DO GÓRY

 

neapol_fot_schubert 53_cover.jpg

NUMER 17 (8) KWIECIEŃ 2016 | "MAKE SOME NOISE"


SINFONIETTA NAPOLETANA

KLAUDYNA SCHUBERT
kreska.jpg


Neapol to mia­sto, które można kochać lub nie­na­wi­dzić. Które prze­raża lub wciąga. Są mia­sta, które wystar­czy odwie­dzić raz. I jest Neapol.

ALLEGRETTO
neapol_fot_schubert 31.jpgWycho­dzę z lot­ni­ska Aero­porto Natio­nali di Napoli w zwy­kły par­kin­gowy gwar, ruszam w stronę auto­busu do cen­trum, wsia­dam. Grupki tury­stów roz­ma­wiają ze sobą w róż­nych języ­kach. Jest zwy­czaj­nie, raczej cicho. Odle­głość z lot­ni­ska do cen­trum jest sto­sun­kowo nie­wielka i dość szybko „raczej cicho” zmie­nia się w spon­ta­niczne okrzyki zdzi­wie­nia lub zachwytu nie­śmiało budzą­cych się do życia tury­stów. „Zobacz, każde auto jest poobi­jane!” – sły­szę w rodzi­mym języku, a po chwili już sama pal­cem poka­zuję całej gru­pie, że wła­śnie mijamy kamie­nicę, w któ­rej zakupy wcią­gane są w pla­sti­ko­wym wia­derku na sznurku na ostat­nie pię­tro. Z każdą minutą sły­chać też coraz wię­cej klak­sonów, które staną się głów­nym dźwię­kiem Neapolu (ten, kto gło­śniej trąbi, prze­jeż­dża pierw­szy). Po chwili kie­rowca daje nam pokaz praw­dzi­wie wło­skiej jazdy, nie zwa­ża­jąc na walizy lecące na bok i gło­śne pro­te­sty tury­stów. Gaz, klak­son, hamu­lec. Gaz, klak­son, hamu­lec. Kilka powtó­rzeń i zatrzy­mu­jemy się na Piazza Gari­baldi przed Dwor­cem Głów­nym w Neapolu. I w tym momen­cie roz­po­czyna się chaos!

 

ANDANTE
Piazza Gari­baldi jest naj­bar­dziej róż­no­rod­nym etnicz­nie miej­scem w Neapolu. Ulice pełne są knaj­pek z szyl­dami w języku arab­skim czy chiń­skim, a przed każdą z nich stoi „nawo­ły­wacz”, który cały czas krzy­kiem zapra­sza do środka. Na każ­dym kroku mijamy kar­to­nowe sto­iska ciem­no­skó­rych sprze­daw­ców ulicz­nych z podrób­kami mar­ko­wych ubrań, cza­pek, oku­la­rów, tore­bek, bran­so­le­tek... Kawa­łek dalej otrzy­mu­jemy pro­po­zy­cję zakupu iPho­ne’a 6, który wygląda jakby wła­śnie 5 minut wcze­śniej zmie­nił wła­ści­ciela. War­cze­nie i syki sil­ni­ków odjeż­dża­ją­cych auto­bu­sów, ryk moto­rów i wszech­obecne klak­sony. Moc­niej chwy­tamy bagaże i ruszamy dalej, tra­fia­jąc na pierw­szą prze­szkodę – przej­ście dla pie­szych. Ulica jest zakor­ko­wana, zie­lone świa­tło dla pie­szych trwa jakieś 3 sekundy, czer­wone jest tylko suge­stią dla kie­row­ców. Dal­sza droga do naszego miesz­ka­nia powo­duje, że popa­dam w lek­kie prze­ra­że­nie – śmieci zale­gają na uli­cach, a nawet latają w powie­trzu. Sku­tery jeż­dżą bez więk­szego zain­te­re­so­wa­nia, kogo miną (lub nie) na dro­dze. Sze­roka ulica, którą do tej pory szły­śmy, zmie­nia się w małą, ciemną i krętą uliczkę. W gło­wie sły­szę: „Tylko nie wchodź­cie w te, które należą do mafii”.

neapol_fot_schubert 9.jpg

Przy­po­mi­nam sobie jed­nak, że prze­czy­ta­łam przed wyjaz­dem, że „Neapol się prze­żywa, a nie zwie­dza”, cho­wam więc mądry tele­fon z mapą mia­sta i zaczy­nam się roz­glą­dać. I już wiem, że to mia­sto mnie wcią­gnie. Ruszamy do Cen­tro Sto­rico. Roz­po­czyna się kil­ku­dniowy kon­cert.

 

Powoli z wiel­kiego hałasu i szumu zaczy­nam wyła­wiać poje­dyn­cze dźwięki. Sil­nik moto­rynki daje lekki pod­kład, przy­po­mi­na­jący brzę­cze­nie komara w środku nocy. Klak­son. Wszech­obecne krzyki to nic innego jak codzienna roz­mowa dwójki sąsia­dów. Gdzie jedna osoba stoi na ulicy, a druga drze się z samego szczytu wyso­kiej kamie­nicy. Klak­son. To rów­nież uliczni sprze­dawcy zachę­ca­jący do spró­bo­wa­nia serów, limon­cello lub kupna magnesu z papie­żem Fran­cisz­kiem. Klak­son. Nie­zno­śne dla ucha piski, które oka­zują się odgło­sem nie­na­oli­wio­nej korbki od prze­cią­ga­nego pra­nia. Klak­son. Sze­lest śli­skiego papieru, na któ­rym ser­wuje się tu pod­grzaną pizzę. Klak­son. Lokalne kawałki ryczące z radia docho­dzące przez lekko uchy­lone drzwi i okna. Nigdy nie wiesz, czy to mały skle­pik, czy kory­tarz pry­wat­nego miesz­ka­nia. Klak­son. Idę pod słońce, nawet w marcu już tak ostre, że jestem w sta­nie patrzeć tylko pod nogi. Na bruku dostrze­gam ele­ganc­kie, kla­syczne skó­rzane buty. Pod­no­szę głowę, dostrze­gam star­szego pana w płasz­czu i kape­lu­szu. Signore chowa się w bra­mie, by obser­wo­wać z boku tęt­niące życie ulicy. Nim schowa się cał­kiem w cie­niu, spoj­rze­niem w stronę obiek­tywu daje przy­zwo­le­nie na zro­bie­nie zdję­cia. Klak­son.

 neapol_fot_schubert 40.jpg


MODERATO
Zamy­kam za sobą wiel­kie drzwi, scho­dzę w dół, czuję szybko obni­ża­jącą się tem­pe­ra­turę i… ciszę. Przy­ciem­nione świa­tło i deli­katna wil­goć potę­gują atmos­ferę tajem­nicy. Kata­kumby San Gen­naro to chyba jedyne miej­sce w Neapolu, w któ­rym zamiera cały zgiełk. Te sta­ro­żytne pod­ziemne cmen­tarze to wie­lo­pię­trowy sys­tem kory­ta­rzy z niszami gro­bo­wymi, komo­rami lub kapli­cami. Mają posadzkę pokrytą spe­cjal­nym mate­ria­łem, który ma uła­twić zwie­dza­nie oso­bom poru­sza­ją­cym się na wózku inwa­lidz­kim. Efek­tem ubocz­nym tego zabiegu jest brak odgło­sów stu­ka­nia butów. Całość tych wra­żeń powo­duje, że nawet tury­ści mówią ze sobą tylko szep­tem.

neapol_fot_schubert 80.jpg  neapol_fot_schubert 76.jpg

Prze­strzeń w kata­kum­bach wydaje się być znacz­nie szer­sza niż nad zie­mią. Jej wiel­kość i odmien­ność pobu­dza wyobraź­nię. Zasta­na­wiam się, czy w II wieku, kiedy pierwsi chrze­ści­ja­nie gro­ma­dzili się tu pod zie­mią, też pano­wała taka cisza. A może już wtedy kształ­to­wał się tu tak cha­rak­te­ry­styczny spo­sób mówie­nia: zawsze podnie­siony głos z żywą gesty­ku­la­cją. Sąsie­dzi zamiast na ulicy spo­ty­kali się tu, pod zie­mią, poza murami mia­sta, by wspo­mi­nać swo­ich zmar­łych bli­skich; może gło­śno wyra­żali swój zachwyt fre­skami i nama­lo­wa­nymi stro­jami, które ozda­biały – wyjąt­kowe w tym regio­nie – wmu­ro­wane w ściany spe­cjal­nie spre­pa­ro­wane szkie­lety zamoż­nych miesz­kań­ców; może to tutaj przy­cho­dzili neapo­li­tań­czycy po hucz­nych aga­pach, by wychy­lić kie­lich wina za duszę bli­skiego. W uszach jed­nak dzwoni cisza. Dziś w kata­kum­bach nie ma już nic poza kamien­nymi wnę­kami. Kości cho­wa­nych tu miesz­kań­ców Neapolu zostały prze­nie­sione na cmen­tarz Fon­ta­nelle.

 

neapol_fot_schubert 88.jpg

 ANDANTE CON MOTTO
Wyj­ście z kata­kumb pro­wa­dzi przez bazy­likę San Gen­naro Extra Moenia. Na podwórku mię­dzy pal­mami a rzeźbą Matki Boskiej prze­raź­li­wymi miauk­nię­ciami zacze­pia mnie tłu­sty, zie­lo­no­oki kot. Jego wrza­ski niosą się echem niczym w studni. Leni­wie rusza w stronę mia­sta, więc ruszam za nim. Po chwili tra­fiamy do cał­ko­wi­cie lokal­nej, nie­tu­ry­stycz­nej dziel­nicy. Robię kilka kro­ków i zacze­pia mnie star­szy pan, który każe mi scho­wać apa­rat. Zasta­na­wiam się, czy to jest to miej­sce, gdzie usły­szę "You shoot me, then I shoot you”. Na wszelki wypa­dek wkła­dam go do ple­caka. Pan uśmie­cha się do mnie i zaczyna mi coś opo­wia­dać po wło­sku. Nie rozu­miem ani słowa, więc tylko delek­tuję się melo­dyj­nym języ­kiem i z wiel­kim uśmie­chem dzię­kuję za ostrze­że­nie przed kra­dzieżą.


Dziel­nica cał­ko­wi­cie pozba­wiona tury­stów zachwyca swoją codzien­no­ścią. Trwa sje­sta, więc wygląda na opusz­czoną. Snują się dźwięki radia ze sto­ją­cego samot­nie kramu z kolo­ro­wymi pił­kami. Kawa­łek dalej mijam prze­cha­dza­jącą się pod kościo­łem grupę żoł­nie­rzy. W rękach kara­biny, wyso­kie buty stu­kają po kocich łbach. Pano­wie wesoło roz­ma­wiają z kil­koma oko­licz­nymi miesz­kań­cami. Armia i dodat­kowe patrole poli­cji w tym cza­sie nikogo nie dzi­wią ze względu na wzmo­żone ostat­nio wojny kla­nów kamorry. W żaden spo­sób nie prze­szka­dza to życiu ulicz­nemu. Ostat­nim celem tej małej wyprawy jest wej­ście na zamek Sant'Elmo, który stoi na wzgó­rzu ponad całym Neapo­lem. Po wej­ściu dłu­gimi, krę­tymi scho­dami spo­glą­dam na mia­sto, myśląc, że zoba­czę tylko dachy i wieże licz­nych kościo­łów. Oka­zuje się jed­nak, że neapo­li­tań­ski gwar sły­chać rów­nież z oddali, tylko nieco przy­tłu­miony. Sły­szę całą neapo­li­tań­ską sym­fo­nię dźwię­ków, po tych kilku dniach już miłą dla ucha. War­kot moto­rynki, krzyki sąsia­dów, trąbki. Klak­son.
musująca tabletka.png

neapol_fot_schubert 72.jpg

neapol_fot_schubert 53.jpg

kreska.jpg

KLAUDYNA SCHUBERT
Na co dzień współpracuje jako fotografka z krakowskimi instytucjami kultury i teatrami.

Ta strona korzysta z plików cookie.