
NUMER 15 (6) GRUDZIEŃ 2015 | "NA ZACHODZIE BEZ ZMIAN?"
Morteza zawsze powtarzał, że wybory są najważniejsze. W Iranie znieśli monarchię na rzecz demokracji i jaka by ta demokracja nie była, daje jednak wolność wyboru. Zmiany najlepiej przeprowadzać drogą pokojową, już dość krwawych rewolucji. Należy nieustannie dążyć do polepszenia sytuacji w kraju. Oczywiście brał udział w demonstracjach po wyborach w 2009 roku. Wielu jego kolegów zostało aresztowanych. Od roku Morteza siedzi w Niemczech na doktoracie i nie zamierza wracać do Teheranu.

1.
Iran używa kalendarza słonecznego. Przeliczanie dat z gregoriańskiego nie jest łatwe. Trzeba odjąć 622 lata, ale to dopiero początek zabawy. Rok irański zaczyna się w równonoc wiosenną, a nasz Nowy Rok to początek ostatniego kwartału roku dla Irańczyków. Do tego dochodzą z pozoru proste dni tygodnia. Sprawa się komplikuje, kiedy podczas rozmowy nie wiadomo, o jakim weekendzie rozmawiamy. Czy o “zwykłym” – europejskim, czy o irańskim, oznaczającym czwartek i piątek, czy może o moim weekendzie – będąc na stażu w Teheranie, mam wolne piątki i soboty. Po paru wyjaśnieniach wreszcie wiemy, kiedy kto ma urodziny oraz kiedy dokładnie będę wylatywać do domu. Moi irańscy znajomi są koło trzydziestki i przeliczają dni i miesiące o wiele sprawniej. Znają bowiem już na pamięć daty przyjęć na zagraniczne uczelnie. Ruzbe wyjechał nieco wcześniej, od kilku lat mieszka w Szwecji. Sadaf w Mediolanie. Araz śle dokumenty do Francji. W Teheranie mieszkam u Bahmana. Jego młodszy brat razem z rodzicami żyje w Los Angeles. Bahman w tym roku wysyła dokumenty do Stanów Zjednoczonych i do paru krajów europejskich, chce robić doktorat z matematyki. Ameryka byłaby spełnieniem marzeń, rodziców nie widział już pięć lat.
To zjawisko, kiedy po studiach mówisz dość i wyjeżdżasz do lepszego świata, żeby więcej zarabiać, to drenaż mózgów. Zazwyczaj wyjeżdżają ludzie z krajów rozwijających się do krajów rozwiniętych. Polska była na tym etapie w latach osiemdziesiątych, kiedy między 1981 a 1988 rokiem wyjeżdżało z Polski co roku średnio 100 000 osób. Spośród łącznie 700 000 tysięcy emigrantów ponad 1/7 stanowili ludzie z wyższym wykształceniem – odebranym w kraju, a wykorzystywanym za granicą. Współczesne statystyki? Dalej jesteśmy na liście krajów rozwijających się, a przez dekadę między 2003 a 2013 rokiem z Polski wyjechało 40 tysięcy specjalistów, w dużej mierze lekarzy. Jednak to niewiele w porównaniu z Iranem, gdzie współcześnie odnotowuje się największą ilość wykształconych emigrantów. W wyniku drenażu mózgów co roku z kraju wyjeżdża między 180 000 a 200 000 absolwentów uczelni wyższych. Najwięcej z nich mieszka w Stanach Zjednoczonych i Turcji, a jeśli chodzi o Europę – przodują wyjazdy do Niemiec i Szwecji. I wbrew pozorom nie chodzi tu o chustę czy zakaz picia piwa. Owszem – brak wolności jest wysoko stawiany jako czynnik decydujący o emigracji, ale w rzeczywistości większym problemem jest proza życia – brak pracy po studiach czy biurokratyczne problemy z założeniem firmy. Wyjazd to dla wielu nie problem – młodzi Irańczycy, będąc w Teheranie bardziej tęsknią do rodziny w Europie niż potem do własnego kraju, gdzie nie został już nikt z bliskich.
2.
– Espeaking for me is difficult, but I understand well. – Nie “espeaking” tylko “speaking” – mówię Bahanowi po persku, śmiejąc się z niego po raz kolejny. Irańczycy, podobnie jak Hiszpanie, nie za bardzo potrafią wymawiać słowa zaczynające się na “s”, po którym następuje kolejna spółgłoska. Żeby to sobie ułatwić, dodają często na początku słowa samogłoskę “e”. - Podaj mi “espoon”, chciałbym posłodzić kawę - mieszkamy razem od paru tygodni i już nie czuję się jak gość czy intruz, jesteśmy tu na równych zasadach. Na śniadanie jemy chleb, najlepiej mój ulubiony - sangiak - z miodem. Jego nazwa oznacza po polsku “kamyczek” i wzięła się stąd, że jest wypiekany na żwirze w wielkim piecu. Następnie piekarz kładzie chleb na specjalnej kratce przed klientem, mogącym po zapłaceniu zająć się wyciąganiem kamyków, które wpadły do środka podczas pieczenia. Chleb oczywiście nie przypomina tego naszego – jest wielkim płaskim plackiem. Jemy też barbari – inny chleb, posypany sezamem. Do tego prawdziwa irańska herbata – najlepiej ta krajowa, zbierana w północnej części kraju, w okolicach Morza Kaspijskiego i najlepiej parzona w tradycyjnym samowarze. Po śniadaniu ja wychodzę, natomiast Bahman ma wolne, chodzi na kurs angielskiego i przygotowuje się do egzaminu. Chce dostać się na studia doktoranckie w Los Angeles, gdzie mieszka jego rodzina.
LA, popularnie nazywane przez Irańczyków Tehrangeles, to największe zagraniczne skupisko Irańczyków poza Iranem. W całej południowej Kalifornii mieszka między 300 000 a pół miliona Persów. Jest to też największe skupisko Żydów irańskich w całych Stanach – w 2008 roku szacowano, że jest ich tam około 50 tysięcy osób, z czego zaraz po Rewolucji Islamskiej w 1979 roku z Iranu wyjechało ich ok 40 tysięcy. Tak jak Polacy śmigają masowo do Chicago, tak Irańczycy grupują się w Mieście Aniołów. Rodzice Bahmana już tam są. Mama w Teheranie była nauczycielką, w Stanach sprząta w kawiarni. Tata przez wyjazdem był wojskowym, w Los Angeles polepsza swój byt jako sprzedawca. Razem z nimi pojechał jego młodszy brat, pianista, który w momencie przeprowadzki był poniżej 21. roku życia, zatem rodzice mogli go zabrać bez żadnych dodatkowych formalności. Bahman i jego starszy brat zostali. Przez pewien czas mieszkali razem w północnym Teheranie w przytulnym mieszkanku z dużym balkonem i z widokiem na pięciotysięcznik.
Kiedy Bahman nie uczy się angielskiego, daje prywatne lekcje matematyki. Dorabia jak prawie każdy student na świecie. - Co chcesz robić w życiu? - pytam. Bahman ma 28 lat i niesprecyzowany plan na przyszłość. Widzi się na studiach doktoranckich na jednej z zagranicznych uczelni i na tym pomysł się urywa. - A jak się nie uda? Może coś własnego tutaj, na miejscu? - zadaję pytanie. W odpowiedzi słyszę, że to się nie opłaca, że nikt młody nie zakłada tu biznesu, że Państwo jest nieprzychylne. Ze tu nie ma takich dotacji jak w Europie. Ze firmy bankrutują. A potem czytam, ze te 7 milionów Irańczyków, które mieszka za granicą tworzy przedsiębiorstwa, których kapitał wycenia się na 2 tryliardy dolarów. Według specjalistów, diaspora, która może wrócić do Iranu jest warta więcej niż wydobywana w kraju ropa. Łatwiej być przedsiębiorczym za granicą, wszyscy zaradni są już za Oceanem. Jednak irański rząd chce ściągać z powrotem tych przedsiębiorczych, oferuje im ułatwienia na miejscu, oświadcza że nie będzie robił problemu i nie zapyta nikogo z powracających: “hej, dlaczego dwadzieścia, piętnaście lat temu, kiedy w Iranie rozkwitała Rewolucja Islamska, uciekłeś z kraju?”. Irańczycy myślący o powrocie nie do końca wierzą w te zapewnienia. Każda emigracja w końcu zaczyna jednak wracać.

Istnieją obecnie firmy zajmujące się pomocą biznesową dla repatriantów, którzy chcą założyć swój biznes w Iranie - w ojczyźnie, do której wracają czasem po ponad dekadzie, wracają z krajów o wiele bardziej rozwiniętych. Wbrew też temu, co mówi Bahman, w Iranie sytuacja powoli się zmienia - powstają inkubatory dla startupów i pojawiają się aniołowie biznesu. Co prawda dzieje się to w stopniu minimalnym i w dodatku proces ten jest całkowicie uzależniony od krajowych funduszy. Na pieniądze z zagranicy nie można liczyć - hamują je sankcje, które uniemożliwiają międzynarodowe transakcje bankowe.
3.
Bahman od września mieszka w Barcelonie. Nie udało mu się dostać wizy do Stanów, robi zatem doktorat w Hiszpanii. Docelowo chciałby pojechać do Francji, chociaż nie wyobraża sobie nauki tego języka. Jego podróż do Hiszpanii była jednocześnie jego pierwszą podróżą do Europy. Pisze, żebym przyjeżdżała, nie ma co żyć w Polsce, w Barcelonie jest pełno kawiarni, a bary otwarte są do późna. Dalej nie wiem, jaki jest jego pomysł na życie, teraz chce chyba po prostu skończyć studia doktoranckie. Czy za te parę lat uwierzy w zmiany w Iranie i wróci? Nie wiem, jakie są statystyki dla Hiszpanii, jednak przykładowo, jeśli chodzi o USA - 89 % Irańczyków, którzy skończyli tam studia doktoranckie, nie wraca już do ojczyzny. Morteza, Ruzbe, Sadaf, Araz, Bahman - 100% z nich nie zamierza wracać.![]()
![]()
KATARZYNA RODACKA
Fanka wspólnych śniadań, od 9h do 17h w pracy dwa ronda dalej, od 18h: czyta, uczy, gotuje. Po 22h planuje wypady po Polsce. Od północy nocny marek. W weekendy szuka lokalnych historii. W oparciu o polskie krajoznawstwo robi festiwal TRAWERS.
KAROLINA SULICH
Artystka wizualna, zajmująca się ilustracją. Studiowała wiedzę o teatrze i malarstwo. Wizualna dj-ka, eseistka obrazowa. Jej prace porównywane są do The Royal Art Lodge, Bjork i Roee Rosen. W jej pracach widać wyraźne wpływy psychoanalizy, literatury i pop-kultury. Bliska jej jest postawa "braku stylu" i rytm lat 90'tych.