DO GÓRY

 

fuss_otwarte_klatki_danek_cover.jpg

NUMER 20 (5) LISTOPAD 2016| "100% NATURAL"


EKOLOGIA NA TALERZU

ASJA MICHNICKA | KAROLINA DANEK

Ciężko w dzi­siej­szych cza­sach nie myśleć o eko­lo­gii. Glo­bal­nych zmia­nach kli­ma­tycz­nych, degra­da­cji zaso­bów wody pit­nej, zanie­czysz­cze­niu czy wyle­sia­niu powierzchni Ziemi. Kwe­stia ochrony śro­do­wi­ska jest istotna, ponie­waż doty­czy nas wszyst­kich. Czy jest coś, co możemy zro­bić, aby zmi­ni­ma­li­zo­wać zuży­cie zaso­bów natu­ral­nych? Czy ist­nieje spo­sób na prze­ciw­dzia­ła­nie kata­stro­fom eko­lo­gicz­nym? W końcu – czy oso­bi­ste wybory mogą mieć zna­cze­nie dla oto­cze­nia?

Jedne z klu­czo­wych i najczę­ściej wymie­nia­nych postu­la­tów pro­eko­lo­gicz­nego stylu życia to zmniej­sze­nie ilo­ści zuży­wa­nej ener­gii i wody. Gasimy świa­tło, wycho­dząc z pokoju. Zakrę­camy wodę pod­czas mycia zębów. Wymie­niamy żarówki na punk­towe, LED lub ener­go­osz­czędne. Uży­wamy zmy­wa­rek i pra­lek tylko wtedy, gdy są napeł­nione. Coraz wię­cej osób dba o śro­do­wi­sko, zaczy­na­jąc od wła­snych łazie­nek, samo­cho­dów czy miejsc pracy. Nie­wielu z nas jed­nak zdaje sobie sprawę, że to, co zna­cząco obciąża ilość zaso­bów, znaj­duje się czę­sto na naszych taler­zach.

Jedze­nie mięsa i nabiału jest na tyle powszechne, że czę­sto zapo­mi­namy (lub nie chcemy pamię­tać) o tym, skąd się wzięło, z czym się wiąże, ale rów­nież o tym, jak może wpły­wać na nas i na nasze oto­cze­nie. Kupu­jąc w skle­pie wędlinę lub mleko, dosta­jemy gotowy pro­dukt, więc nie zasta­na­wiamy się, co działo się na początku pro­duk­cji. Nawet jeśli zda­jemy sobie sprawę z tego, z jakim cier­pie­niem i okru­cień­stwem wobec zwie­rząt zwią­zana jest hodowla prze­my­słowa, fakty zwią­zane z jej wpły­wem na śro­do­wi­sko są mniej znane. A naprawdę to, że dziś na kola­cję zamiast szynki na kanapce wybiorę roślinny odpo­wied­nik, ma zna­cze­nie.

fuss_otwarte_klatki_danek.jpgHodowla prze­my­słowa zwie­rząt sta­nowi jedno z naj­więk­szych zagro­żeń eko­lo­gicz­nych dla świata. Mimo że przy­czyny zanie­czysz­cze­nia śro­do­wi­ska koja­rzą się najczę­ściej z dymem wydo­by­wa­ją­cym się z komi­nów fabryk czy spa­li­nami na uli­cach dużych miast, oka­zuje się, że hodowle są w rów­nym stop­niu odpo­wie­dzialne za obecny stan naszej pla­nety. Zwie­rzęta hodow­lane potrze­bują wody i pokarmu, a także leków. Są czę­sto trans­por­to­wane na bar­dzo dłu­gich dystan­sach, a po prze­by­ciu tej drogi trzy­mane są w wiel­kich halach. Mięso, które się z nich pozy­skuje, wymaga odpo­wied­niego prze­cho­wy­wa­nia, ochrony przed zepsu­ciem oraz prze­wozu. To wszystko wiąże się z ogrom­nymi nakła­dami zaso­bów i ener­gii – ich skala znacz­nie prze­wyż­sza więk­szość tych rze­czy, które uwa­żamy za nie­przy­ja­zne śro­do­wi­sku. Zwią­zany z dłu­gim łań­cu­chem hodowli prze­my­sło­wej udział w emi­sji gazów cie­plar­nia­nych znaj­duje się na pozio­mie porów­ny­wal­nym ze źró­dłem pocho­dzą­cym z trans­portu. Hodowla zwie­rząt przy­czy­nia się też do degra­da­cji gleb, zanie­czysz­cze­nia powie­trza i wody czy wyle­sia­nia olbrzy­mich powierzchni.

Ślad wodny nie obej­muje jedy­nie wody, którą zwie­rzę hodo­wane prze­my­słowo wypija w ciągu swo­jego życia. Używa się jej rów­nież do usu­wa­nia odcho­dów czy chło­dze­nia pomiesz­czeń. Wytwo­rze­nie pro­duk­tów odzwie­rzę­cych pochła­nia ogromne ilo­ści zaso­bów wod­nych – o wiele wię­cej niż uprawa roślin prze­zna­czo­nych do spo­ży­cia dla ludzi. Sza­cuje się, że na wypro­du­ko­wa­nie jed­nego kilo­grama woło­winy przy­pada od 10 do nawet 75 tysięcy litrów wody, w zależ­no­ści od rodzaju hodowli i badań (oraz tego, co uwzględ­niają obli­cze­nia). Porów­nu­jąc nawet tę bar­dziej „opty­mi­styczną” wer­sję z sza­cun­kami doty­czą­cymi pro­duk­tów roślin­nych, które wahają się na pozio­mie około 1000 litrów, wybór diety uwzględ­niającej spo­ży­cie mięsa znacz­nie przy­czy­nia się do degra­da­cji zaso­bów wody na świe­cie. Możemy oszczę­dzić wię­cej wody, rezy­gnu­jąc ze zje­dze­nia kilku kotle­tów niż z mycia się pod prysz­ni­cem przez kilka mie­sięcy.

Czy jed­nak jaka­kol­wiek próba walki z hodowlą prze­my­słową ma sens w dzi­siej­szych cza­sach? Czy zmniej­sze­nie popytu na mięso i pro­dukty odzwie­rzęce spo­wo­duje zmiany zwią­zane ze śro­do­wi­skiem? Oczy­wi­ście cał­ko­wita rezy­gna­cja ze spo­ży­wa­nia mięsa nie spo­wo­do­wa­łaby od razu zmniej­sze­nia emi­sji gazów cie­plar­nia­nych czy nie spra­wi­łaby, że powie­trze natych­miast sta­łoby się przej­rzy­ste i czy­ste, a wody zaczę­łoby znacz­nie przy­by­wać. Jed­nak sama reduk­cja emi­sji gazów i wpływ zmniej­sze­nia skali hodowli mogłyby mieć duże zna­cze­nie w popra­wie jako­ści życia na Ziemi.

Bio­rąc pod uwagę to wszystko, zmiana diety na roślinną staje się najbar­dziej pro­eko­lo­giczną postawą dzi­siej­szych cza­sów. Jesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat temu jedze­nie mięsa nie było tak powszechne jak dziś. Nasze bab­cie i nasi dziad­ko­wie nie jedli go w takich ilo­ściach, jakie są obec­nie „normą”. Warzywa i owoce sezo­nowe, strączki, kasze, zboża, orze­chy – to wszystko jest solidną pod­stawą zdro­wej diety na każ­dym eta­pie naszego życia, jak głosi ofi­cjalne sta­no­wi­sko m.in. Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia Die­te­tycz­nego. Rezy­gna­cja z pro­duk­tów pocho­dze­nia zwie­rzę­cego pozwala utrzy­mać niski poziom cho­le­ste­rolu we krwi i odpo­wied­nie ciśnie­nie, a także zaha­mo­wać wiele cho­rób cywi­li­za­cyj­nych, takich jak miaż­dżyca, nie­które nowo­twory, aler­gie, cho­roby serca, oty­łość. Zmiana nawy­ków żywie­nio­wych może nam wyjść tylko na dobre. Nam i śro­do­wi­sku.

Tak naprawdę każdy posi­łek, przy przy­go­to­wy­wa­niu któ­rego decy­du­jemy się na nie­wy­ko­rzy­sty­wa­nie zwie­rząt, ma zna­cze­nie. Z jed­nej strony zmniej­szamy popyt na pro­dukty mię­sne i nabiał, po pro­stu nie wybie­ra­jąc ich pod­czas zaku­pów. Z dru­giej strony zaś poprzez nasze wybory czy styl życia poka­zujemy, że dieta roślinna może być pyszna, kolo­rowa i sycąca oraz że wcale nie musimy rezy­gno­wać z dobrze nam zna­nych sma­ków, do któ­rych czę­sto jeste­śmy bar­dzo przy­wią­zani. Rynek pro­duk­tów w pełni opar­tych na roślin­nych roz­wią­za­niach prze­żywa obec­nie roz­kwit – na skle­po­wych pół­kach znaj­dziemy odpo­wied­niki mię­snych, sero­wych czy jajecz­nych sma­ków. Prze­pisy na dania bez uży­cia pro­duk­tów odzwie­rzę­cych są jed­nymi z popu­lar­niej­szych w pol­skiej blo­gos­fe­rze kuli­nar­nej. Roślinne lokale w dużych mia­stach, a coraz czę­ściej także w mniej­szych mia­stecz­kach zyskują na popu­lar­no­ści, nie tylko w śro­do­wi­sku wege­ta­ria­n/we­ge­ta­ria­nek i wega­n/we­ga­nek. Jesz­cze kilka lat temu w przy­tła­cza­ją­cej więk­szo­ści restau­ra­cji dania z peł­nym warzyw­nym skła­dem ogra­ni­czały się do fry­tek (o ile nie były sma­żone na tłusz­czu zwie­rzę­cym) lub sałatki (po wyję­ciu z niej sera czy kur­czaka). Obec­nie ciężko zna­leźć miej­sce, które nie ofe­ruje w jadło­spi­sie kilku opcji dla osób chcą­cych zjeść posi­łek bez mięsa, pro­duk­tów mlecz­nych czy jajek. Robiąc zakupy, czę­sto nie mamy już pro­blemu z wybo­rem napo­jów mig­da­ło­wych, koko­so­wych czy ryżo­wych lub z roślin­nymi odpo­wied­nikami wędlin. Te wszyst­kie zmiany i wiele innych moż­liwe były dzięki codzien­nym „małym” decy­zjom milio­nów ludzi na całym świe­cie – tych wybie­ra­jących podobne pro­dukty i wstrzy­mu­ją­cych się od zakupu mięsa i nabiału. Wielu z nich myślało, że ich kolejne pyta­nie skie­ro­wane do kel­ne­ra­/kel­nerki czy sprze­daw­cy­/sprze­daw­czyni o dostęp­ność mleka sojo­wego nic nie zmieni. Jak widać, mylili się.

Ciężko jest roz­ma­wiać o wyko­rzy­sty­wa­niu zwie­rząt w ode­rwa­niu od etycz­nych prze­sła­nek. Pamię­tajmy o tym, że prze­my­słowa hodowla zwie­rząt ozna­cza cier­pie­nie, okru­cień­stwo, nie­ludz­kie trak­to­wa­nie i śmierć. Poza tym jest ogrom­nym obcią­że­niem naszych zaso­bów i ener­gii. Ogra­ni­cze­nie lub zre­zy­gno­wa­nie z uży­wa­nia pro­duk­tów, które wiążą się z eks­plo­ata­cją zwie­rząt, ma duże zna­cze­nie w walce o sku­teczną ochronę śro­do­wi­ska. Zawar­tość naszego koszyka w super­mar­ke­cie to nasz wybór, mający wpływ na ludzi, któ­rymi się ota­czamy, i na świat, w któ­rym żyjemy. A to, co nie pozwala nam przy­czy­nić się do zna­czą­cej poprawy kon­dy­cji naszej pla­nety, to czę­sto kwe­stia przy­zwy­cza­je­nia i tra­dy­cji. Nie musimy więc od razu podej­mo­wać rady­kal­nych kro­ków.

Spró­bujmy wpro­wa­dzić w swo­ich domach dni, w któ­rych odży­wiamy się roślin­nie i pozna­jemy bogac­two sma­kowe warzyw i owo­ców. Wybie­rajmy jajka ozna­czone na sko­rupce cyfrą „0” zamiast „3”. Kupujmy lokal­nie, od dostaw­ców z naszego naj­bliż­szego regionu. Nie umniej­szajmy zna­cze­nia naszych dzia­łań proeko­lo­gicz­nych. Zmiana nawy­ków żywie­nio­wych na glo­balną skalę potrwa dłu­żej, ale już dziś możemy spra­wić, aby nasze codzienne wybory były jak najbar­dziej przy­ja­zne dla śro­do­wi­ska.musująca tabletka.png

kreska.jpg

ASJA MICHNICKA
Wolon­ta­riuszka Sto­wa­rzy­sze­nia Otwarte Klatki. Aktyw­nie działa na rzecz ochrony praw zwie­rząt.

KAROLINA DANEK
Uro­dziła się w 1991 roku w Kra­ko­wie. Absol­wentka szkoły muzycz­nej I i II stop­nia, a także stu­dentka Aka­de­mii Muzycz­nej w kla­sie kla­we­synu. Obec­nie stu­diuje na Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych im. Jana Matejki w Kra­ko­wie, na wydziale malar­stwa, kie­ru­nek sce­no­gra­fia. Jest autorką pro­jektu 'Opo­wiem ci bajkę, jak Kot palił fajkę'. Za pomocą czarno-bia­łych gra­fik opo­wiada codzienne zda­rze­nia doty­czące każ­dego z nas. Boha­te­rem ilu­stra­cji naj­czę­ściej jest Kot, jed­nak w toku toczą­cej się opo­wie­ści zda­rza się, że nar­ra­cje przej­mie ktoś inny.

Ta strona korzysta z plików cookie.