DO GÓRY

 

FUSS_kwiaty_baner.jpg

NUMER 28 (3) MAJ 2018 | "WIELKIE ŻARCIE"

PŁOMIENNE NAGIETKI
DO MAŚLANEJ BAGIETKI,
CZYLI KILKA SŁÓW O KWIATOŻERSTWIE

AGATA WIECZOROWSKA | DAWID MALEK

Fiołki, inten­sywne na tle bia­łej, lnia­nej sukienki, prze­wią­zano wstążką w kolo­rze spło­wia­łej lawendy. Dłu­gie palce cia­sno opa­sują wstążkę. Dłoń powoli pusz­cza uścisk i kwiaty lądują na biurku, w tuma­nie roz­pry­sku­ją­cej się rosy. Slow motion jak z Hol­ly­wood. Za bukie­tem podąża słom­kowa torba i klu­czyki do zapię­cia do roweru.

– A bukie­cik to nie lepiej od razu do wazonu? – pani Syl­wia mruga dobro­tli­wie znad segre­ga­tora peł­nego fak­tur i innych, nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nych papie­rzysk.

– Kiedy one zaraz pójdą na tartę – odpo­wiada Klara z wyż­szo­ścią.

– Ja już bym tam prę­dzej usu­szyła. Szkoda takich ład­nych na pożar­cie – pani Syl­wia chowa się za segre­ga­to­rem jak za wiel­kim para­wa­nem.

– Wła­śnie dorodne naj­le­piej siądą na tar­tach – kwi­tuje Klara i z namasz­cze­niem otwiera kom­pu­ter, nagrzany od majo­wego słońca.

FUSS_kwiatozercy_malek.jpgKwia­to­żer­stwo to jedna z bar­dziej hip­ster­skich i rzad­szych diet usku­tecz­nia­nych obec­nie w dużych mia­stach. Pomimo że wydaje się świe­żym wymy­słem, zwy­czaj spo­ży­wa­nia kwia­tów jest dość stary. Wystar­czy pomy­śleć o pocz­ci­wej kon­fi­tu­rze z róży czy her­batce z mniszka lekar­skiego. Poza tym kala­fior i bro­kuł to nic innego jak pąki kwia­towe.

Kwia­to­żer­stwo, w odróż­nie­niu od fru­ta­ria­ni­zmu, nie polega jed­nak na jedze­niu wyłącz­nie kwia­tów, tylko na włą­cze­niu ich do dań. Tru­fle w płat­kach fiołka, dżem z aka­cji czy sałatka z kwia­tów nastur­cji to tylko nie­które z kuli­nar­nych pomy­słów nurtu kwia­to­żer­nego.

Poza daniami o kon­sy­sten­cji sta­łej (sałatki czy tarty kwia­towe) czy pół­płyn­nej (dżemy i kon­fi­tury) warto też wspo­mnieć o napo­jach na bazie kwia­tów. Można tu przy­rzą­dzać wszel­kiego rodzaju kom­poty, pon­cze czy lemo­niady. Lemo­niada na bazie płat­ków fiołka docze­kała się nawet odręb­nej nazwy – fio­łe­niada. Przy­go­to­wuje się ją z syropu fioł­ko­wego, lasek wani­lii, lawendy, cytryny i wody. Fio­łe­niada nie jest osią­galna przez cały rok; dostępny kwia­to­stan inten­syw­nie zmie­nia się na prze­strzeni mie­sięcy. Sezo­no­wość dań jest wła­śnie jedną z cech dys­tynk­tyw­nych tego trendu die­te­tycz­nego.

Trzeba pod­kre­ślić, że nie wszyst­kie kwiaty są jadalne. Jedne mogą przy­pra­wić o nie­straw­ność, inne będą po pro­stu nie­przy­jem­nie gorz­kie i nie ubo­gacą sma­kowo dań. Zanim więc narwiemy pod blo­kiem mle­czy, warto spraw­dzić, czy te nadają się do spo­ży­cia. Aku­rat mlecz, czyli mni­szek lekar­ski, jest w pełni jadalny. Do dań możemy dodać zarówno liście, jak i żółte kwiaty. Dobrze znany nar­cyz, fikus, ole­an­der, hor­ten­sja czy kon­wa­lia to z kolei rośliny tru­jące, nie­zdatne do spo­ży­cia. Do mniej zna­nych, a rów­nie tru­ją­cych zali­czamy skrzy­dło­kwiat, cis pospo­lity czy ostro­krzew kol­cza­sty. Co cie­kawe, na jed­nej ze stron zna­la­złam opi­nię, że komuś wyjąt­kowo posma­ko­wała sałatka chry­zan­te­mowa, pod­czas gdy inne źró­dło wymie­niało chry­zan­temę na samym czele kwia­tów tru­ją­cych.

W jed­nym z wyka­zów kwia­tów nie­na­da­ją­cych się do spo­ży­cia wid­niał też bie­luń, choć gdzie indziej zachwa­lano jego przy­jemne, halu­cy­no­genne wła­ści­wo­ści. Nasiona bie­lu­nia w odpo­wied­niej dawce fak­tycz­nie wyka­zują wła­ści­wo­ści psy­cho­sty­mu­lu­jące. Z forów inter­netowych można wyczy­tać, że opty­malna dawka to 9 zia­ren, pod­czas gdy 30 to dawka śmier­telna. W kwe­stii daw­ko­wa­nia opi­nie też jed­nak były roz­bieżne, co czyni posi­łek nieco stre­su­ją­cym.

Poza trud­no­ścią w usta­le­niu, czy dane kwiaty są, czy nie są jadalne, samo nazew­nic­two tego nurtu żywie­nio­wego nastrę­cza pew­nych pro­ble­mów. W angiel­skim sprawa ma się pro­sto, kwia­to­żer­stwo to flo­wer diet lub petal diet, a kwia­to­żerca – flo­wer eater. Prze­ko­pu­jąc rodzimy inter­net natknę­łam się na piesz­czo­tli­wych kwiat­ko­ja­dów, ale też na bar­dziej bestial­skich kwia­to­że­rów. Stan­dard to oczy­wi­ście kwia­to­żerca, choć brzmi to dość dosad­nie jako okre­śle­nie osoby gotu­ją­cej na obiad zupę z koni­czyny.

Kwia­tor­żer­stwo to dieta, która nie tylko brzmi, ale też wygląda ład­nie. Zdję­cia potraw zawie­ra­ją­cych kwiaty wyglą­dają intry­gu­jąco, kolo­rowo i, co tu dużo ukry­wać, po pro­stu atrak­cyj­nie. Jed­nak na Insta­gra­mie pod hasz­ta­giem #kwia­to­żercy są póki co tylko 34 publi­ka­cje, co suge­ruje, że i hasz­tag, i sama spo­łecz­ność jesz­cze mocno racz­kuje. Na jed­nym ze zdjęć widać białą miskę, z któ­rej wyle­wają się płatki fioł­ków. Ktoś inny wrzu­cił fotkę z ultraz­dro­wego śnia­da­nia, w któ­rym jogurt grecki, ze sta­ran­nie nało­żo­nym fil­trem i dobrym kon­tra­stem, leży w akom­pa­nia­men­cie malin, pie­czo­nych moreli i płat­ków nagietka. To zdję­cie jest przy­kła­dem, że dania kwia­to­żerne cza­sem zawie­rają dosłow­nie nutkę kwia­tów, sta­no­wiącą jed­nak nie­wąt­pliwą ozdobę dań.

Pod hasz­ta­giem #kwia­to­żer­ność, na któ­rego liczy­łam najbar­dziej, jest tylko jedno zdję­cie. W dodatku moje. Wikli­nowy kosz rowe­rowy na tle łąki peł­nej zbi­tych w mokre strąki dmu­chaw­ców, spo­nie­wie­ra­nych desz­czem. Najbar­dziej roz­wi­nię­tym hasz­ta­giem, który podpo­wiada Insta­gram są #kwia­to­zbiory (nie­całe 400 publi­ka­cji, jest więc to i tak wciąż bar­dzo niszowy hasz­tag). Są tu głów­nie zdję­cia wesel­nych bukie­tów, wian­ków z polnych kwia­tów czy fine­zyj­nych kom­po­zy­cji w wazo­nie.

Prze­ska­ku­jąc na mię­dzy­na­ro­dową stronę kwia­to­żer­stwa, na Insta pod hasz­ta­giem #flo­wereater wid­nieje nie­całe 2,5 tysiąca zdjęć. Jak na glo­balne stan­dardy to wciąż bar­dzo mało. Znaj­dują się tutaj głów­nie zdję­cia płat­ków róż goto­wych do przy­rzą­dze­nia dżemu i, co cie­kawe, uję­cia psów, leni­wie roz­la­nych mię­dzy ogro­do­wymi doni­cami, sta­ra­ją­cymi się odgryźć dyn­da­jące na łodyż­kach kie­li­chy kwia­towe. Tra­fia się też kilka kotów, bez­wstyd­nie sto­ją­cych na kuchen­nych sto­łach, spo­zie­ra­ją­cych ze sto­ic­kim spo­ko­jem zza bukie­tów kwia­tów. Na deser kilka ujęć kwia­to­wych tatu­aży i tym spo­so­bem dobi­jamy do końca hasz­tagu. Jak widać, inter­netowa spo­łecz­ność kwia­to­żer­ców w Pol­sce i poza nią jest wciąż bar­dzo ogra­ni­czona, skoro hasz­taguje się rap­tem kilka mise­czek wypeł­nio­nych fioł­kami i kwia­to­żerne zapędy zwie­rząt domo­wych. 

Kwia­to­żer­stwo na chwilę obecną dopiero się roz­kręca, szuka wła­snej nomen­kla­tury, buduje hasz­tagi i dora­bia się facho­wej lite­ra­tury. Mate­ria­łów poświę­co­nych tej die­cie jest póki co mniej niż mle­czy na kra­kow­skim Ron­dzie Mogil­skim w czerwcu. Pod­su­mo­wu­jąc, kwia­to­żer­stwo pla­suje się jako bar­dzo ładny wizu­al­nie, ale wciąż mocno hip­ster­ski i niszowy trend.musująca tabletka.png

kreska.jpg

AGATA WIECZOROWSKA
Filo­log języ­ków obcych (angiel­ski) i bar­dzo obcych (por­tu­gal­ski i rumuń­ski). Pocho­dzi z Zie­lo­nych Płuc Pol­ski. Na stu­dia prze­pro­wa­dziła się do Kra­kowa. Pra­cuje w kor­po­ra­cji, w wol­nym cza­sie czyta Muminki i pro­wa­dzi blog: kalu­za­pel­na­mi­ra­be­lek.word­press.com.

DAWID MALEK
Studiuje projektowanie graficzne na ASP w Katowicach. Zajmuje się głównie ilustracją prasową i książkową.

blog comments powered by Disqus

Ta strona korzysta z plików cookie.