
NUMER 13 (4) SIERPIEŃ 2015 | "FOLWARK ZWIERZĘCY"
SEBASTIAN ŁĄKAS | MAŁGORZATA RYBKA![]()
Dlaczego wyrażenie „folwark zwierzęcy” – odwołujące się do znanej powieści George’a Orwella, w którym zwierzęta likwidują totalitarną władzę ludzi – miałoby być aktualne również dzisiaj? Alegoria ta odsłania niepokojące stosunki podległości, jakie panują w świecie. Opisywane przez pisarza zjawisko odnosi się w swoim rdzeniu do uniwersalnej relacyjności istnień – czy to ludzkich, czy nie: zwierzęcych i technicznych.
W owej zależności zawiera się dzisiaj – w epoce przemian biotechnologicznych – bagaż różnorodnych reakcji na odmienność, na innego człowieka, inne zwierzę, inny byt. Na różnicę. Jest to przestrzeń refleksji etycznej, a gdy dołączy się do tego sferę nie-ludzką, jak dzieje się to chociażby w opisywanych np. w poprzednich numerach FUSSa działaniach Stelarca czy bioartystów, chodzi wręcz o szerszy projekt bioetyczny.
Dlaczego jednak mielibyśmy dziś wyrzucać stare kodeksy, dotychczasowe normy, tradycyjne oceny?
Gdy człowiek wpuszcza do swojego ciała krew konia (Marion Laval-Jeantet, May the Horse Live in me, 2010); hoduje na przedramieniu dodatkowe ucho (Stelarc, Ear on Arm, WIP, 2003-obecnie); z tkanek węgorza elektrycznego buduje nowy hybrydowy organ wewnątrz ciała, który będzie działał jak defibrylator podczas ataków serca (Agi Haines, Electrostabilis Cardium, 2013, 2015); gdy tworzy pół-żyjące laleczki (Tissue Culture & Art Project, Semi-Living Worry Dolls, 2000) czy miniaturowe kurteczki skórzane (TC&AP, Victimless Leather, 2004), do uzyskania których nie zabija się zwierząt, lecz hoduje je z mysich i ludzkich komórek (zalegających tonami w laboratoriach), odczuwa się naruszenie granic między życiem a śmiercią, kulturą a naturą, sztuką a nauką, często owiane aurą medialnego skandalu. Wynika to z niewystarczalności (niedawnej) tradycji.
KIM JESTEŚMY? DOKĄD ZMIERZAMY?
Różne sygnały z pola kultury, sztuki, ale i ruchów o charakterze politycznym, takich jak ekologiczny czy na rzecz zwierząt, wskazują na konieczność redefinicji dotychczasowych sposobów rozumienia człowieka, jego roli i żywej obecności w codzienności. Pytanie dotyczy poziomu świadomości. Z jednej strony programy telewizyjne przeprowadzające różnego rodzaju metamorfozy cielesne (tzw. makeover shows) pokazują, jak bardzo życie i szczęście jednostek podporządkowane jest odgórnie panującym normom społecznym dotyczącym wyglądu. Następuje medialna hodowla ludzi pod konkretny wzorzec wizualny. Z drugiej strony projekty transhumanistów i technoentuzjastów, którzy za pomocą technologii i bioinżynierii zmieniają własną cielesność i umiejętności, dodając przykładowo nowe zmysły (np. echolokacji – Kevin Warwick), wskazują, że nie tylko relacje człowieka ze zwierzętami, ale i z technologią wymagają bioetycznego namysłu.
Trudno jest edukować i przypominać, że ludzie to także zwierzęta, ponieważ cały czas podkreśla się rolę ich mózgów, techniki czy
kultury
Powyższa sytuacja pokazuje dość wyraźnie, jak rozumienie różnych gatunków, nie tylko człowieka, zakorzenione jest w schematach myślowych konkretnej społeczności – czy to medialnej, czy technoentuzjastycznej, czy innych. Nie ma uniwersalnej definicji człowieka, choć kiedyś za taką uchodził biały heteroseksualny facet z klasy średniej. Arbitralność opisu prowokowała ruchy wolnościowe kobiet, środowisk LGBT i innych grup wykluczonych. Nie dotyczy to wyłącznie człowieka – ruch ustanawiania władzy nad drugim bytem, nad tym, co inne, zachodzi na tej samej zasadzie w przypadku zwierząt. Mitologicznie i historycznie zapośredniczone obrazy lewitują w naszych głowach, porządkując świat po to tylko, żebyśmy odczuwali więcej wygody i trwali w iluzji wolności.
LUDZKA STONOGA, CZYLI KOGO NOMINOWAĆ
Przytoczone historie pokazują konieczność zawieszenia oświeceniowej, antropocentrycznej postawy, która wywyższa pod niebiosa rozumność człowieka i mami go złudą pewności, prawdy, piękna i sprawiedliwości. Tzw. mokre media – tkanki, krew, woda, bakterie, włosy i tym podobne elementy cielesności – wykorzystywane w sztuce najnowszej wespół z technologiami sieciowymi, stawiają odbiorcę przed koniecznością oceny etycznej obiektu. Tradycyjne kodeksy moralne czy uprzedzenia społeczne stają się przeterminowane i narzucają ograniczenia doświadczeniu buntującemu się przeciwko wcześniejszym paradygmatom.

ETYKA RÓŻNICY
Podstawą wszystkich powyższych działań i zamierzeń jest pojęcie różnicy. To ona oraz jej charakterystyka intelektualna i emocjonalna wyznaczają schematy całej nieświadomej i automatycznej reakcji na doznanie tego, co inne. Z tego powodu trudno jest edukować i przypominać, że ludzie to także zwierzęta, ponieważ cały czas podkreśla się rolę ich mózgów, techniki czy kultury. Jeśli różnicę traktuje się jako okazję do manifestacji władzy, to ciągle będziemy mówić tylko o „uczłowieczaniu” zwierząt, nadawaniu im „praw” na wzór ludzkich, poniekąd dalej będziemy faworyzować i wykluczać. Problemem relacji człowiek–zwierzę–maszyna jest to, że ustanawia się je hierarchicznie, byle wyżej było człowiekowi na wyimaginowanej drabinie zbawienia. Teoretyczne wywody nie spowodują jednak, że myśliwi przestaną zabijać zwierzynę dla przyjemności, dzieci zrzucać nad rzeką kamienie na głowy ryb dla własnej głupiej uciechy, a nastolatkowie podpalać koty i rozwieszać je na trzepaku czy w oponie samochodowej dla zabicia czasu.
„Folwark zwierzęcy” pokazuje też drugą stronę medalu – to, że zwierzęta hoduje się dla mięsa i skór, podporządkowując ich życie tylko wyżywieniu i przyodzianiu człowieka. Biblijne „czyńcie sobie ziemię poddaną” wzięte zbyt dosłownie doprowadza do topienia ziemi w morzu krwi zarzynanych zwierząt. Bardzo wyraźnie taką formę kontroli i dominacji przedstawia Piramida zwierząt (1993) Katarzyny Kozyry. Artystka wykorzystała fakt istnienia procederu, którego na talerzu nikt z nas już nie widzi, trzykrotnie omywszy mięso z wszelkich brudów i domieszek dawnego, pulsującego krwią życia.
Bioetyka dzisiaj musi więc porzucić stare przyzwyczajenianie tylko pana Wiesia, ale i młodego yuppie, który przemiany świata postrzega jako potencjalny zamach na własną wolność. Indywidualizm etyczny w epoce biotransformacji musi być zamieniony na bardziej otwartą gościnność wobec tego, co inne, spolegliwość, troskę i rezygnację ze stania na piedestale stworzenia. Najprostsza uczciwość wobec siebie i zwierząt może pomóc zdystansować się do nieświadomie przyjętej i kultywowanej roli trybika w gospodarczej i finansowej maszynie iluzji. Bioetyka nie może przyjąć teoretycznej postaci stosowanej niezależnie od dynamicznie zmieniającego się świata, formy reguł, nakazów, zakazów i pustych pól. Bioetyka realizuje się w konkretnych sytuacjach jako moralność, sposób akcji i reakcji na życie, a nie dogmatyczne szafowanie ocenami. W przeciwnym wypadku kończy jako ideologia podporządkowana kolejnym instytucjonalnym (po)tworom.
Bioartowski przykład powściągliwej roli człowieka w stosunku do zwierząt przedstawia projekt Symbiotyczność tworzenia Jarosława Czarneckiego aka Elvin Flamingo. W 2012 roku rozpoczął on budowę obiektów-inkubatorów dla mrówek, które mają przebywać razem z nim do 2034 roku, kiedy prawdopodobnie umrze królowa kolonii. Ustanawia on, jak sam mówi: „współ-codzienność” bytu ludzkiego i nie-ludzkiego, nie tylko na poziomie wizualnym, ale również dźwiękowym, bowiem odgłosy wewnątrz inkubatorów zostają zwielokrotnione i przekazywane na zewnątrz. Twórca stał się jednym z tysiąca aktorów sieci życia mrówek, które dużo wcześniej od człowieka zaczęły rolnictwo – ponad 50 milionów lat temu. Dzieło nie jest pomnikiem spiżowym, to nowy rodzaj performansu, teatralizacji życia, kiedy codziennie jest się uzależnionym od reakcji całego mrówczego systemu na własne działania. Teatralizacja ta nie polega jednak na zakładaniu maski, bowiem bioart nie zakrywa swojej materialności, a wręcz eksponuje. Przedmiot staje się podmiotem, a więc zyskuje status równy człowiekowi. Wejście takich działań w obręb instytucjonalnie i społecznie pojętego systemu sztuki każe faktycznie zastanowić się nad folwarkiem zwierzęcym, jakim jest arena świata.
„Folwark zwierzęcy” może być również metaforą myślenia o sobie jako o arystotelesowskim zwierzęciu społecznym, które własne umiejętności poświęca dla innych. Pachnie to może i utopią, jednak wystarczy pomyśleć, jak się zachowywaliśmy w stosunku do zwierząt, kiedy to rodzice i instytucje edukacyjne narzucały nam określony model relacji, w którym człowiek rządzi, a zwierzę? No cóż, staje się przedmiotem, niewolnikiem społecznej fikcji.
![]()
SEBASTIAN ŁĄKAS
Profesja: student. Na chwilę obecną krzewiciel utopijnego poglądu, że sztuka jest do wszystkiego. Pomagają mu w tym studia nad historią sztuki i filozofią.
MAŁGORZATA RYBKA
Absolwentka m.in. ASP we Wrocławiu. Ilustratorka cierpiąca na brak skupienia na jednej rzeczy, fanka Terrego Pratchetta, kawy i ciastek z kremem.