
NUMER 17 (8) KWIECIEŃ 2016 | "MAKE SOME NOISE"
Dla wielu artystów – klip wideo to wizualizacja przekazu piosenki, ale też sposób na wypromowanie siebie samego. A artyści muzyki popularnej są w stanie zrobić wiele, by zdobyć słuchaczy, co szczególnie widać właśnie w teledyskach, które coraz częściej przesycone są scenami seksu, przepełnione narkotykami czy alkoholem. Dość niekonwencjonalnym, ale skutecznym pomysłem na przysposobienie sobie nie byle jakiej publiczności wykazał się Jay Z.
Artysta nakręcił sześciogodzinny teledysk pod tytułem – Picasso Baby: A performance Art Film. Piosenka z wideoklipu była kawałkiem promującym album z 2013 roku – Magna Carta… Holy Grail. Pytę w porozumieniu z piosenkarzem – zapowiedziała firma Samsung, która następnie zorganizowała premierę podczas piątego meczu finałów ligi NBA. Dodatkowo od 4 lipca 2013 roku album był dostępny za darmo dla pierwszego miliona użytkowników smartfonów Samsung Galaxy S III, Samsung Galaxy Note II i Samsung Galaxy S4. Na tym nie skończyła się promocja nowego singla, artysta uciekł się do niekonwencjonalnego sposobu promocji piosenki Picasso Baby. Jay Z wykonywał utwór nieprzerwanie przez sześć godzin w Place Gallery w Nowym Jorku. Ten występ znalazł wielu zwolenników syntezy sztuk (muzyki popularnej z kulturą wysoką), ale pojawiły się również głosy krytyczne, ponieważ, jak twierdzono, muzyka popularna o tak wulgarnym tekście nie powinna łączyć się ze sztuką wyższą, a tym bardziej nie powinno się to odbywać w muzeum.

W tekście piosenki można znaleźć zarówno wątki autobiograficzne, jak też odwołania do najsławniejszych artystów świata. W pierwszej zwrotce piosenkarz podkreśla wielkość swojego majątku, jednocześnie śpiewając o pracach Rothko, które chciałby posiadać, czy w pewnym sensie drwi z Picassa: „Chcę mieć dzieło Rothko, nie, wolę burdel, nie, wolę jednak żonę, która mnie zerżnie jak prostytutkę”. Fragment tekstu jest odwołaniem do jednego z dzieł Picassa – Panny z Awinionu (ang. Brothel of Avignon), w którym artysta przedstawił prostytutki z Barcelony. W dalszej części artysta wspomina o Jeffie Koonsie i Francisie Baconie, później zaś m.in. przywołuje nazwisko Andy'ego Warhola czy nawiązuje do Jean-Michela Basquiata. Picasso Baby jest więc piosenką autobiograficzną, w której piosenkarz m.in. porównuje swoje życie do najsławniejszych, ale też najbardziej kontrowersyjnych artystów na świecie.
Pomimo dość ordynarnego tekstu, w klipie Jaya Z wystąpiło wiele sławnych osobistości ze świata sztuki. Wśród nich Jim Jarmusch, Judd Apatow czy legenda hip-hopu – Fab Five Freddy, ale także tancerze artyści oraz mieszkańcy Nowego Jorku. W pewnym momencie na scenie pojawiła się nawet Marina Abramović.
Artystka, nazywana często babcią performance’u, słynie ze swoich odważnych wystąpień, w których kojarzy uczucia z bólem. Abramović uważa, że performance, zaraz po muzyce, jest najważniejszą dyscypliną sztuki. Porównując go z teatrem, artystka mówi o sztuce, gdzie aktor nie chowa się za rolą czy rekwizytem. W swojej twórczości artystka dużo eksperymentuje z bólem, reakcjami ciała na ingerencje fizyczne (takie jak nóż), dochodząc do granic wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Siła psychiki artystki – jak i gości galerii – została podważona w projekcie The Artist Is Present.
W roku 2010 w nowojorskim MoMa narodził się pomysł wystawy poświęconej Abramović. W jej skład wchodziły odgrywane przez studentów starsze performance oraz jeden nowy wykonany przez samą artystkę. W nowej akcji artystycznej Abramović kolejne osoby podchodziły do performerki, by w ciszy wymienić się bezpośrednio spojrzeniami. Kiedy kolejni chętni siadali, artystka zachowywała się zawsze tak samo – spokojnie i patetycznie. Niektórym wystarczyło kilka minut, inni zostawali nawet kilka godzin. W przeciwieństwie do performance’u piosenkarza, wzorującego się na The Artist Is Present, Marina spędzała w muzeum po osiem godzin dziennie w ciągu trzech miesięcy. Gdy performance dobiegł końca, owacje trwały aż 15 minut. Dzięki odniesionemu sukcesowi artystka z chęcią wzięła udział w filmie inspirowanym jej pracą. Nie dziwi fakt, że serbska artystka zgodziła się wystąpić w teledysku znanego piosenkarza, bowiem przez wielu krytyków uważana jest też za celebrytkę. Kiedyś nienawidziła sztuczności, masowości i makijażu, dziś – nosi ubrania od najsławniejszych projektantów i z dumą prezentuje swój sztuczny biust. Występuje na okładkach modowych magazynów, bo jak sama uważa: po 40 latach, podczas których nazywano ją wariatką, wreszcie na to zapracowała.

Niestety całe wystąpienie odbiło się głośnym echem w mediach, ponieważ, jak twierdzi Abramović w jednym z udzielonych wywiadów, Jay Z nie wywiązał się ze swoich obietnic. W roku 2013, kiedy powstał pomysł na nakręcenie Picasso Baby, piosenkarz spotkał się z artystką, by omówić warunki umowy. Serbka zgodziła się na wykorzystanie jej pracy pod warunkiem, że Jay Z pomoże zwrócić uwagę ludzi na jej działalność i wpłaci darowiznę na rzecz prowadzonego przez nią instytutu. W jednym z wywiadów udzielonych dla amerykańskiego magazynu o sztuce „Spike” artystka powiedziała: „Potem po prostu całkowicie mnie wykorzystał. I to nie było w porządku". Rozżalona dodała: "To było dla mnie całkiem nowe i nie miałam pojęcia, że coś takiego może się wydarzyć. To jest takie okrutne, niesamowite. Z pewnością będę się trzymać z dala od niego”. Jay Z do tej pory nie wypowiedział się na temat współpracy z Mariną i nie wydał żadnego oświadczenia w tej sprawie.
Performance piosenkarza często porównywano też do wydarzenia zorganizowanego przez grupę The National, w którym muzycy wraz z Ragnarem Kjartanssonem przez sześć godzin wykonywali kompozycję Sorrow. Pod kątem wykonania performance'y były niemalże identyczne – obydwa trwały po sześć godzin i rozgrywały się w przestrzeni cenionej galerii. Czynnikiem różniącym jest fakt, że w przypadku Picasso Baby wydarzenie było kreowane przez muzyka z obrębu kultury popularnej, a angażowało osoby cenione w świecie sztuki, a w przypadku performance’u z uczestnictwem grupy The National – to artysta z kręgu kultury wyższej kreował wydarzenie. Kjartansson jednocześnie nawiązuje do klasycznych form estradowych, a także klisz nowoczesnej popkultury. Niezmienny pozostaje w jego realizacjach silny pierwiastek romantyczny kojarzony z nordycką kulturą oraz skłonność do gry na skrajnych emocjach: patosie i humorze, miłości i nienawiści. Jak na typowego bohatera romantycznego przystało, piosenkarz zaciera też granicę między sztuką a życiem, między publicznym popisem a naturalnym sposobem bycia, między sobą a postaciami, o których śpiewa.
Tych cech nie zabrakło we wspomnianym już performansie wraz z grupą The National. W 2013 roku w nowojorskiej MoMA artysta wraz z piosenkarzami grali utwór Sorrow przez sześć godzin do sześciu kamer usytuowanych między artystami a publicznością. Utwór trwający 3,5 minuty artyści powtarzali nieprzerwanie przez 360 minut w przestrzeni galeryjnej.
Od kultury popularnej we współczesnym świecie nie da się już uciec. Popkultura – jako twór sztuczny i stworzony z powódek ekonomicznych przez koncerny medialne i przemysł rozrywkowy – jest wszechobecna i wchodzi w dialog nawet z tzw. sztuką wysoką. Jak mówi D. Strinati – kulturę popularną można określić jako treści, które są łatwe w odbiorze i często skomercjalizowane, niezależnie od środka przekazu – radia, telewizji czy prasy. Często spychana jest na margines i lekceważona, nie można jednak jej demonizować, gdyż w tym pojęciu również zawiera się coraz większa liczba nurtów we wszystkich dziedzinach sztuki. Przykład Jaya Z nie jest jedynym wystąpieniem, który łączy w jedno popularną muzykę z „wysokoartystycznym” performance’em. Przypadek chociażby muzyki jazzowej, komiksów czy pop-artu pokazuje, że o kulturowy awans jakiejś odmiany sztuki nie jest tak trudno, choć – jak po reakcji Abramović widać – nie zawsze da się uniknąć rozlewu krwi.![]()
![]()
ALEKSANDRA KWIATKOWSKA
Absolwentka Liceum Plastycznego w Bydgoszczy. Obecnie studentka III roku Krytyki Sztuki na wydziale Edukacji Artystycznej na UAP w Poznaniu. Liczne publikacje w bydgoskiej "Gazecie Wyborczej". Autorka bloga www.miszmaszsztuka.blogspot.com
WERONIKA "WERA" GRZYWA
Absolwentka Uniwersytetu Śląskiego (filia w Cieszynie), na kierunkach Edukacja Artystyczna i Grafika. Zajmuje się komiksem i ilustracją. Poza tym jest potrzepaną melancholiczką, starającą się nie zwariować!