliotek i zapachu książek na półkach, miłość do zakupów i butów, a przede wszystkim – do facetów. Bohaterka Seksu w wielkim mieście nieustannie analizowała męskie zachowania i związki, a wykorzystując doświadczenia własne i swoich trzech przyjaciółek, stworzyła prawdziwy katalog typów mężczyzn. Chociażby Mr. Big, potwornie męski, z klasą, szarmancki i… uparty. Albo Aidan, mężczyzna o chłopięcych cechach, zagorzały przeciwnik nikotynowego dymu, który przypomniał mi, że facet wie, do czego służy młotek i śrubokręt, kiedy cyklinował Carrie podłogę. Trudno nie wspomnieć także o Stanfordzie, oddanym przyjacielu, na którego Carrie zawsze mogła liczyć – to z nim często debatowała nad męskim ego i sposobami podboju serc płci przeciwnej... Carrie była dla mnie inspiracją. Skoro osiągnęła spełnienie swych marzeń, była najlepszą wersją samej siebie, nie chcąc być kimś innym, postanowiłam iść w jej ślady… i chyba nie tylko ja, a spora grupa Polaków, którym znudziło się już siedzenie w fotelach z pilotem w ręku. Współcześni rodacy chcą czegoś więcej, chcą życia, w którym nie muszą się martwić o stan swojego konta i o czas, chcą go mieć zarówno na pracę, rozwój, jak również na przeżywanie i doznawanie. Smakowanie życia – jak robiła to Bradshaw.
Jak żyje współczesna 20-latka? Szybko. Mieszka w wynajmowanym mieszkaniu lub pokoju wraz ze znajomymi. Dzień rozpoczyna od wody z cytryną, bo nie ma czasu na śniadanie (a w weekendy leczy tym sposobem pamięć po nocnych szaleństwach z alkoholem w roli głównej). Biegnie na uczelnię lub do pracy, gdzie rozpoczyna interakcję z ludźmi. Chyba że jest tak zapracowana, że nie ma czasu na wypad na lunch do kantyny. Wieczory spędza nad notatkami lub na mieście ze znajomymi, gdzie w skupieniu wszyscy śledzą świeże posty na FB. Ale czy nie jest tak, że każda marzy o sukcesie na miarę Carrie? Gdzie mogłaby bez mrugnięcia okiem zaopatrzyć swoją garderobę w buty od Manolo Blahnika i wypić wieczorem cosmopolitana z przyjaciółkami, podziwiając najnowszą wystawę fotografii w galerii sztuki. I właśnie tam poznać nieziemsko przystojnego i równie bogatego księcia z bajki. A przy tym wierząc, że ciężką pracą osiągnie sukces. Taki stereotypowy opis 20-latki to na szczęście model przechodzący metamorfozę. Modne stało się – i widzę w tym rolę serialu – dbanie o siebie i swój rozwój. Dziewczyny zamiast mówić, że coś jest bez sensu, że szkoda na to czasu, wolą podejmować ryzyko i stać się paniami własnego losu. Przed uczelnią jogging w parku, wieczorami joga lub kurs tańca bądź języka obcego. Spotkania ze znajomymi to coraz częściej wspólne wyjścia do teatru czy na otwarcie najnowszej wystawy. Butów Manolo Blahnika może jeszcze nie nosimy, ale w zamian dostaliśmy torby Michaela Korsa (w prawie masowej ilości). Mam tylko nadzieję, że nie zostanę posądzona o herezję, jeśli ośmielę się stwierdzić, że liczę na to, że coraz więcej moich rówieśników zacznie czerpać inspirację z życia Carrie – i staną się szczęśliwszymi ludźmi, kroczącymi drogą, na której będą spełniać się ich marzenia.
Obserwując polskie miasta – w szczególności Warszawę – zauważam świat Carrie, gdzie każdy dzień jest dynamiczny i barwny, po chodnikach chodzą ludzie z wypełnionym po brzegi grafikiem, gdzieś biegną – na spotkanie, do pracy, na siłownię czy do kosmetyczki. Nieistotne zresztą gdzie. Ważne, że zaczynają realizować punkty z dziecięcej listy: „kiedy będę dorosły, będę…”. Przy tym nie zapominają o sobie. Chcą zdążyć na lunch z przyjaciółmi, wypić kawę w modnym lokalu, a przed zamknięciem Vitkaca odwiedzić równie modne sklepy, wieczorem zaś zahaczyć o wystawę zdjęć lub obrazów. Wbrew powszechnej tendencji nie krytykuję Warszawy – może nawet trochę zazdroszczę. Jadąc tam, ludzie wierzą, że odniosą sukces, znajdą miłość – w każdej jej postaci – i będą szczęśliwi. Będą mogli żyć dokładnie tak samo jak w amerykańskim serialu. Albo jak w polskiej komedii romantycznej. Te pokazujące stolicę sugerują, że nie ma tutaj rzeczy niemożliwych i to właśnie dzisiaj możesz być, kim chcesz. Jak w filmie Miłość na wybiegu (2009, Krzysztof Lang), gdzie główna bohaterka z nadmorskiej smażalni ryb przeniosła się na tytułowy wybieg, prezentując najnowszą kolekcję Macieja Zienia. Z kolei Facet (nie)potrzebny od zaraz (2014, Weronika Migoń) to klisza, w której poszczególnych klatkach widzimy stereotypy o polskich mężczyznach, ale i bohaterkę aktywnie poszukującą miłości, nieczekającą na rycerza na białym koniu. I wszystko to w naszym stołecznym mieście, do którego jedziemy po poczucie spełnienia i szczęścia. Czują to, co Carrie do Nowego Jorku – to tam było jej miasto snów i marzeń, kochała je takim, jakie jest, była dumna, że może być jego cząstką. Manhattan dał jej siebie samą – najlepsza dzielnica miasta i ona, najlepsza wersja samej siebie. Nie chciała być kimś innym i czerpała z tej miejskiej energii. Czy my mamy podobnie? Polska wizja American Dream to głównie Nowy Jork – wierzymy, że tylko tam staniemy się wyjątkowi, a marzenia są na wyciągnięcie ręki. Ten utopijny wręcz obraz na całe szczęście przechodzi do lamusa. Tworzymy własny sen. Czy jest to sen o Warszawie, czy może nasze nowojorskie lata 90.? Zainspirowani Seksem w wielkim mieście – w końcu – mamy swój własny Nowy Jork, którym jest Warszawa, własny Manhaattan, jakim jest słynny na całą Polskę Mokotów, ale przede wszystkim mamy ludzi. Ludzi, którzy już nie boją się głośno powiedzieć „seks” czy przyznać się, że mają mnóstwo marzeń i zamierzają je wszystkie spełnić, a część z nich już jest wykreślona z listy „to do” i wpisana na „I have…”.
Analizując poszczególne odcinki Seksu w wielkim mieście możemy znaleźć odwzorowania wielu scen w polskich miastach, gdzie coraz częściej ludzie sukcesu „bywają” tak jak Carrie i jej 3 pozytywnie zwariowane przyjaciółki. Są to sceny przedstawiające życie codzienne Carrie, która w całym pracowitym dniu ma czas na wyjście do knajpy z przyjaciółkami, idzie na fitness, a po drodze do domu odwiedza sklep, by uczcić swój sukces nową parą butów. Mamy swoje pasje, dbamy o swój rozwój duchowy i cielesny. Co ważniejsze, o Polkach możemy powiedzieć, że są kobietami sukcesu na miarę Carrie – posiadają dobrą pracę, prestiż i dobra luksusowe, jadają w modnych knajpach i chodzą na głośne eventy. Przełamują stereotyp polskiej kobiety sukcesu jako kobiety około 40. roku życia, która swój dzień zaczyna porannym treningiem i kawą, czytając gazetę lub przeglądając artykuły w sieci. Po drodze do pracy odwozi dzieci do szkoły, pamiętając o wręczeniu im torebki ze śniadaniem. Z biura wychodzi późnymi wieczorami, zahaczając o swoją ulubioną kosmetyczkę, ale wracając na tyle wcześnie, żeby zapytać dzieci, jak im minął dzień. W Polsce sukces kobiety wiązany był (i bywa) z macierzyństwem – czy nadal współgra on z gromadką dzieci, czy to raczej brak rodziny jest jego symbolem? Stopniowo zaczyna być zacierany wzorzec kobiety rezygnującej z siebie na rzecz sukcesu. Polskie kobiety chcą być – i takie się stają – niezależne finansowo, chcą być paniami swojego losu, zadbanymi i noszącymi ubrania od najmodniejszych projektantów, a do tego mającymi czas na spotkania z przyjaciółmi. Carrie Bradshaw nauczyła nas – a może nadal uczy – mówić o naszych potrzebach, o tym, czego pragniemy, i realizować to, o czym wiemy, że jest dla nas dobre i że się w tym sprawdzamy.
Bacznie śledząc jej życie podczas 6 sezonów serialu, widzimy, jak ewoluowała, jak krok po kroku osiągała swój sukces. Oswajając się z jej stylem życia, oswajamy się też z możliwością polepszenia własnego, a przez to – stawania się szczęśliwym człowiekiem z całą walizką sukcesów. I o to chyba właśnie chodziło: żeby nie chcieć być jak Carrie, a się od niej uczyć. I uwierzyć, że można. Tak zwyczajnie możemy mieć własne miasto snów, snów, które się spełniają i bynajmniej nie są koszmarami, a my szarymi jednostkami – tylko wspaniałymi ludźmi, wierzącymi w siebie i swój sukces.![]()
![]()
DOMINIKA JANIAK
Świeża studentka WSB w Poznaniu. Odrywając się od rzeczywistości, zmierza w stronę teatru. Chodząc z głową w chmurach, namiętnie słucha muzyki, jednocześnie analizując relacje międzyludzkie. Ze skłonnościami do zakupoholizmu i pracoholizmu. W nielicznych wolnych chwilach obmyśla plan przyszłych podróży. Jesiennymi wieczorami z kubkiem gorącej herbaty, w towarzystwie dobrego filmu robi szaliki.
EWELINA LEBIDA
Krakowianka, filmoznawca UJ, od 2008 roku zajmuje się autorskim kolażem łączącym słowa i obrazy. Uwielbia prowadzić samochód, prozę Jerzego Pilcha i jazz. Gdyby miała być filmem, byłaby Godzinami Stephena Daldry'ego. Prowadzi butik on-line Lawendowy Wieszak. Marzy o ilustrowaniu magazynów na szeroką skalę.