DO GÓRY

 

fuss_witkacy_malek_cover.jpg

NUMER 18 (3) CZERWIEC 2016 | "HERA, KOKA, HASZ..."


"PALIĆ CZY... NIE PALIĆ?!"

BARBARA RUDZIŃSKA | DAWID MALEK

Zapa­li­łam, wypa­li­łam, mogę pisać. Cze­ka­łam na moment, chwilę cho­ciaż wol­nego, kiedy będę mogła spo­koj­nie zaszyć się z książką. Tę książką, Wit­ka­cego, Niko­tyną, Alko­ho­lem, Koka­iną…. Wit­kacy mnie zasko­czył, nikogo chyba nie powinno to dzi­wić, ale! Zasko­czył, bo sądzi­łam, że z bło­go­ścią popłynę w opo­wie­ści o wszyst­kich mniej lub bar­dziej tajem­ni­czych sub­stan­cjach zako­do­wa­nych w jego dzie­łach. Nie popły­nę­łam, utknę­łam i omal się nie udu­si­łam.

Jestem tym przy­pad­kiem, który ni­gdy nie doświad­czył na swo­jej skó­rze, w noz­drzach, gar­dle ani żyłach sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych. Co wię­cej, w ogóle mnie do tego nie cią­gnie. Ze spo­ko­jem zno­szę zdzi­wie­nie osób, które aku­rat usły­szą, że tak jest i raczej to się nie zmieni. Nie ruszają mnie stwier­dze­nia „ni­gdy nie mów ni­gdy” czy „może byś wylu­zo­wała”. Może, nie wiem, nie chcę spraw­dzać. Pierw­szy nar­ko­tyk, któ­rym zajął się Wit­kacy, nie­stety jed­nak mnie doty­czy. Niko­tyna. Cza­sem z nią wal­czę. Czę­ściej jed­nak sły­szę w gło­wie głos Chan­dlera Binga, który bro­niąc się przed argu­men­tami swo­ich przy­ja­ciół, rzuca z peł­nym prze­ko­na­niem i nie­skry­waną satys­fak­cją: „Tak naprawdę pale­nie jest super i dobrze o tym wie­cie”. OK, wola­ła­bym być zdrow­sza. Wola­ła­bym mniej dys­zeć na scho­dach (cho­ciaż to aku­rat na pewno kwe­stia sta­ro­ści i ogól­nie nędz­nej kon­dy­cji czło­wieka przy­ku­tego do kom­pu­tera). Wola­ła­bym wydać prze­pa­laną kasę na kiecki, kino, waka­cje, cokol­wiek – fakt! Ale anty­ni­ko­ty­nowa kru­cjata, hejt wręcz, w wyko­na­niu Sta­ni­sława Igna­cego Wit­kie­wicza mnie nie prze­ko­nuje.

Przy­znaje, że pisał ten roz­dział, a przy­naj­mniej jego część w fazie cza­so­wego niepale­nia, więc po kilku krót­szych i dłuż­szych pró­bach rzu­ce­nia powin­nam zro­zu­mieć poziom jego poiry­to­wa­nia i fru­stra­cji. Jed­nak nie rozu­miem. Po kolej­nej por­cji far­ma­zo­nów – zwłasz­cza tych szo­wi­ni­stycz­nych – prze­sta­łam nawet pró­bo­wać:

I ten rozum nisz­czyć sys­te­ma­tycz­nie [przez palenie, oczywiście – przyp. autora], otrzy­mu­jąc w zamian zsza­rzałą wizję świata, depre­sję psy­chiczną i ohydne zde­ner­wo­wa­nie, uda­jące praw­dziwą siłę i napię­cie! A wy, baby – o rozum może wam nie cho­dzi tyle co nam, ale o piękną skórę, tak. Otóż wasze zamsze, aksa­mity, brzo­skwi­nie i ala­ba­stry zmie­nia­cie na wyschnięte, brudne, pożół­kłe szmaty. Może to wresz­cie wam do rozumu prze­mówi, mimo że na ogół macie go mniej niż my.

Syczy i skwier­czy. Ten frag­ment to popi­sowa pre­zen­ta­cja sto­sunku autora do płci prze­ciw­nej, według niego próż­nej i głup­szej, ale także mała próbka mrocz­nej wizji tego, co papie­ros robi z czło­wie­kiem: zatraca w depre­syj­nych sza­ro­ściach, odbiera praw­dziwy sens życia wraz ze zdol­no­ściami twór­czymi i emo­cjo­nal­nymi.

fuss_witkacy_malek.jpgW tym momen­cie muszę wspo­mnieć fan­ta­styczną iro­nię wszech­świata. Wyobraź­cie sobie, że czy­ta­cie w Niko­ty­nie, Alko­holu, Koka­inie… o sza­ro­ści i bez­na­dziei, w którą wpę­dza­cie się z każdą prze­rwą na papie­rosa, każ­dym papie­rosem do każ­dego piwa, każ­dym buchem, czy jeśli to konieczne – każ­dym dym­kiem. Prze­ry­wa­cie, bo, mimo szcze­rych chęci, macie dość albo po pro­stu musi­cie wyjść na bal­kon zapa­lić. Włą­cza­cie radio i sły­szy­cie niski głos Iggy­’ego Popa mówią­cego z ulgą: „Ciga­ret­tes and cof­fee, man, tha­t’s the com­bi­na­tion”, tuż po któ­rym wybrzmiewa słodki głos Justyny Święs. Choć tekst Nie słu­cham nie był naj­ra­do­śniej­szy, w tym momen­cie uśmiech sam wepchnąłby się na usta każ­demu pala­czowi. Przy­dy­mione wspo­mnie­nie nar­ko­tycz­nego filmu Jima Jar­mu­scha (2003)o bez­błęd­nej i peł­nej nie­podwa­żal­nego uroku kom­bi­na­cji kawy i papie­rosów, zatrzy­mu­ją­cej na moment posta­cie owład­nięte opa­rami tytu­ło­wych uży­wek, uświa­da­mia, że trzeba być orto­dok­syj­nym i wojow­ni­czym wro­giem niko­tyny, żeby choć przez chwilę nie odpły­nąć z tymi boha­te­rami.

Może za długo już palę, ale wydaje mi się, że zawsze czu­łam dreszcz zachwytu, patrząc na sceny fil­mów, szcze­gól­nie tych star­szych, naj­le­piej czarno-bia­łych, w któ­rych boha­te­ro­wie i boha­terki palą. Część z namasz­cze­niem i nie­podwa­żalną klasą, część nie­po­zor­nie, jakby odpa­la­nie i trzy­ma­nie w kąciku ust kolej­nego papie­rosa było czymś tak natu­ral­nym jak mru­gnię­cie powieki. Niez­drowy, nie-fit, nie-eco, dege­ne­ru­jący wręcz, ale o ile uboż­szy byłby wize­ru­nek hol­ly­wo­odz­kiej czy nowo­fa­lo­wej gwiazdy bez otę­pia­ją­cego i nisz­czą­cego (pew­nie to naj­ła­god­niej­sze epi­tety jakich użyłby Wit­kie­wicz) niko­ty­no­wego atry­butu. To, że Holly Gol­li­gh­tly (Audrey Hep­burn) ze Śnia­da­nia u Tif­fa­ny­’ego (Blake Edwards, 1961) poza wiel­kimi czar­nymi oku­la­rami prze­ciw­sło­necz­nymi, per­łami, kokiem i czarną suk­nią po pro­stu musiała mieć w ręku papie­rosa zatknię­tego w dłu­giej, ele­ganc­kiej lufce, wydaje się oczy­wi­ste. Poza tym, że zwięk­szał jej urok o kolejne 100%, papie­ros dookre­ślał jej postać i nic innego nie mogłoby go zastą­pić. Clark Gable bez cygara w Prze­mi­nęło z wia­trem (Vic­tor Fle­ming, 1939)? Hum­ph­rey Bogart bez papie­rosa w Casa­blance (Michael Cur­tiz, 1942) – czy w każ­dym innym fil­mie? Nawet prze­ciw­nicy pale­nia muszą przy­znać, że ci akto­rzy i ich postaci bez papie­rosa nie byłyby tymi samymi. Wit­kacy powie­działby zapewne, że Bogart czy Gable byli ruiną tego, któ­rymi mogliby być, gdyby nie palili. Koniec koń­ców, wie­dząc, jaka cho­roba ode­brała kinu legen­dar­nego Bogie­’ego, pod tym wzglę­dem miałby oczy­wi­ście rację. Auto­rowi Nadob­nisi i kocz­ko­da­nów znacz­nie wyraź­niej cho­dzi jed­nak o ruinę psy­chiczną i umy­słową niż tę orga­niczną. Aktor akto­rem, gwiazda gwiazdą – według nie­któ­rych nie muszą być naj­ja­śniej­szymi inte­lek­tami pod słoń­cem, ale Tol­kien, Chur­chill, Roose­velt, Gom­bro­wicz i tłumy innych słyn­nych pala­czy? Jeśli ich rozumy były ogra­ni­czone przez dawkę wch­ło­nię­tej niko­tyny, to może dobrze, że palili. Dobrze dla naszych kom­plek­sów, nie­do­sko­na­ło­ści i samo­oceny.

„Nar­ko­tyki potę­gują kom­po­nentę schi­zo­idalną”. Nie prze­czę – jak jest źle, papie­ros bywa nie­zbędny. Ale BYWA nie­zbędny także wtedy, kiedy jest wyjąt­kowo dobrze albo wyjąt­kowo nor­mal­nie. Sądząc po wła­snych i cudzych odczu­ciach, wspo­mi­na­jąc papie­rosy mani­fe­sta­cyj­nie trzy­mane w ustach woju­ją­cych o wła­sne wyzwo­le­nie kobiet, przy­wo­łu­jąc obraz Jean-Paula Bel­mondo palą­cego sza­leń­czo i do utraty tchu, myślę, że zapa­lony papie­ros może two­rzyć ilu­zję chwi­lo­wej wol­no­ści, odle­głej od zapię­tej po ostatni guzik i napię­tej codzien­no­ści. Szcze­rze wąt­pię jed­nak, aby każdy kolejny pet zbli­żał mnie do gwał­tow­nych zmian czy roz­sz­cze­pie­nia oso­bo­wo­ści. Do raka i innych strasz­nych rze­czy pew­nie nie­stety tak, ale jeśli oso­bo­wość schi­zo­idalna ozna­cza ten­den­cje do izo­lo­wa­nia się, wyco­fy­wa­nia z kon­tak­tów emo­cjo­nal­nych i spo­łecz­nych, to do niej aku­rat papie­ros mnie nie zapro­wa­dzi. Nie tylko mnie zresztą, całą chmarę zna­jo­mych, któ­rzy na hasło „Ktoś idzie na papie­rosa?” pospo­li­cie ruszają w stronę wyj­ścia, bal­konu czy innej prze­strzeni nie­na­ra­ża­ją­cej nikogo na bierne uczest­nic­two w nałogu.

Ele­ment socja­li­zu­jący, drugi po alko­holu, tym jest papie­ros i cza­sem nawet przy­znaje to tym­cza­sowo nie­pa­lący autor Niko­tyny, alko­holu, koka­iny…Nie­my­tych dusz, zebra­nych ostat­nio w jed­nym tomie przez Pań­stwowy Insty­tut Wydaw­ni­czy. Wydawca lojal­nie uprze­dza mnie i każ­dego poten­cjal­nego czy­tel­nika, że część druga wcale nie będzie lekka i przy­jemna, bo w niej rów­nież Wit­kacy chce zba­wić świat. Oczy­wi­ście takie stwier­dze­nia nie pada wprost, ale już we wstę­pie do Niko­tyny… nie powstrzy­mał się i odkrył karty, że chce w nie­znaczny choćby spo­sób przy­czy­nić się do walki „z tymi naj­strasz­niej­szymi, poza wojną, nędzą i cho­robami, wro­gami ludz­ko­ści”. Gdzie wojna, bieda i zaraza, a gdzie używki?! Są pod­lej­sze zja­wi­ska na tym świe­cie, nad któ­rymi prze­szli­śmy do porządku dzien­nego, jest z czym wal­czyć i zawsze pew­nie będzie.

Wit­kie­wicz mnie nie ule­czył, przed chwilą znów byłam na bal­konie, aby poroz­my­ślać nad ist­nie­niem. Choć ow­szem, książkę skoń­czy­łam z dwu­dnio­wym bólem głowy i wtedy papie­ros nie sma­ko­wał mi naj­le­piej. Może na nie­któ­rych Niko­tyna, Alko­hol, Koka­ina, Pey­otl, Mor­fina, Eter + Appen­dix + Nie­myte dusze zadzia­łają oczysz­cza­jąco, może innych roz­ba­wią, niech i tak będzie! We mnie nie­stety obraz Wit­ka­cego z szy­frami na jego obra­zach nieco kłóci się z postu­la­tem powszech­nej, total­nej i abso­lut­nej pro­hi­bi­cji.musująca tabletka.png


NIKOTYNA, ALKOHOL, KOKAINA, PEYOTL, MORFINA, ETER + APPENDIX  + NIEMYTE DUSZE
Opracowała Anna Micińska
Państwowy Instytut Wydawniczy

kreska.jpg

BARBARA RUDZIŃSKA
Uza­leż­niona - od pracy, kina, kawy i nie­stety papie­ro­sów.

DAWID MALEK
Studiuje projektowanie graficzne na ASP w Katowicach. Zajmuje się głównie ilustracją prasową i książkową.

Ta strona korzysta z plików cookie.