
HOOAH: KAROL TRZASZCZKA, JACEK ZWARA, MACIEJ SZACOŃ,
BARTOSZ PRZECH, KAMIL OGÓREK | BARBARA WIEWIOROWSKA![]()
„Niektórzy interesują się sztuką, nowoczesnymi gadżetami czy też mają najwymyślniejsze inne fetysze. Nas podnieca błoto, pot, wysiłek, ból w mięśniach i walka z własną psychiką”.
START
Prowodyrem idei Hooah, czyli facetów w legginsach, był Jacek Zwara. Na początku 2014 roku podsunął nam pomysł startu w pierwszym Runmageddonie na warszawskim Służewcu. Jest to tzw. obstacle race, czyli bieg z przeszkodami – na przygotowanym specjalnie torze trzeba pokonać kilkumetrowe ściany, biegać ze sporym obciążeniem na rękach czy też taplać się po pas w wodzie. Na odzew nie trzeba było długo czekać – sprawnie zebraliśmy grupę dziesięciu śmiałków. Grupa jednak potrzebowała nazwy. Po wielu propozycjach (żeby wymienić tylko Krew Boga i Pożoga oraz Mów mi Krystian) padło na waleczne HOOAH!.
Ten okrzyk amerykańskich jednostek wojskowych, oznaczający „wszystko inne niż nie”, działa tak motywująco, że grupa utworzona doraźnie na potrzeby jednego biegu, biega do tej pory. Chęć kolejnych występów umacnia w nas nie tylko zamiłowanie do sportu, ale i do zabawy. W końcu to przez żart jesteśmy teraz głównie kojarzeni.

LEGGINSY
Przed pierwszym Runmaggedonem opracowaliśmy projekt koszulek, ale przeglądając zdjęcia z zagranicznego Tough Guy, naszą uwagę przyciągnęły kolorowe legginsy! TAK, MUSIMY TO ZROBIĆ! Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie mamy szans na wygraną, więc chcieliśmy zrobić coś, z czego można by się pośmiać przy piwie po biegu.
Maciej Szacoń: „Ekipa podchodzi równie poważnie do tego wszystkiego i ma jednocześnie ogromny dystans do siebie. Po naszym pierwszym drużynowym biegu na Służewcu zwróciliśmy uwagę wielu osób. Były osoby którym zdarzyło się z nas lekko zadrwić lub zaśmiać, ale ważne, że my wiedzieliśmy, po co tam pojechaliśmy. Miało być kolorowo i było! Nigdy nie zapomnimy tego uczucia, tej adrenaliny, kiedy stanęliśmy na linii startu!”.
Od tamtego czasu nasze podejście zmieniło się diametralnie – teraz każdy traktuje bieganie poważnie i staramy się o jak najwyższe lokaty w każdym wydarzeniu, ale i tak nie zrezygnowaliśmy z legginsów. Choć początki bywały uciążliwe. Na pierwszym Runmageddonie pojawił się swego rodzaju problem techniczny – okazało się, że „uniwersalny” rozmiar legginsów nie uwzględnia naszych wymiarów. Efekt był szalenie zabawny, gdyż na pierwszym kilometrze nasze uniformy dorobiły się pokaźnych rozmiarów dodatkowego systemu wentylacyjnego w okolicach krocza. Ponadto przez całą trasę zmuszeni byliśmy podciągać zjeżdżające spodnie, co niejednokrotnie sprowadzało się do biegu z legginsami w rękach. Tak charakterystyka imprez, jak również dobór raczej niskobudżetowych legginsów, sprawiały, że nasz ubiór był praktycznie jednorazowego użytku. Z czasem na szczęście udało nam się znaleźć odpowiedniejsze rozmiary i mocniejsze szwy. My też stopniowo się wzmacnialiśmy.

BIEG Z PRZESZKODAMI
Nie mając doświadczenia w biegach typu Mud Race, wyszukiwaliśmy wszystko, co było w naszym zasięgu, przez co czasami spotykały nas rozczarowania – niektóre starty nie były tak atrakcyjne jak sądziliśmy, że będą. Przykładowo L’Oreal Men Expert Survival Race poraził nas wręcz niedopracowaniem i nudą w porównaniu z wysoko postawioną poprzeczką przez chłopaków z Runmageddonu. Przekłamane czasy końcowe, brak faktycznych przeszkód, a na tych nielicznych kolejki – zraziło nas to na dobre do tego biegu. Zdecydowana większość wyścigów była jednak ogromnym wyzwaniem i radością dla całej drużyny.
Karol Trzaszczka: „Jednym z najfajniej wspominanych przeze mnie, a pewnie i przez pozostałych wojowników, biegów był Bałtowski Hunt Run. Zachwycił nas pod względem temperatury, klimatu Gór Świętokrzyskich, ukształtowania terenu, ale także śniętych ryb, pijawek, zaskrońców i innych pełzających po bagnistych terenach bydlaków... To wszystko przełożyło się na naprawdę wyjątkową atmosferę biegu. Nie zraziło mnie nawet zagubienie się na trasie przez zerwanie części oznaczeń przez innych zawodników. Bywa! Ważne, by w następnym roku pokazać tam, na co nas stać. W 200%!”
Warunki i konkurencja są czasami naprawdę ekstremalne. Ostatni Runmageddon Hardcore pokazał, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Bieg ten był wyzwaniem nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym.
Mateusz Gordziej: „Kiedy na 9 kilometrze zobaczyłem, że trzeba zamoczyć jaja, pomyślałem tylko: >>no way!<< i zrezygnowałem”.
Karol Trzaszczka: „Do 20 listopada zmagałem się z poważną kontuzją więzadła rzepkowego. Byłem pełen obaw przed startem – bałem się o kolano w czasie biegu, ale i po nim. Okazało się jednak, że to nie kolano, a moje palce najbardziej na tym ucierpiały. Nadal czuję mrowienie po odmrożeniach, których się nabawiłem w trakcie biegu”.
Przeszywający wiatr i minusowa temperatura pokazały, jak silni potrafią być nasi wojownicy i ile potrafimy wytrzymać, gdy adrenalina pompuje w nas energię.
Kiedy na 9 kilometrze zobaczyłem, że trzeba zamoczyć jaja, pomyślałem tylko: „no way!” i zrezygnowałem
Wiktor Wickland: „Kiedy ponad stukilogramowy kark z ekipy futbolistów wziął mnie za łachy i cisnął o zmarznięta glebę, wyciskając z moich płuc resztki powietrza, wiedziałem, że lekko nie będzie”.
Wiktor zajął jednak 19. miejsce, 12. – Jacek Zawara, nasz najszybszy biegacz. Ogromnym sukcesem jest 4. miejsce w klasyfikacji drużynowej. Mamy nadzieję, że organizatorzy Runmageddonu w następnym sezonie zadbają o kolejne utrudnienia. Najtrudniejszy bieg w Europie? Półmaraton? Maraton? Zobaczymy!
Startowaliśmy również w różnych biegach ulicznych typu: Dycha Do Maratonu, Biegi Niepodległości, Półmaraton Cracovia Bieg Królewski, Bieg Trzech Kopców, Bieg Parchatki i wiele innych. Zawsze można było spotkać przynajmniej 1-2 mężów Hooah – za każdym razem odzianych w legginsy i naszą drużynową koszulkę. Dzięki temu staliśmy się nieco rozpoznawalni, tworząc pełnoprawną grupę biegających „celebrytów”. Niektórzy poznawali nas jeszcze przed startami i pytali się, w jakich kolorach biegniemy tym czy następnym razem.

META?
Jacek Zwara: „Niektórzy interesują się sztuką, nowoczesnymi gadżetami czy też mają najwymyślniejsze inne fetysze. Nas podnieca błoto, pot, wysiłek, ból w mięśniach i walka z własną psychiką. Kiedy biegnę n-ty kilometr – przepełniony duchem walki, nabuzowany testosteronem – czuję, że żyję. Każde wzniesienie czy rzeka do przepłynięcia dają mi poczucie wolności. Odnajduję w tym siebie, pewien spokój trudny do opisania i czucie własnego ciała. Gdy mięśnie odmawiają posłuszeństwa, ciało chce odpocząć, brak mi tchu w płucach, a na ciele czuć tylko gęsią skórkę i chłód, to wiem, że mogę spokojnie i pogodnie przeżyć dzień, gdyż już jest udany.”
Karol Trzaszczka: „Bieg w czołówce razem z Jackiem, który motywuje mnie do morderczych treningów, będzie nie tylko moim wewnętrznym zwycięstwem, ale i pewnym pokazem tego, że od początku, kiedy większość z nas nie miała styczności z biegami startowymi, rozwinęliśmy się i chcemy dalej pokonywać własne ograniczenia. To już jest pewnego rodzaju uzależnienie, bardzo pozytywne uzależnienie”.
Wszyscy jesteśmy sportowymi wariatami. Potrafimy śmiać się z samych siebie. Razem podejmujemy kolejne wyzwania, zaczęliśmy np. wspólne sesje morsowania. Robimy to, co nakręca w nas spiralę doznań, zastrzyki adrenaliny i endorfin. Stawiamy sobie przeszkody do pokonania i cele do wykonania. Tworzymy nie tylko drużynę sportową, ale wręcz rodzinę, bardzo pokręconą, ale jednak rodzinę! Z naszym nastawieniem będzie coraz silniejsza, coraz waleczniejsza. Już szykujemy WIELKĄ OFENSYWĘ na następny sezon! HOOAH!![]()

![]()
HOOAH
Jest grupą biegowych zapaleńców specjalizująca się w biegach typu obstacle race. Jesteśmy indywidualistami, których łączy jeden cel – przeżyć!
BARBARA WIEWIOROWSKA
Po zrobieniu licencjatu z filmoznawstwa na poznańskim UAM-ie z rozpędu kontynuuje ten kierunek. Kiedy dorośnie,
chciałaby zająć się rysowaniem komiksów i ilustracji do książek.