
NUMER 12 (3) MAJ 2015 | "SPOŁEM"
JAKUB KUSY | MAŁGORZATA RYBKA![]()
Widmo krąży nad Polską. Widmo neo-spółdzielczości.
Z czym kojarzy się spółdzielnia? Z niewidocznym zza kłębów dusząco-gryzącego dymu z popularesów, tudzież innych klubowych, szarym jak papier pakowy inżynierem? Z nieuprzejmą sklepową społemowskiego supersamu? Ciemną materią SKOK-ów? Pudło. Obraz współczesnych spółdzielni zmienił się nie do poznania. Znikły konotacje z przaśną wytwórczością, wszystko kręci się wokół zdrowego stylu życia, ekologii, a przede wszystkim rzadko obecnej w zabieganym i skupionym na sobie mieście potrzeby współuczestniczenia.
Dzisiejsze kooperatywy są pewną emanacją rozlicznych ruchów miejskich. Ich rozwój jest naturalną reakcją na bolesne przypadłości ponowoczesnego świata, w którym więzi między ludźmi są płytkie, mechaniczne i nietrwałe. Neo-spółdzielnie powstają spontanicznie, są czymś, co francuski socjolog Michel Maffesoli określa mianem neo-plemion – wspólnot opartych na współdzielonych pasjach czy zainteresowaniach. Relacje między członkami neo-plemienia nie muszą być głębokie. Liczą się przede wszystkim podobne doświadczanie świata, dobra zabawa i możliwość spędzania razem wolnego czasu.
O tym, czym są dzisiejsze spółdzielnie, jak działają i czy planują wywrócić kapitalizm do góry nogami, opowiada Paulinę Firak z Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej:
Pomysł pojawił się dość spontanicznie. Jędrzej Cyganik (jeden z założycieli) przeczytał w tygodniku opinii artykuł o koopach spożywczych. Od razu zaczął działać. Pierwszym zamówieniem, które sam przywiózł do Krakowa, były czereśnie z pobliskiego gospodarstwa. Poszła wiadomość na FB, ludzie spontanicznie przychodzili, kupowali owoce i rozmawiali o założeniu własnej kooperatywy. Dla nich wszystkich ważna była lokalna, „sprawiedliwa” żywność, której jakość mogą sprawdzić, ale również wsparcie pracy lokalnych wytwórców i rolników.
Technika życia spółdzielni i drobne, dawane przez nią korzyści, są rzeczami wielkiego znaczenia.
Stanisław Thugutt
Pomimo ponowoczesnego charakteru dzisiejszych koopów, neo-spółdzielcy nie odżegnują się od tradycyjnie rozumianej spółdzielczości, czerpią z dorobku guru polskich kooperatystów – Edwarda Abramowskiego, teoretyka i praktyka, ojca polskiego ruchu spółdzielczego przełomu XIX i XX wieku, w którym widział nie tylko narzędzie do zaspokajania doraźnych potrzeb, ale także fundament pod budowę nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego.
PF:
Wawelska, podobnie jak większość kooperatyw, odwołuje się do ruchu spółdzielców spod znaku Abramowskiego. Jednak obecna spółdzielczość musi odpowiadać na współczesne wyzwania. Tym kolejnym wyzwaniem jest globalny rynek dystrybucji i produkcji żywności, dla którego staramy się tworzyć ważną alternatywę. Lokalnie, wspólnie, świadomie – to 3 hasła, które dobrze opisują, jak działamy, i które odzwierciedlają idee spółdzielców. Poza tym ze spółdzielcami łączy nas tworzenie społeczności, dążącej do tego, by zaspokajać i zabezpieczać potrzeby swoich członków, by dochodzić do tego wspólną pracą. W kontekście żywności, od której wychodzą działania naszej kooperatywy, jesteśmy w stanie zaspokajać te potrzeby. Chodzi też o tworzenie społeczności, która jest sobie życzliwa, której funkcjonowanie oparte jest o to, co wspólne, o zaufanie i jeszcze raz – o wspólną pracę.

W funkcjonowaniu koopów wyraźnym echem odbija się także dawny, pepeesowski pozytywizm, kładący nacisk na sprawiedliwość, a co za tym idzie – troskę i odpowiedzialność za ofiary łupieżczego korpokapitalizmu, ingerującego w każdą sferę naszego życia.Skoro system wcisnął nas w drelich „robotników umysłowych”, skoro nie mamy wpływu na to, kto i gdzie szyje nasze ubrania, miejmy przynajmniej wpływ na to, skąd pochodzi nasze jedzenie oraz na to, ile i komu za nie płacimy. Zatroszczmy się przy tym o środowisko, sprawiając, że świat będzie trochę znośniejszy.
PF:
To oczywiste, że uwikłani w system kapitalistyczny, który staje się niewydolny, wręcz złowrogi, wyniszczający, szukamy innych dróg. Powstawanie kolejnych kooperatyw czy innych inicjatyw związanych z ekonomią społeczną jest właśnie poszukiwaniem takiej drogi. Tu najbardziej widać to przełożenie – jest głód zmiany, a dla wielu osób wspólnym mianownikiem jest wyjście poza system kapitalistyczny, który je bezpośrednio uwiera na wielu poziomach (nawet jeśli wszyscy wprost tego nie werbalizują, określając swoją postawę jako antykapitalistyczną). Skoro upominamy się o sprawiedliwość czy odpowiedzialność, oznacza to, że ich nie ma lub zostały mocno zdewaluowane. I to da się odczuć na podstawowym poziomie każdego dnia.
Sposób produkcji masowej żywności z wszystkimi jego negatywnymi konsekwencjami obrazuje, jak chory może być system kapitalistyczny w takiej formie, pod jaką znamy go dziś. Żywność stała się polityczna, bo kupowanie stało się głosowaniem – wspieraniem systemu lub sprzeciwem wobec niego. I to codziennym głosowaniem, którego wagę jeszcze mało sobie uświadamiamy.
Pomimo upływu bez mała 170 lat marksistowski konflikt nie stracił na sile. Zmieniają się tylko jego oblicza. Dalej napędzany jest przez chciwość i nieodpowiedzialność. Kooperatywizm jest zatem niczym innym jak rewolwerem przyłożonym do skroni spasionego Kapitału.
PF:
Kooperatywa jest zmianą, rewolucją, działaniem, które lokalnie (a być może kiedyś globalnie) wpływa (i wpłynie) na kształt i jakość rynku żywności, więzi społecznych, lokalnego systemu ekonomicznego, mogącego opierać się bardziej o ekonomię współpracy. To w pewnym sensie upominanie się o elementarną sprawiedliwość i odpowiedzialność: za ludzi, za naturę, za warunki, jakie tworzymy sobie do życia i pracy, za relacje w społecznościach.
Nie ma trwałego kompromisu między kooperatyzmem a kapitalizmem, jest tylko walka o byt.
Stanisław Thugutt
Oferta nowych spółdzielni, choć pozytywnie naładowana ideologicznie, nie jest infantylna, nie razi naiwnością młodzieńczej gorączki wywołanej heglowskim ukąszeniem. Ich twórcy zaskakują pragmatyzmem, dobrą organizacją i świetnym piarem, jak również par excellence klasową świadomością. Co prawda nowokooperatyści nie wzniecą globalnej czerwonej pożogi, jednak dzięki nim zmiana na poziomie lokalnym może być odczuwalna już dziś.![]()
![]()
JAKUB KUSY
Formalnie socjolog, z zamiłowania antropolog miasta, w wolnych chwilach dziennikarz.
MAŁGORZATA RYBKA
Absolwentka min ASP we Wrocławiu. Ilustratorka cierpiąca na brak skupienia na jednej rzeczy, fanka Terrego Pratchetta, kawy i ciastek z kremem.