DO GÓRY

 

fuss_iran_sulich_cover.jpg

NUMER 15 (6) GRUDZIEŃ 2015 | "NA ZACHODZIE BEZ ZMIAN?"


WSCHÓD, KTÓRY UCIEKA NA ZACHÓD

KATARZYNA RODACKA | KAROLINA SULICH

Mor­teza zawsze powta­rzał, że wybory są naj­waż­niej­sze. W Ira­nie znie­śli monar­chię na rzecz demo­kra­cji i jaka by ta demo­kra­cja nie była, daje jed­nak wol­ność wyboru. Zmiany naj­le­piej prze­pro­wa­dzać drogą poko­jową, już dość krwa­wych rewo­lu­cji. Należy nie­ustan­nie dążyć do polep­sze­nia sytu­acji w kraju. Oczy­wi­ście brał udział w demon­stra­cjach po wybo­rach w 2009 roku. Wielu jego kole­gów zostało aresz­to­wa­nych. Od roku Mor­teza sie­dzi w Niem­czech na dok­to­ra­cie i nie zamie­rza wra­cać do Tehe­ranu.

fuss_iran_sulich2.jpg

1.

Iran używa kalen­da­rza sło­necz­nego. Prze­li­cza­nie dat z gre­go­riań­skiego nie jest łatwe. Trzeba odjąć 622 lata, ale to dopiero począ­tek zabawy. Rok irań­ski zaczyna się w rów­no­noc wio­senną, a nasz Nowy Rok to począ­tek ostat­niego kwar­tału roku dla Irań­czy­ków. Do tego docho­dzą z pozoru pro­ste dni tygo­dnia. Sprawa się kom­pli­kuje, kiedy pod­czas roz­mowy nie wia­domo, o jakim week­en­dzie roz­ma­wiamy. Czy o “zwy­kłym” – euro­pej­skim, czy o irań­skim, ozna­cza­ją­cym czwar­tek i pią­tek, czy może o moim week­en­dzie – będąc na stażu w Tehe­ra­nie, mam wolne piątki i soboty. Po paru wyja­śnie­niach wresz­cie wiemy, kiedy kto ma uro­dziny oraz kiedy dokład­nie będę wyla­ty­wać do domu. Moi irań­scy zna­jomi są koło trzy­dziestki i prze­li­czają dni i mie­siące o wiele spraw­niej. Znają bowiem już na pamięć daty przy­jęć na zagra­niczne uczel­nie. Ruzbe wyje­chał nieco wcze­śniej, od kilku lat mieszka w Szwe­cji. Sadaf w Medio­la­nie. Araz śle doku­menty do Fran­cji. W Tehe­ra­nie miesz­kam u Bah­mana. Jego młod­szy brat razem z rodzi­cami żyje w Los Ange­les. Bah­man w tym roku wysyła doku­menty do Sta­nów Zjed­no­czo­nych i do paru kra­jów euro­pej­skich, chce robić dok­to­rat z mate­ma­tyki. Ame­ryka byłaby speł­nie­niem marzeń, rodzi­ców nie widział już pięć lat.

To zja­wi­sko, kiedy po stu­diach mówisz dość i wyjeż­dżasz do lep­szego świata, żeby wię­cej zara­biać, to dre­naż mózgów. Zazwy­czaj wyjeż­dżają ludzie z kra­jów roz­wi­ja­ją­cych się do kra­jów roz­wi­nię­tych. Pol­ska była na tym eta­pie w latach osiem­dzie­sią­tych, kiedy mię­dzy 1981 a 1988 rokiem wyjeż­dżało z Pol­ski co roku śred­nio 100 000 osób. Spo­śród łącz­nie 700 000 tysięcy emi­gran­tów ponad 1/7 sta­no­wili ludzie z wyż­szym wykształ­ce­niem – ode­bra­nym w kraju, a wyko­rzy­sty­wa­nym za gra­nicą. Współ­cze­sne sta­ty­styki? Dalej jeste­śmy na liście kra­jów roz­wi­ja­ją­cych się, a przez dekadę mię­dzy 2003 a 2013 rokiem z Pol­ski wyje­chało 40 tysięcy spe­cja­li­stów, w dużej mie­rze leka­rzy. Jed­nak to nie­wiele w porów­na­niu z Ira­nem, gdzie współ­cze­śnie odno­to­wuje się naj­więk­szą ilość wykształ­co­nych emi­gran­tów. W wyniku dre­nażu mózgów co roku z kraju wyjeż­dża mię­dzy 180 000 a 200 000 absol­wen­tów uczelni wyż­szych. Najwię­cej z nich mieszka w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i Tur­cji, a jeśli cho­dzi o Europę – przo­dują wyjazdy do Nie­miec i Szwe­cji. I wbrew pozo­rom nie cho­dzi tu o chu­stę czy zakaz picia piwa. Owszem – brak wol­no­ści jest wysoko sta­wiany jako czyn­nik decy­du­jący o emi­gra­cji, ale w rze­czy­wi­sto­ści więk­szym pro­blemem jest proza życia – brak pracy po stu­diach czy biu­ro­kra­tyczne pro­blemy z zało­że­niem firmy. Wyjazd to dla wielu nie pro­blem – mło­dzi Irań­czycy, będąc w Tehe­ra­nie bar­dziej tęsk­nią do rodziny w Euro­pie niż potem do wła­snego kraju, gdzie nie został już nikt z bli­skich.

2.

– Espe­aking for me is dif­fi­cult, but I under­stand well. – Nie “espe­aking” tylko “spe­aking” – mówię Baha­nowi po per­sku, śmie­jąc się z niego po raz kolejny. Irań­czycy, podob­nie jak Hisz­pa­nie, nie za bar­dzo potra­fią wyma­wiać słowa zaczy­na­jące się na “s”, po któ­rym nastę­puje kolejna spół­gło­ska. Żeby to sobie uła­twić, dodają czę­sto na początku słowa samo­gło­skę “e”. - Podaj mi “espoon”, chciał­bym posło­dzić kawę - miesz­kamy razem od paru tygo­dni i już nie czuję się jak gość czy intruz, jeste­śmy tu na rów­nych zasa­dach. Na śnia­da­nie jemy chleb, naj­le­piej mój ulu­biony - san­giak - z mio­dem. Jego nazwa ozna­cza po pol­sku “ka­my­czek” i wzięła się stąd, że jest wypie­kany na żwi­rze w wiel­kim piecu. Następ­nie pie­karz kła­dzie chleb na spe­cjal­nej kratce przed klien­tem, mogą­cym po zapła­ce­niu zająć się wycią­ga­niem kamy­ków, które wpa­dły do środka pod­czas pie­cze­nia. Chleb oczy­wi­ście nie przy­po­mina tego naszego – jest wiel­kim pła­skim plac­kiem. Jemy też bar­bari – inny chleb, posy­pany seza­mem. Do tego praw­dziwa irań­ska her­bata – naj­le­piej ta kra­jowa, zbie­rana w pół­noc­nej czę­ści kraju, w oko­li­cach Morza Kaspij­skiego i naj­le­piej parzona w tra­dy­cyj­nym samo­wa­rze. Po śnia­da­niu ja wycho­dzę, nato­miast Bah­man ma wolne, cho­dzi na kurs angiel­skiego i przy­go­to­wuje się do egza­minu. Chce dostać się na stu­dia dok­to­ranc­kie w Los Ange­les, gdzie mieszka jego rodzina.

fuss_iran_sulich3.jpgLA, popu­lar­nie nazy­wane przez Irań­czy­ków Teh­ran­ge­les, to naj­więk­sze zagra­niczne sku­pi­sko Irań­czy­ków poza Ira­nem. W całej połu­dnio­wej Kali­for­nii mieszka mię­dzy 300 000 a pół miliona Per­sów. Jest to też naj­więk­sze sku­pi­sko Żydów irań­skich w całych Sta­nach – w 2008 roku sza­co­wano, że jest ich tam około 50 tysięcy osób, z czego zaraz po Rewo­lu­cji Islam­skiej w 1979 roku z Iranu wyje­chało ich ok 40 tysięcy. Tak jak Polacy śmi­gają masowo do Chi­cago, tak Irań­czycy gru­pują się w Mie­ście Anio­łów. Rodzice Bah­mana już tam są. Mama w Tehe­ra­nie była nauczy­cielką, w Sta­nach sprząta w kawiarni. Tata przez wyjaz­dem był woj­sko­wym, w Los Ange­les polep­sza swój byt jako sprze­dawca. Razem z nimi poje­chał jego młod­szy brat, pia­ni­sta, który w momen­cie prze­pro­wadzki był poni­żej 21. roku życia, zatem rodzice mogli go zabrać bez żad­nych dodat­ko­wych for­mal­no­ści. Bah­man i jego star­szy brat zostali. Przez pewien czas miesz­kali razem w pół­noc­nym Tehe­ra­nie w przy­tul­nym miesz­kanku z dużym bal­ko­nem i z wido­kiem na pię­cio­ty­sięcz­nik.

Kiedy Bah­man nie uczy się angiel­skiego, daje pry­watne lek­cje mate­ma­tyki. Dora­bia jak pra­wie każdy stu­dent na świe­cie. - Co chcesz robić w życiu? - pytam. Bah­man ma 28 lat i nie­spre­cy­zo­wany plan na przy­szłość. Widzi się na stu­diach dok­to­ranc­kich na jed­nej z zagra­nicz­nych uczelni i na tym pomysł się urywa. - A jak się nie uda? Może coś wła­snego tutaj, na miej­scu? - zadaję pyta­nie. W odpo­wie­dzi sły­szę, że to się nie opłaca, że nikt młody nie zakłada tu biznesu, że Pań­stwo jest nie­przy­chylne. Ze tu nie ma takich dota­cji jak w Euro­pie. Ze firmy ban­kru­tują. A potem czy­tam, ze te 7 milio­nów Irań­czy­ków, które mieszka za gra­nicą two­rzy przed­się­bior­stwa, któ­rych kapi­tał wyce­nia się na 2 try­liardy dola­rów. Według spe­cja­li­stów, dia­spora, która może wró­cić do Iranu jest warta wię­cej niż wydo­by­wana w kraju ropa. Łatwiej być przed­się­bior­czym za gra­nicą, wszy­scy zaradni są już za Oce­anem. Jed­nak irań­ski rząd chce ścią­gać z powro­tem tych przed­się­bior­czych, ofe­ruje im uła­twie­nia na miej­scu, oświad­cza że nie będzie robił pro­blemu i nie zapyta nikogo z powra­ca­ją­cych: “hej, dla­czego dwa­dzie­ścia, pięt­na­ście lat temu, kiedy w Ira­nie roz­kwi­tała Rewo­lu­cja Islam­ska, ucie­kłeś z kraju?”. Irań­czycy myślący o powro­cie nie do końca wie­rzą w te zapew­nie­nia. Każda emi­gra­cja w końcu zaczyna jed­nak wra­cać. 

fuss_iran_sulich.jpg

Ist­nieją obec­nie firmy zaj­mu­jące się pomocą bizne­sową dla repa­trian­tów, któ­rzy chcą zało­żyć swój biznes w Ira­nie - w ojczyź­nie, do któ­rej wra­cają cza­sem po ponad deka­dzie, wra­cają z kra­jów o wiele bar­dziej roz­wi­nię­tych. Wbrew też temu, co mówi Bah­man, w Ira­nie sytu­acja powoli się zmie­nia - powstają inku­ba­tory dla star­tu­pów i poja­wiają się anio­ło­wie biznesu. Co prawda dzieje się to w stop­niu mini­mal­nym i w dodatku pro­ces ten jest cał­ko­wi­cie uza­leż­niony od kra­jo­wych fun­du­szy. Na pie­nią­dze z zagra­nicy nie można liczyć - hamują je sank­cje, które unie­moż­li­wiają mię­dzynarodowe trans­ak­cje ban­kowe.

3.

Bah­man od wrze­śnia mieszka w Bar­ce­lo­nie. Nie udało mu się dostać wizy do Sta­nów, robi zatem dok­to­rat w Hisz­pa­nii. Doce­lowo chciałby poje­chać do Fran­cji, cho­ciaż nie wyobraża sobie nauki tego języka. Jego podróż do Hisz­pa­nii była jed­no­cze­śnie jego pierw­szą podróżą do Europy. Pisze, żebym przy­jeż­dżała, nie ma co żyć w Pol­sce, w Bar­ce­lo­nie jest pełno kawiarni, a bary otwarte są do późna. Dalej nie wiem, jaki jest jego pomysł na życie, teraz chce chyba po pro­stu skoń­czyć stu­dia dok­to­ranc­kie. Czy za te parę lat uwie­rzy w zmiany w Ira­nie i wróci? Nie wiem, jakie są sta­ty­styki dla Hisz­pa­nii, jed­nak przy­kła­dowo, jeśli cho­dzi o USA - 89 % Irań­czy­ków, któ­rzy skoń­czyli tam stu­dia dok­to­ranc­kie, nie wraca już do ojczy­zny. Mor­teza, Ruzbe, Sadaf, Araz, Bah­man - 100% z nich nie zamie­rza wra­cać.musująca tabletka.png

 

kreska.jpg

KATARZYNA RODACKA
Fanka wspólnych śniadań, od 9h do 17h w pracy dwa ronda dalej, od 18h: czyta, uczy, gotuje. Po 22h planuje wypady po Polsce. Od północy nocny marek. W weekendy szuka lokalnych historii. W oparciu o polskie krajoznawstwo robi festiwal TRAWERS.

KAROLINA SULICH
Artystka wizu­alna, zaj­mu­jąca się ilu­stra­cją. Stu­dio­wała wie­dzę o teatrze i malar­stwo. Wizu­alna dj-ka, ese­istka obra­zowa. Jej prace porów­ny­wane są do The Royal Art Lodge, Bjork i Roee Rosen. W jej pra­cach widać wyraźne wpływy psy­cho­ana­lizy, lite­ra­tury i pop-kul­tury. Bli­ska jej jest postawa "braku stylu" i rytm lat 90'tych.

Ta strona korzysta z plików cookie.