DO GÓRY

 

fuss_mur_rut_cover.jpg

NUMER 16 (7) LUTY 2016 | "PRZEKRACZANIE GRANIC"


GRANICA W TRAKCIE BUDOWY

KATARZYNA RODACKA AGNIESZKA RUTKOWSKA

Nie chcemy go prze­ska­ki­wać. Nie mie­li­by­śmy szans – ma osiem metrów wyso­ko­ści. Nie mamy tyle deter­mi­na­cji. Obejść za bar­dzo też się nie da, check­po­inty na tra­sie aku­rat w tych godzi­nach są zamknięte. Ale chcemy podejść. Łudzimy się, że jak podej­dziemy, to może zro­zu­miemy, dokąd i po co prze­bie­gło obok nas dwóch mło­dych męż­czyzn z zasło­nię­tymi ara­fat­kami twa­rzami, pcha­jąc przed sobą pło­nący kon­te­ner ze śmie­ciami.

Wido­kówki z miej­sca, któ­rego nie ma

Parę godzin wcze­śniej, to samo mia­sto. Kupu­jemy pocz­tówki, wysy­łamy pozdro­wie­nia z Betle­jem. Na jed­nej wid­nieje graf­fiti przed­sta­wia­jące dziew­czynkę uno­szącą się do góry wraz z pękiem balo­ni­ków, które trzyma w ręce. Na kolej­nej – graf­fiti z dzie­cia­kami na karu­zeli. Biorę jesz­cze jedną ze szczu­rem trzy­ma­ją­cym procę i jeden kolaż. Widać na nim dwa zesta­wione ze sobą zdję­cia. Jedno pocho­dzi z obozu dla pale­styń­skich uchodź­ców w Dara w Syrii z 1970 roku. Dru­gie wkle­jone jest w taki spo­sób, jakby męż­czyźni z roku 1970 wcho­dzili w rok 2002, w Ramal­lah, wcze­śniej prze­szu­kani przez izra­el­skich żoł­nie­rzy. Znaczki są pale­styń­skie, ale sprze­dawca mówi, że kartki dotrą.

fuss_mur_rut2.jpgGraf­fiti, które jest na pocz­tów­kach, wzięte jest w cało­ści z muru. To dzieła Bank­siego, dla zoba­cze­nia któ­rych przy­jeż­dżają tu ludzie z całego świata. My też, ale nie­stety nie będzie nam to dane. Wła­śnie zaczęły się zamieszki, ktoś rzuca petar­dami, z daleka widać dym, auto­busy zmie­niają trasę. Zanim wyje­dziemy, zaglą­damy do miej­sco­wej knajpki. Fala­fle u Pale­styń­czy­ków są co naj­mniej dwa razy tań­sze niż w czę­ści izra­el­skiej. Cze­ka­jąc na jedze­nie oglą­damy miej­scowe wia­do­mo­ści. Nie wiemy, o czym mówią, ale w pra­wym dol­nym rogu jest ani­ma­cja, którą każdy zro­zu­mie. Meczet al-Aksa spada z góry, burząc z hukiem gwiazdę Dawida.

Na wschód od muru

Pod­czas gdy chrze­ści­ja­nie raz do roku w Betle­jem prze­ży­wają naro­dze­nie Chry­stusa, Pale­styń­czycy codzien­nie prze­ży­wają mur. W wyniku wojny sze­ścio­dnio­wej, która roze­grała się w czerwcu 1967 roku, Izrael prze­jął tereny od Egiptu (Pół­wy­sep Synaj i Strefę Gazy), Jor­da­nii (Zachodni Brzeg Jor­danu wraz z Jero­zo­limą) i Syrii (Wzgó­rza Golan). Na tych tere­nach, w więk­szo­ści zamiesz­ki­wa­nych przez Ara­bów, zaczęły powsta­wać żydow­skie osie­dla, które teraz są jed­nym z naj­bar­dziej zapal­nych punk­tów w roz­mo­wach i nego­cja­cjach izra­el­sko-pale­styń­skich. Osie­dla począt­kowo miały sta­no­wić pierw­szą linię obrony w razie pale­styń­skiego ataku. Z tego też powodu loko­wano na tych tere­nach woj­sko­wych, a zabu­do­wań pil­nie strze­żono. Stały się żydow­skimi enkla­wami na tere­nie Auto­no­mii. Enkla­wami z zamkniętymi dla Pale­styń­czy­ków drogami. Dodat­kowo w 2002 roku rząd izra­el­ski posta­no­wił wybu­do­wać mur wzdłuż wyzna­czo­nej zaraz po woj­nie zie­lo­nej linii.

Wielu Pale­styń­czy­ków pro­te­sto­wało. Pro­te­stują dalej, wyka­zu­jąc, że w wielu miej­scach stoi on na ziemi Pale­styń­czy­ków. A skoro to pań­stwo Izrael wymy­śliło sobie mur, niech nie naru­sza on terenu Auto­no­mii Pale­styń­skiej – uwa­żają. I jak to czę­sto bywa przy sztucz­nych podzia­łach: agre­sja rodzi agre­sję. Mur, który miał odse­pa­ro­wy­wać od nie­na­wi­ści, powo­duje, że ludzie po jego dru­giej stro­nie mają coraz wię­cej moty­wa­cji, by być prze­ciwko sąsia­dom „zza płotu”. Wyzna­cza gra­nicę mię­dzy widocz­nie bied­niej­szą Auto­no­mią Pale­styń­ską a bogat­szym Izra­elem, mię­dzy zapo­mnia­nymi mia­stecz­kami arab­skimi a izra­el­skimi kuror­tami nad Morzem Mar­twym.

Ma mieć doce­lowo 723 kilo­me­try. To jakby budo­wać beto­nową ścianę z Nowego Sącza do Szcze­cina. Z tym, że Izrael jest 14 razy mniej­szy od Pol­ski. Pale­styń­czycy pra­cu­jący czy cho­dzący do szkoły po izra­el­skiej stro­nie muru nad­kła­dają drogi. Od czasu wybu­do­wa­nia muru nie mogą iść pro­sto do celu, muszą przejść przez jeden z punk­tów kon­tro­l­nych, nawet jeśli ozna­cza to, że trasa licząca daw­niej 200 metrów zamie­niła się w trzy­ki­lo­me­trowy spa­cer. Check­po­inty są otwarte tylko w wyzna­czo­nych godzi­nach, a doku­menty na przej­ściu są spraw­dzane za każ­dym razem. Izra­el­czycy mówią, że to w celu zacho­wa­nia bez­pie­czeń­stwa. Pale­styń­czycy twier­dzą, że po to, by ich upo­ko­rzyć. Prze­stra­szyć. A w końcu – wysie­dlić. W tym celu burzone są pale­styń­skie domy. Izra­el­ski Komi­tet Prze­ciwko Wybu­rze­niom Domów (ICAHD) sza­cuje, ze od 1967 roku na tery­to­riach pale­styń­skich wybu­rzono nie­malże 25 tysięcy domów. Co para­dok­salne, na linii kon­fliktu Izra­el–Pa­le­styna ci pierwsi rosz­czą sobie prawo do bycia ofia­rami, a przez to – do uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji. Dla­tego mimo że ich dzia­ła­nia są potę­piane przez wiele mię­dzynarodowych orga­ni­za­cji, wciąż stoi za nimi murem naj­więk­sze mocar­stwo świata – USA. Jest się czego bać.

Na zachód od muru

Dla jed­nych mur ozna­cza apar­theid, innym daje więk­sze poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Odgra­dza od ter­roru – podobno dzięki temu ma go być mniej, choć nie potwier­dzają tego sta­ty­styki. Jeste­śmy w Izra­elu tydzień i sły­szymy tylko o jed­nej bom­bie i jed­nym nożow­niku. Reszta infor­ma­cji do nas nie dociera, ale jesień 2015 roku obfi­to­wała w ataki. Za każ­dym razem napast­nik zosta­wał zastrze­lony na miej­scu. Celem agre­so­rów padali przede wszyst­kim żoł­nie­rze izra­el­scy, cza­sem przy­pad­kowe osoby na przy­stanku czy sta­rym mie­ście. W samym paździer­niku 2015 roku Pale­styń­czycy doko­nali 75 ata­ków i setki obrzu­ceń kamie­niami i kok­taj­lami Molo­tova. W ciągu tego jed­nego mie­siąca 68 Pale­styń­czy­ków i 10 Izra­el­czy­ków zgi­nęło na uli­cach. Ci pierwsi – z ręki żoł­nie­rzy izra­el­skich, ci dru­dzy – jako ofiary pale­styń­skich ter­ro­ry­stów.

– Nie boicie się cho­dzić po uli­cach? Teraz, kiedy jest coraz wię­cej prze­mocy wzglę­dem przy­pad­ko­wych prze­chod­niów? – pytam zna­jo­mych w Jero­zo­li­mie.

– Posta­no­wi­łem nie dać się zastra­szyć i nie zmie­ni­łem żad­nych ze swo­ich codzien­nych nawy­ków. Tu w Jero­zo­li­mie zawsze było zapal­nie. Możesz wyjść na zaję­cia, do sklepu i już z niego nie wró­cić. Wy lepiej wyglą­daj­cie jak tury­ści – radzi David.

fuss_mur_rut.jpg

Miesz­kamy u nich przez 4 dni. To takie arty­styczne miesz­ka­nie, wie­czo­rem razem gotu­jemy, słu­chamy muzyki, cztery pokoje zamiesz­kują gra­ficy i muzycy. Podobno można z nimi poga­dać o wszyst­kim, podobno nie znają tabu. Świet­nie – poru­szymy kilka trud­nych tema­tów. Kiedy mówimy, że byli­śmy w mecze­cie al-Aksa, sytu­acja staje się nieco ner­wowa. Meczet znaj­duje się w ści­słym cen­trum Jero­zo­limy, zaraz obok Ściany Pła­czu. Jego złota kopuła jest naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nym sym­bo­lem mia­sta. Można go zwie­dzać tylko o dwóch porach w ciągu dnia i tylko z zewnątrz, spa­cerując po ogro­dach ota­cza­ją­cych świą­ty­nię. Jedy­nie muzuł­ma­nie mogą wejść do samego środka meczetu. Przy wej­ściu odbywa się kon­trola pasz­por­towa. Żydzi nie mają tam wstępu w ogóle. Tak jak na teren Auto­no­mii Pale­styń­skiej. David i jego zna­jomi twier­dzą, że to dys­kry­mi­na­cja, że we wła­snym mie­ście nie mogą czuć się jak u sie­bie. W ist­nie­ją­cej sytu­acji nie pojadą też do Betle­jem. W roz­mo­wach gło­śno twier­dzą, że to pew­nie nic spe­cjal­nego, że mogliby wje­chać na drugi pasz­port, który mają, ale nie mają ochoty tam jechać. Mówią, że może i to fak­tycz­nie nie­do­brze, że buduje się mur, ale nikt nie widzi, że ich prawa też są łamane. Że starają się żyć normalnie, choć w dro­dze na zaję­cia mogą poczuć nóż w żebrach. Jest się czego bać.

****

Boją się Pale­styń­czycy i boją się Żydzi. Boją się matki, sio­stry, mło­dzi ludzie, któ­rzy muszą iść wła­śnie do woj­ska. Boją się ludzie w auto­bu­sie, że jadący z nimi żoł­nierz wystrzeli do nich serię z kara­binu, co kil­ku­krot­nie już się zda­rzyło. Boją się ludzie na dys­ko­tece, że to wła­śnie dzi­siaj ktoś pod klu­bem zde­to­nuje ładu­nek, tak jak 1 czerwca 2001 roku w Tel Awi­wie, kiedy w wyniku wybuchu bomby zgi­nęło 25 osób. Tury­ści tro­chę też się boją. Podej­rze­wam, że boją się także orto­doksi, któ­rzy miesz­kają głów­nie w swo­jej enkla­wie, Mea Sza­rim, w Jero­zo­li­mie, czy izra­el­scy osad­nicy miesz­kający na Zachod­nim Brzegu Jor­danu. Wszy­scy się boją. Każdy każ­dego.musująca tabletka.png

kreska.jpg

KATARZYNA RODACKA
Fanka wspólnych śniadań, od 9h do 17h w pracy dwa ronda dalej, od 18h: czyta, uczy, gotuje. Po 22h planuje wypady po Polsce. Od północy nocny marek. W weekendy szuka lokalnych historii. W oparciu o polskie krajoznawstwo robi festiwal TRAWERS.

AGNIESZKA RUTKOWSKA
Absol­wentka Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych we Wro­cła­wiu. Zaj­muje się głów­nie ilu­stra­cją i malar­stwem. Wciąż nie wie, co zro­bić z rękami, więc robi z nimi, co może: szyje, ręko­dziel­ni­czy, klei, rysuje. Pra­cuje jako fre­elan­cer.

Ta strona korzysta z plików cookie.