
NUMER 24 (4) WRZESIEŃ 2017 | "ŻYCIE ANIMOWANE"
Okrągłe, blade oczy i wyszczerzone zęby Buki, cięte riposty Małej Mi, filozofia życia Włóczykija, oscylująca gdzieś pomiędzy hipisostwem a tumiwisizmem – wszyscy znamy te fenomeny i wiemy, że „to z Muminków”. Co mamy wtedy na myśli? Książki Tove Jansson? Okazuje się, że raczej rzadko, zwłaszcza w przypadku urodzonych pod koniec lat 80. i później. Fińskie trolle już od dawna robią karierę głównie jako bohaterowie animowani, kojarząc się przede wszystkim z serialem, memami i gadżetami.
Trudno uwierzyć, że już niemal 30 lat minęło, odkąd najbardziej znane animowane Muminki po raz pierwszy wkroczyły na ekrany – mowa tu o serialu w koprodukcji japońsko-fińsko-holendersko-francuskiej, powstałym w latach 1990‒1991 i liczącym sobie 104 odcinki. Seria została oparta nie tylko na książkach, ale też komiksach o Muminkach tworzonych przez Tove i jej brata Larsa Janssona. To właśnie te Muminki oglądali w ramach wieczorynki ci, których dzieciństwo przypadło na lata 90., i wydaje się, że odkąd ów serial się ukazał i zyskał wielką popularność, to głównie z nim zaczęto utożsamiać twórczość Jansson. Popkulturowa animacja, wizualnie dość „japońska”, poniekąd wyparła i zawłaszczyła książki o Muminkach, które cieszyły się dużym powodzeniem w Polsce w poprzednich dekadach.
CIESZCIE SIĘ, BO WRESZCIE SĄ WASZE MUMINKI
Trzeba zaznaczyć, że od lat 50. Muminki przenoszono na szklany ekran kilkanaście razy, zarówno w postaci seriali, jak i pełnometrażowych filmów. Żałuję, że w świadomości przeciętnego odbiorcy Muminek animowany to ten z japońskiego anime, tym bardziej, że pojawiały się inne ciekawe propozycje. Na uwagę zasługuje np. polski serial z lat 1977‒1982, zrealizowany w łódzkim studiu Se-ma-for techniką poklatkową, z wykorzystaniem półpłaskich lalek – dzisiaj zdecydowanie retro, ale niepozbawiony uroku. Inną ciekawą propozycją są radzieckie animacje Muminków z roku 1978. Część na podstawie Komety w Dolinie Muminków można obejrzeć w wersji angielskiej, amatorsko (co nie znaczy, że dyletancko!) odświeżoną. Z odrobinę niepokojącym klimatem, pełna nostalgii, jest bardzo bliska duchowi książkowych Muminków.
Mimo wszystko to właśnie serial z początku lat 90. na trwałe zadomowił się w kulturze i przyczynił do zapewnienia fińskim trollom niesłabnącej popularności – czego dzisiaj, w czasach dominacji wizualnej multimedialności, raczej nie zdołałoby dokonać samo słowo pisane. Dzięki tej serii fińskie trolle wtargnęły w różne dziedziny naszego życia – czasem z dość nieprzewidzianym efektem.
KTO SIĘ BOI BUKI?
Nieco zaskakujące jest, że swego rodzaju emblematem serialu stała się bohaterka całkiem drugoplanowa, a do tego rzadko pojawiająca się w kolejnych odcinkach. Dla wielu osób pierwsze skojarzenie z Muminkami to właśnie ona, naczelny potwór dzieciństwa – Buka. Z ciekawości przeglądam najbardziej współczesne komentarze pod epizodami z Buką na YouTube. Właściwie nic nowego – użytkownicy piszą, że Buka była największym strachem ich dziecięcych lat, a dla tych o zszarganych nerwach – nawet obecnie jest przerażająca. Buka była inicjatorką strachu przed ciemnym pokojem i piwnicą babci, przyczyną kilku wizyt u psychologa, stałym gościem dziecięcych koszmarów. Według niektórych gorszy był Bobek albo Czarownica. Na Filmwebie można znaleźć i opinie, że serial o Muminkach to psychodeliczna bajka, która „ryje banię” (cytat dosłowny). Czym zapracował sobie na tę ocenę? Zdaniem komentujących: dziwacznymi, niejednoznacznymi postaciami – przypomnijmy sobie chociażby Hatifnatów, przerażającymi zdarzeniami – na przykład atakiem muminkożernej rośliny, a także muzyką, aż nazbyt dobrze budującą napięcie. Zresztą trzeba przyznać, że groza serialowej Buki jest nieporównywalnie większa od tej książkowej. Ta druga to nie straszak rodem z horroru, lecz postać symboliczna – nawiązująca do śmierci, osamotnienia, absolutnej inności, co więcej, oprócz lęku wzbudzająca również współczucie. To bohaterka, z którą da się nawiązać porozumienie. Szkoda, że przez twórców serialu została potraktowana w sposób tak jednoznaczny.
Serial wzbudził twórczy ferment na różnych polach kultury, przede wszystkim kultury niższej. Zainicjował liczne amatorskie przeróbki i parodie, na czele oczywiście z wersjami Muminki 18+. Po nich nie jest już tajemnicą, że Paszczak-botanik ma hodowlę marihuany, a Muminek tworzy trójkąt z Panną Migotką i Małą Mi lub, do wyboru, Panną Migotką i Włóczykijem. Podobne treści trafiają też na serialowe memy, niepozbawione inwencji w interpretacjach i ciekawostek – dowiemy się z nich, że Włóczykij to prawdopodobnie jedyny niepijący bezdomny na świecie, okrągły dom Muminków jakimś cudem nie ma wcale wewnątrz okrągłych ścian, a w polskiej wersji głosu Migotkowi użyczył Krzysztof Ibisz. Wśród fanów krążą nierozwiązane do dzisiaj zagadki: jak nazywała się Mama Muminka, zanim urodziła Muminka, i dlaczego Muminki, które raczej stronią od pełnego ubioru, do morskiej kąpieli zakładają kostiumy. Przez ostatnie kilka lat muminkową gwiazdą stała się Mała Mi z inspirującymi i rzekomo swoimi tekstami (w rzeczywistości pochodzenia dość nieokreślonego), lansującymi ją jako wcielenie wredności i nad wyraz rozwiniętej pewności siebie. „Mądrości” przypisywane siostrze Mimbli rozpowszechniają koszulki, materiałowe torby i rzecz jasna – internetowe obrazki.
Serial o Muminkach zanimował również folklor dziecięcy i młodzieżowy, co poskutkowało powstaniem rymowanek o Muminkach, zazwyczaj o mocno negatywnej wymowie (czyżby to sublimacja głęboko zakorzenionego lęku przed Buką?...), np. przeróbka serialowej piosenki: „Muminki się cieszą, że kogoś powieszą” – zamiast „kogoś” można wstawić dowolny zaimek, Ryjka, brata czy Ankę. Napotkałam kilka kreatywnych rozwinięć tego zdania, niespecjalnie nadających się do przytoczenia. Jest też złowrogie „Muminki cię widzą, Muminki cię śledzą, Muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą”, a także niepoprawne politycznie powiedzenie, eklektycznie angażujące pewną inną, kontrowersyjną postać ze świata bajek: „czary mary, Tinky-Winky, twoi starzy to Muminki”.
I nawet moda na muminkowe gadżety, która swoje początki miała ponad 60 lat temu, również nie wygasła. Przykładem jest chociażby stała od jakichś dwóch lat obecność emaliowanych kubków z bohaterami Jansson w empikach – chociaż tutaj akurat naczynia zdobią kolorowane oryginalne ilustracje autorki.
Kiedy pytam znajome osoby (głównie urodzone na początku lat 90.), jakie są ich muminkowe doświadczenia, okazuje się, że większość zna trolle Jansson tylko z serialu. Oprócz nostalgicznych wspomnień o traumatyzującym oglądaniu dobranocki z kocem na głowie, dowiaduję się, że jedna koleżanka była zakochana we Włóczykiju; również inni mówią z szacunkiem o tym proto-hipsterze, który był do bólu eko, zanim to było modne. Co poza tym? Właściwie niewiele. W świadomości wielu historie o Muminkach sprowadzają się do oldschoolowej bajki dla małych dzieci z elementami horroru. Jako wielbicielce twórczości Tove Jansson – ze szczególnym uwzględnieniem dziewięciu książek o Muminkach – trudno mi pogodzić się z tym, jak łatwo znany serial doprowadził do zatracenia się charakteru i przekazu książkowego pierwowzoru.
CZAS NA REWIZJĘ
Przyznaję, że japońsko-fińsko-holendersko-francuska produkcja w ogóle mi się nie podoba. To wersja zinfantylizowana, skierowana w zamyśle chyba do bardzo młodych widzów (choć wobec tego zastanawia to, z jaką lubością twórcy podkręcali chwile grozy towarzyszące każdemu pojawieniu się pewnej postaci). W miałkości serialowych dialogów trudno dosłuchać się ubranej w niewiele słów, lecz głębokiej trafności, tak charakterystycznej dla słów bohaterów książkowych. Przede wszystkim jednak próżno szukać w animowanych Muminkach tego, co najbardziej urzeka w książkach: specyficznej, trudnej do określenia melancholijnej aury, dojmującego odczucia niejednoznaczności i nieuchwytności świata, filozoficznego zacięcia, hołdu dla indywidualizmu i samotności (tak!). Co jeszcze? Mogłabym wymienić całą listę: zbyt jaskrawe, cukierkowe kolory, zbyt „japońska” kreska, Mała Mi jakaś za duża, z Włóczykija zrobiono nadętego zarozumialca, naiwność Muminka, skądinąd urocza w książkach, w serialu osiąga poziom krytyczny – podobnie zresztą sprawy się mają z Panną Migotką.
Gdy próbuję zwizualizować sobie moje dwie ulubione części serii Jansson, Tatusia Muminka i morze oraz Dolinę Muminków w listopadzie, widzę zgaszone, zszarzałe barwy, surową oszczędność rysunku, małe postaci na tle rozległego pejzażu, statyczność, dużo ciszy, przerywanej hukiem wzburzonego morza i krzykiem jaskółek lub wypełnionej jednostajnym szumem deszczu. Właściwie – przeciwieństwo tego, co w serialu. Patrząc na to, jak zepsuto Tatusia Muminka i morze (odcinki 25 i 26), wycinając z fabuły najbardziej interesujące fragmenty, za to wprowadzając nowe, zmieniające sens tej opowieści, czuję ulgę, że twórcy serialu nie podjęli się ekranizacji ostatniej, najbardziej dojrzałej części cyklu.

Niestety, właśnie od dojrzałości serial ucieka, wygładzając i cenzurując świat stworzony przez Jansson. W nim bohaterowie nie zawsze „cieszą się radością i życiem”, jak mówi serialowa piosenka – bo zdarza się im przeżywać kryzysy lub popadać w dość rozbuchane neurotyczne stany i niekoniecznie „wszystko jest dobre i jasne jak błysk”. Kto wciąż wątpi, niech przeczyta chociażby O Filifionce, która wierzyła w katastrofy lub Tajemnicę Hatifnatów – krótkie historie z Opowiadań w Dolinie Muminków.
Obecnie apetyt na animowane Muminki wcale nie słabnie, wręcz przeciwnie. Tendencja ta wpisuje się w trwający od kilku lat renesans twórczości Tove Jansson. Postać autorki została poniekąd odkryta na nowo dzięki głośnej biografii autorstwa Boel Westin, u nas wydanej w 2012 roku pod tytułem Tove Jansson. Mama Muminków. W Polsce wznowiono nie tylko serię książek o Muminkach (w 2014 roku nakładem Naszej Księgarni – z okazji setnej rocznicy urodzin Jansson), ale też twórczość autorki przeznaczoną dla dorosłych. Z innych, ogólnoświatowych wydarzeń trzeba wspomnieć o niedawnej londyńskiej interaktywnej wystawie Adventures in Moominland, która między innymi odtwarzała charakterystyczne miejsca ze świata wykreowanego przez Jansson, oraz o budowie kolejnego „muminkolandu” w Japonii.
Wznowień doczekały się również filmowe trolle. Finowie zajęli się renowacją najpopularniejszego serialu – w lutym tego roku w Finlandii ukazało się ponad 20 odcinków w jakości HD. Na koniec grudnia zapowiedziana jest nowa pełnometrażówka oparta na polskiej serii studia Se-ma-for, Gwiazdka Muminków. Wszystko to jednak, można powiedzieć, nic nowego. Na szczęście jest również dobra wiadomość dla tych, którzy – tak jak i ja – chętnie zobaczyliby całkiem nową odsłonę animowanych Muminków, zarówno pod względem techniki, jak i podejścia do adaptacji oryginału. Fińskie studio Gutsy Animations pracuje nad serialem, który ma wiernie odzwierciedlać książki Jansson, a co za tym idzie, nie być wyłącznie bajką dla dzieci. Pierwsze udostępnione przez twórców grafiki wyglądają naprawdę obiecująco – nie wiem, czy sprawia to całkiem inna technika niż te, które dotąd wykorzystywano w animacjach o Muminkach, czy baśniowe kolory, zdominowane przez specyficzną grę światła. Mam wielką nadzieję, że nowy serial nie zawiedzie i że jest na co czekać – trolle w nowym wydaniu mają zawitać na ekrany (tym razem prawdopodobnie komputerów) wiosną 2019 roku.![]()
![]()
ALEKSANDRA JAREMKO
Studentka na Wydziale Polonistyki UJ. Interesuje się różnymi sprawami (od literatury dziecięcej po religioznawstwo), fanka twórczości Nabokova i Borgesa, miłośniczka zwierząt
ANNA ŁAZOWSKA
Absolwentka kierunku Grafika Warsztatowa na ASP w Łodzi. Na co dzień zajmuje się ilustracją i projektowaniem graficznym, w wolnym czasie tworzy smutne kolaże. Wiecznie poszukuje własnego, charakterystycznego stylu, ale wciąż nie może się zdecydować na jeden. Interesuje ją związek człowieka z naturą i ludzka psychika – jej najciemniejsze zakamarki, niedoskonałości, sprzeczności i walka z samym sobą. Marzy o napisaniu i zilustrowaniu własnej książki.