DO GÓRY

 

fuss_MUMINKI_BANNER_Anna_Lazowska.jpg

NUMER 24 (4) WRZESIEŃ 2017 | "ŻYCIE ANIMOWANE"


MUMINKI SIĘ CIESZĄ,
ŻE RYJKA POWIESZĄ,

CZYLI O ANIMOWANYCH TROLLACH,
KTÓRE PODBIŁY ŚWIAT
(I WCIĄŻ NIE DAJĄ ZA WYGRANĄ)


ALEKSANDRA JAREMKO
| ANNA ŁAZOWSKA

Okrą­głe, blade oczy i wyszcze­rzone zęby Buki, cięte ripo­sty Małej Mi, filo­zo­fia życia Włó­czy­kija, oscy­lu­jąca gdzieś pomię­dzy hipi­so­stwem a tumi­wi­si­zmem – wszy­scy znamy te feno­meny i wiemy, że „to z Mumin­ków”. Co mamy wtedy na myśli? Książki Tove Jans­son? Oka­zuje się, że raczej rzadko, zwłasz­cza w przy­padku uro­dzo­nych pod koniec lat 80. i póź­niej. Fiń­skie trolle już od dawna robią karierę głów­nie jako boha­te­ro­wie ani­mo­wani, koja­rząc się przede wszyst­kim z seria­lem, memami i gadże­tami. 

Trudno uwie­rzyć, że już nie­mal 30 lat minęło, odkąd naj­bar­dziej znane ani­mo­wane Muminki po raz pierw­szy wkro­czyły na ekrany – mowa tu o serialu w kopro­duk­cji japoń­sko-fiń­sko-holen­der­sko-fran­cu­skiej, powsta­łym w latach 1990‒1991 i liczą­cym sobie 104 odcinki. Seria została oparta nie tylko na książ­kach, ale też komik­sach o Mumin­kach two­rzo­nych przez Tove i jej brata Larsa Jans­sona. To wła­śnie te Muminki oglą­dali w ramach wie­czo­rynki ci, któ­rych dzie­ciń­stwo przy­pa­dło na lata 90., i wydaje się, że odkąd ów serial się uka­zał i zyskał wielką popu­lar­ność, to głów­nie z nim zaczęto utoż­sa­miać twór­czość Jans­son. Pop­kul­tu­rowa ani­ma­cja, wizu­al­nie dość „japoń­ska”, ponie­kąd wyparła i zawłasz­czyła książki o Mumin­kach, które cie­szyły się dużym powo­dze­niem w Pol­sce w poprzed­nich deka­dach.

CIESZCIE SIĘ, BO WRESZCIE SĄ WASZE MUMINKI
Trzeba zazna­czyć, że od lat 50. Muminki prze­no­szono na szklany ekran kil­ka­na­ście razy, zarówno w postaci seriali, jak i peł­no­me­tra­żo­wych fil­mów. Żałuję, że w świa­do­mo­ści prze­cięt­nego odbiorcy Mumi­nek ani­mo­wany to ten z japoń­skiego anime, tym bar­dziej, że poja­wiały się inne cie­kawe pro­po­zy­cje. Na uwagę zasłu­guje np. pol­ski serial z lat 1977‒1982, zre­ali­zo­wany w łódz­kim stu­diu Se-ma-for tech­niką poklat­kową, z wyko­rzy­sta­niem pół­pła­skich lalek – dzi­siaj zde­cy­do­wa­nie retro, ale nie­po­zba­wiony uroku. Inną cie­kawą pro­po­zy­cją są radziec­kie ani­ma­cje Mumin­ków z roku 1978. Część na pod­sta­wie Komety w Doli­nie Mumin­ków można obej­rzeć w wer­sji angiel­skiej, ama­tor­sko (co nie zna­czy, że dyle­tancko!) odświe­żoną. Z odro­binę nie­po­ko­ją­cym kli­ma­tem, pełna nostal­gii, jest bar­dzo bli­ska duchowi książ­ko­wych Mumin­ków.

Mimo wszystko to wła­śnie serial z początku lat 90. na trwałe zado­mo­wił się w kul­tu­rze i przy­czy­nił do zapew­nie­nia fiń­skim trol­lom nie­słab­ną­cej popu­lar­no­ści – czego dzi­siaj, w cza­sach domi­na­cji wizu­al­nej mul­ti­me­dial­no­ści, raczej nie zdo­ła­łoby doko­nać samo słowo pisane. Dzięki tej serii fiń­skie trolle wtar­gnęły w różne dzie­dziny naszego życia – cza­sem z dość nie­prze­wi­dzia­nym efek­tem.

ILUSTRACJA_2_MUMINKI_Anna_Lazowska.jpgKTO SIĘ BOI BUKI?
Nieco zaska­ku­jące jest, że swego rodzaju emble­ma­tem serialu stała się boha­terka cał­kiem dru­go­pla­nowa, a do tego rzadko poja­wia­jąca się w kolej­nych odcin­kach. Dla wielu osób pierw­sze sko­ja­rze­nie z Mumin­kami to wła­śnie ona, naczelny potwór dzie­ciń­stwa – Buka. Z cie­ka­wo­ści prze­glą­dam naj­bar­dziej współ­cze­sne komen­ta­rze pod epi­zo­dami z Buką na YouTube. Wła­ści­wie nic nowego – użyt­kow­nicy piszą, że Buka była naj­więk­szym stra­chem ich dzie­cięcych lat, a dla tych o zszar­ga­nych ner­wach – nawet obec­nie jest prze­ra­ża­jąca. Buka była ini­cja­torką stra­chu przed ciem­nym poko­jem i piw­nicą babci, przy­czyną kilku wizyt u psy­cho­loga, sta­łym gościem dzie­cięcych kosz­ma­rów. Według nie­któ­rych gor­szy był Bobek albo Cza­row­nica. Na Film­we­bie można zna­leźć i opi­nie, że serial o Mumin­kach to psy­cho­de­liczna bajka, która „ryje banię” (cytat dosłowny). Czym zapra­co­wał sobie na tę ocenę? Zda­niem komen­tu­ją­cych: dzi­wacz­nymi, nie­jed­no­znacz­nymi posta­ciami – przy­po­mnijmy sobie cho­ciażby Hatif­na­tów, prze­ra­ża­ją­cymi zda­rze­niami – na przy­kład ata­kiem mumin­ko­żer­nej rośliny, a także muzyką, aż nazbyt dobrze budu­jącą napię­cie. Zresztą trzeba przy­znać, że groza seria­lowej Buki jest nie­po­rów­ny­wal­nie więk­sza od tej książ­ko­wej. Ta druga to nie stra­szak rodem z hor­roru, lecz postać sym­bo­liczna – nawią­zu­jąca do śmierci, osa­mot­nie­nia, abso­lut­nej inno­ści, co wię­cej, oprócz lęku wzbu­dza­jąca rów­nież współ­czu­cie. To boha­terka, z którą da się nawią­zać poro­zu­mie­nie. Szkoda, że przez twór­ców serialu została potrak­to­wana w spo­sób tak jed­no­znaczny.

Serial wzbu­dził twór­czy fer­ment na róż­nych polach kul­tury, przede wszyst­kim kul­tury niż­szej. Zaini­cjo­wał liczne ama­tor­skie prze­róbki i paro­die, na czele oczy­wi­ście z wer­sjami Muminki 18+. Po nich nie jest już tajem­nicą, że Pasz­czak-bota­nik ma hodowlę mari­hu­any, a Mumi­nek two­rzy trój­kąt z Panną Migotką i Małą Mi lub, do wyboru, Panną Migotką i Włó­czy­ki­jem. Podobne tre­ści tra­fiają też na seria­lowe memy, nie­po­zba­wione inwen­cji w inter­pre­ta­cjach i cie­ka­wo­stek – dowiemy się z nich, że Włó­czy­kij to praw­do­po­dob­nie jedyny nie­pi­jący bez­domny na świe­cie, okrą­gły dom Mumin­ków jakimś cudem nie ma wcale wewnątrz okrą­głych ścian, a w pol­skiej wer­sji głosu Migot­kowi uży­czył Krzysz­tof Ibisz. Wśród fanów krążą nie­roz­wią­zane do dzi­siaj zagadki: jak nazy­wała się Mama Muminka, zanim uro­dziła Muminka, i dla­czego Muminki, które raczej stro­nią od peł­nego ubioru, do mor­skiej kąpieli zakła­dają kostiumy. Przez ostat­nie kilka lat mumin­kową gwiazdą stała się Mała Mi z inspi­ru­ją­cymi i rze­komo swo­imi tek­stami (w rze­czy­wi­sto­ści pocho­dze­nia dość nie­okre­ślo­nego), lan­su­ją­cymi ją jako wcie­le­nie wred­no­ści i nad wyraz roz­wi­nię­tej pew­no­ści sie­bie. „Mądro­ści” przy­pi­sy­wane sio­strze Mim­bli roz­po­wszech­niają koszulki, mate­ria­łowe torby i rzecz jasna – inter­ne­towe obrazki.

Serial o Mumin­kach zani­mo­wał rów­nież folk­lor dzie­cięcy i mło­dzie­żowy, co poskut­ko­wało powsta­niem rymo­wa­nek o Mumin­kach, zazwy­czaj o mocno nega­tyw­nej wymo­wie (czyżby to sub­li­ma­cja głę­boko zako­rze­nio­nego lęku przed Buką?...), np. prze­róbka seria­lowej pio­senki: „Muminki się cie­szą, że kogoś powie­szą” – zamiast „kogoś” można wsta­wić dowolny zaimek, Ryjka, brata czy Ankę. Napot­ka­łam kilka kre­atyw­nych roz­wi­nięć tego zda­nia, nie­spe­cjal­nie nada­ją­cych się do przy­to­cze­nia. Jest też zło­wro­gie „Muminki cię widzą, Muminki cię śle­dzą, Muminki cię znajdą, zabiją i zje­dzą”, a także nie­po­prawne poli­tycz­nie powie­dze­nie, eklek­tycz­nie anga­żu­jące pewną inną, kon­tro­wer­syjną postać ze świata bajek: „czary mary, Tinky-Winky, twoi sta­rzy to Muminki”.

I nawet moda na mumin­kowe gadżety, która swoje początki miała ponad 60 lat temu, rów­nież nie wyga­sła. Przy­kła­dem jest cho­ciażby stała od jakichś dwóch lat obec­ność ema­lio­wa­nych kub­ków z boha­te­rami Jans­son w empi­kach – cho­ciaż tutaj aku­rat naczy­nia zdo­bią kolo­ro­wane ory­gi­nalne ilu­stra­cje autorki.

Kiedy pytam zna­jome osoby (głów­nie uro­dzone na początku lat 90.), jakie są ich mumin­kowe doświad­cze­nia, oka­zuje się, że więk­szość zna trolle Jans­son tylko z serialu. Oprócz nostal­gicz­nych wspo­mnień o trau­ma­ty­zu­ją­cym oglą­da­niu dobra­nocki z kocem na gło­wie, dowia­duję się, że jedna kole­żanka była zako­chana we Włó­czy­kiju; rów­nież inni mówią z sza­cun­kiem o tym proto-hip­ste­rze, który był do bólu eko, zanim to było modne. Co poza tym? Wła­ści­wie nie­wiele. W świa­do­mo­ści wielu histo­rie o Mumin­kach spro­wa­dzają się do old­scho­olo­wej bajki dla małych dzieci z ele­men­tami hor­roru. Jako wiel­bi­cielce twór­czo­ści Tove Jans­son – ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem dzie­wię­ciu ksią­żek o Mumin­kach – trudno mi pogo­dzić się z tym, jak łatwo znany serial dopro­wa­dził do zatra­ce­nia się cha­rak­teru i prze­kazu książ­ko­wego pier­wo­wzoru.

CZAS NA REWIZJĘ
Przy­znaję, że japoń­sko-fiń­sko-holen­der­sko-fran­cu­ska pro­duk­cja w ogóle mi się nie podoba. To wer­sja zin­fan­ty­li­zo­wana, skie­ro­wana w zamy­śle chyba do bar­dzo mło­dych widzów (choć wobec tego zasta­na­wia to, z jaką lubo­ścią twórcy pod­krę­cali chwile grozy towa­rzy­szące każ­demu poja­wie­niu się pew­nej postaci). W miał­ko­ści seria­lo­wych dia­lo­gów trudno dosłu­chać się ubra­nej w nie­wiele słów, lecz głę­bo­kiej traf­no­ści, tak cha­rak­te­ry­stycz­nej dla słów boha­te­rów książ­ko­wych. Przede wszyst­kim jed­nak próżno szu­kać w ani­mo­wa­nych Mumin­kach tego, co naj­bar­dziej urzeka w książ­kach: spe­cy­ficz­nej, trud­nej do okre­śle­nia melan­cho­lij­nej aury, doj­mu­ją­cego odczu­cia nie­jed­no­znacz­no­ści i nie­uch­wyt­no­ści świata, filo­zo­ficz­nego zacię­cia, hołdu dla indy­wi­du­ali­zmu i samot­no­ści (tak!). Co jesz­cze? Mogła­bym wymie­nić całą listę: zbyt jaskrawe, cukier­kowe kolory, zbyt „japoń­ska” kre­ska, Mała Mi jakaś za duża, z Włó­czy­kija zro­biono nadę­tego zaro­zu­mialca, naiw­ność Muminka, skąd­inąd uro­cza w książ­kach, w serialu osiąga poziom kry­tyczny – podob­nie zresztą sprawy się mają z Panną Migotką.

Gdy pró­buję zwi­zu­ali­zo­wać sobie moje dwie ulu­bione czę­ści serii Jans­son, Tatu­sia Muminka i morze oraz Dolinę Mumin­ków w listo­pa­dzie, widzę zga­szone, zsza­rzałe barwy, surową oszczęd­ność rysunku, małe postaci na tle roz­le­głego pej­zażu, sta­tycz­ność, dużo ciszy, prze­ry­wa­nej hukiem wzbu­rzo­nego morza i krzy­kiem jaskó­łek lub wypeł­nio­nej jed­no­staj­nym szu­mem desz­czu. Wła­ści­wie – prze­ci­wień­stwo tego, co w serialu. Patrząc na to, jak zepsuto Tatu­sia Muminka i morze (odcinki 25 i 26), wyci­na­jąc z fabuły naj­bar­dziej inte­re­su­jące frag­menty, za to wpro­wa­dza­jąc nowe, zmie­nia­jące sens tej opo­wie­ści, czuję ulgę, że twórcy serialu nie pod­jęli się ekra­ni­za­cji ostat­niej, naj­bar­dziej doj­rza­łej czę­ści cyklu.

ILUSTRACJA_GLOWNA_MUMINKI_Anna_Lazowska.jpg

Nie­stety, wła­śnie od doj­rza­ło­ści serial ucieka, wygła­dza­jąc i cen­zu­ru­jąc świat stwo­rzony przez Jans­son. W nim boha­te­ro­wie nie zawsze „cie­szą się rado­ścią i życiem”, jak mówi seria­lowa pio­senka – bo zda­rza się im prze­ży­wać kry­zysy lub popa­dać w dość roz­bu­chane neu­ro­tyczne stany i nie­ko­niecz­nie „wszystko jest dobre i jasne jak błysk”. Kto wciąż wątpi, niech prze­czyta cho­ciażby O Fili­fionce, która wie­rzyła w kata­strofy lub Tajem­nicę Hatif­na­tów – krót­kie histo­rie z Opo­wia­dań w Doli­nie Mumin­ków.

Obec­nie ape­tyt na ani­mo­wane Muminki wcale nie słab­nie, wręcz prze­ciw­nie. Ten­den­cja ta wpi­suje się w trwa­jący od kilku lat rene­sans twór­czo­ści Tove Jans­son. Postać autorki została ponie­kąd odkryta na nowo dzięki gło­śnej bio­gra­fii autor­stwa Boel Westin, u nas wyda­nej w 2012 roku pod tytu­łem Tove Jans­son. Mama Mumin­ków. W Pol­sce wzno­wiono nie tylko serię ksią­żek o Mumin­kach (w 2014 roku nakła­dem Naszej Księ­garni – z oka­zji set­nej rocz­nicy uro­dzin Jans­son), ale też twór­czość autorki prze­zna­czoną dla doro­słych. Z innych, ogól­no­świa­to­wych wyda­rzeń trzeba wspo­mnieć o nie­daw­nej lon­dyń­skiej inte­rak­tyw­nej wysta­wie Adven­tu­res in Moomin­land, która mię­dzy innymi odtwa­rzała cha­rak­te­ry­styczne miej­sca ze świata wykre­owa­nego przez Jans­son, oraz o budo­wie kolej­nego „mumin­ko­landu” w Japo­nii.

Wzno­wień docze­kały się rów­nież fil­mowe trolle. Fino­wie zajęli się reno­wa­cją naj­po­pu­lar­niej­szego serialu – w lutym tego roku w Fin­lan­dii uka­zało się ponad 20 odcin­ków w jako­ści HD. Na koniec grud­nia zapo­wie­dziana jest nowa peł­no­me­tra­żówka oparta na pol­skiej serii stu­dia Se-ma-for, Gwiazdka Mumin­ków. Wszystko to jed­nak, można powie­dzieć, nic nowego. Na szczę­ście jest rów­nież dobra wia­do­mość dla tych, któ­rzy – tak jak i ja – chęt­nie zoba­czy­liby cał­kiem nową odsłonę ani­mo­wa­nych Mumin­ków, zarówno pod wzglę­dem tech­niki, jak i podej­ścia do adap­ta­cji ory­gi­nału. Fiń­skie stu­dio Gutsy Ani­ma­tions pra­cuje nad seria­lem, który ma wier­nie odzwier­cie­dlać książki Jans­son, a co za tym idzie, nie być wyłącz­nie bajką dla dzieci. Pierw­sze udo­stęp­nione przez twór­ców gra­fiki wyglą­dają naprawdę obie­cu­jąco – nie wiem, czy spra­wia to cał­kiem inna tech­nika niż te, które dotąd wyko­rzy­sty­wano w ani­ma­cjach o Mumin­kach, czy baśniowe kolory, zdo­mi­no­wane przez spe­cy­ficzną grę świa­tła. Mam wielką nadzieję, że nowy serial nie zawie­dzie i że jest na co cze­kać – trolle w nowym wyda­niu mają zawi­tać na ekrany (tym razem praw­do­po­dob­nie kom­pu­te­rów) wio­sną 2019 roku.musująca tabletka.png

kreska.jpg

ALEKSANDRA JAREMKO
Stu­dentka na Wydziale Polo­ni­styki UJ. Inte­re­suje się róż­nymi spra­wami (od lite­ra­tury dzie­cię­cej po reli­gio­znaw­stwo), fanka twór­czo­ści Nabo­kova i Bor­gesa, miło­śniczka zwie­rząt

ANNA ŁAZOWSKA
Absol­wentka kie­runku Gra­fika Warsz­ta­towa na ASP w Łodzi. Na co dzień zaj­muje się ilu­stra­cją i pro­jek­to­wa­niem gra­ficz­nym, w wol­nym cza­sie two­rzy smutne kolaże. Wiecz­nie poszu­kuje wła­snego, cha­rak­te­ry­stycz­nego stylu, ale wciąż nie może się zde­cy­do­wać na jeden. Inte­re­suje ją zwią­zek czło­wieka z naturą i ludzka psy­chika – jej naj­ciem­niej­sze zaka­marki, nie­do­sko­na­ło­ści, sprzecz­no­ści i walka z samym sobą. Marzy o napi­sa­niu i zilu­stro­wa­niu wła­snej książki.


Ta strona korzysta z plików cookie.