
NUMER 18 (3) CZERWIEC 2016 | "HERA, KOKA, HASZ..."
Popularny biały proszek, który Amerykanom kojarzy się głównie z pobudzeniem, euforią i zabawą, kilka kilometrów od południowej granicy przywodzi już na myśl same kłopoty. Dla większości Meksykanów to nie tylko pieniądze, a przez to szansa na lepsze życie, ale jednak głównie śmierć. Szybka, brutalna i bezwzględna, która z pewnością prędzej czy później pojawi się w ich najbliższym otoczeniu. Te dwie perspektywy postrzegania popytu i podaży na kokainę codziennie ścierają się w rejonie amerykańsko-meksykańskiej granicy. A dzięki odgradzającemu oba kraje murowi jej widok z lotu ptaka wygląda bardzo symptomatycznie – jak biała kreska.
Wysoki w wielu miejscach na 6 metrów i zatopiony na 1,5 metra w ziemię betonowy mur stanowi już 1/3 całej długości granicy między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem. Budowana głównie w centralnej i zachodniej jej części ściana (na wschodzie naturalną granicę wyznacza Rio Grande) ostatecznie kończy się kilkadziesiąt metrów w głębi Oceanu Spokojnego. Już ponad 1100 km betonowego muru dzieli oba kraje. Ma zabezpieczać najruchliwszą na świecie granicę przed falą napływającej z południa przestępczości. W konsekwencji zapewnia jednak Amerykanom iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa w walce z handlem narkotykami i nielegalną emigracją. Niestety kartele na każdy nowy środek zabezpieczeń odpowiadają kilkoma swoimi sposobami na jego obejście. Albo też po prostu otwierają ogień z karabinów maszynowych i dostają to, czego chcą, o wiele szybciej.
NIEZŁY MEKSYK
Schedę narkotykowego imperium Meksyk przejął kilkanaście lat temu od Kolumbii. Przy sporym zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych tamtejszym władzom udało się w znacznej części ograniczyć nielegalny proceder, który jednak bardzo szybko przeniósł się jeszcze bliżej głównego rynku zbytu. Sposób, w jaki w branży funkcjonował kartel z Medellin i jego charyzmatyczny boss, Pablo Escobar, na wiele lat ustanowił metody prowadzenia tego interesu. I to wyjątkowo bezwzględne metody. Gdy nastał czas na meksykańskie kartele narkotykowe, te podzieliły między siebie strefy wpływu. Obszar kraju rozdzielony jest obecnie między sześć głównych grup organizujących przemyt: kartel Juarez, Knights Templar, Guerreros Unidos, Los Zetas, Tijuana oraz Sinaloa.
Tym ostatnim rządzi okrzyknięty najpotężniejszym baronem narkotykowym Joaquin „El Chapo” Guzman. O tym, jakim cieszy się respektem i jaki posłuch wzbudza wśród swoich podwładnych, świadczy to, że kartelem dowodził nawet zza więziennych krat, z których zresztą został już dwukrotnie wyciągnięty. Jego ostatnia ucieczka została zorganizowana w iście brawurowym stylu i z wygodami godnymi prawdziwego króla. „El Chapo”, czyli Maluch, całkiem spokojnie wyszedł ze swojej celi więziennej przez otwór wydrążony pod brodzikiem prysznica. Dalej przez 1,5 km szedł podziemnym tunelem o wysokości 170 cm (Guzman ma 1,68 m wzrostu), wyposażonym w wentylację i oświetlenie. Na końcu czekał na niego samochód, który zabrał go w bezpieczne miejsce. Nawet po przyznaniu się jednemu z dziennikarzy, że ma na sumieniu śmierć ok. 2-3 tys. osób, wciąż strach, jaki napełnia Meksykanów, połączony jest z uczuciem podziwu i szacunku.
SREBRO ALBO OŁÓW
Dla wszystkich zamieszanych w narkobiznes to utarte powiedzenie stanowi bardzo jasny przekaz, ultimatum, które nie wróży nic dobrego: albo płacisz, albo możesz zarobić kulkę. Kartelowi się nie odmawia, nie można też wycofać się ze współpracy z nim. Nęcąca perspektywa szybkiego zarobku często staje się pułapką. Każdy przejaw niesubordynacji, oszustwa, donosicielstwa czy próby wyjścia z kartelu lub przejścia do innego karane są tylko w jeden sposób. Ale zwykły wyrok śmierć byłby okazaniem zbyt dużej litości, na którą w kartelach narkotykowych nie ma miejsca. Dlatego winowajcy giną w niesamowicie brutalny sposób.
Oprócz tortur, z których częste jest odcinanie palców u rąk, podpalanie czy rozmaite okaleczania, ich ciała są dodatkowo bezczeszczone. Ofiarom nagminnie odcina się głowy i podrzuca je w publiczne miejsca lub pod drzwiami domu, by zaznaczyć, co i dlaczego spotkało ofiarę. Nagminny widok stanowią zwisające z mostów lub wieszane na murach korpusy ciał, które w tych miejscach są dobrze widoczne dla rodziny i otoczenia. Śmierć tych ludzi ma być ostrzeżeniem i manifestacją siły wobec innych członków grupy, a także konkurencyjnych karteli. Równie częste jest porzucanie ciał np. na wysypiskach śmieci lub – gdy człowiek ma po prostu zniknąć – zakopywanie ich na odległych pustyniach lub ćwiartowanie i rozpuszczanie w beczce z kwasem. Przypadki porwań i zniknięć bez śladu są coraz częstsze – ludzie wykorzystywani są do konkretnych celów, a następnie po prostu likwidowani. Życie nie stanowi tu większej wartości, zwłaszcza w przypadku osoby, która się sprzeniewierzyła, stanowiąc przeszkodę dla dalszych interesów. Bo tu chodzi o naprawdę o duże pieniądze.

CIENKA BIAŁA KRESKA
Szacuje się, że dochód ze sprzedaży narkotyków może wynosić nawet do 100 miliardów dolarów rocznie. A liczby te dotyczą wyłącznie Stanów Zjednoczonych i tylko kokainy. Ponieważ w USA regularnie zażywa ją blisko 1,5 miliona Amerykanów, stanowią oni wystarczający rynek, by zapewnić zbyt dla niemal całej meksykańskiej produkcji. Do tego należy doliczyć jeszcze dochód z produkcji heroiny i marihuany, które są równie popularne jak kokaina.
Pieniądze z tego wystarczają na opłacenie członków kartelu, a także celników i polityków różnych szczebli, bez których przekupstwa biznes nie mógłby tak dobrze prosperować. Środki muszą się także znaleźć na wyposażenie tzw. żołnierzy, czyli członków grupy narażonych na codzienną walkę na granicy lub ulicach, dysponujących zdumiewającym arsenałem broni. Do tego należą również duże terenowe samochody typu SUV, ulubione środki transportu karteli narkotykowych – ich sprzedaż w Ameryce Południowej jest największa na świecie. Posiadają także swoje samoloty, którymi szybko i bezpośrednio transportują ogromne ładunki. Coraz więcej pieniędzy inwestuje się w najnowsze technologie, np. sprzęt do wykrywania podsłuchów lub monitorowania trasy wysłanego transportu. Do grup dołączają nawet informatycy i specjaliści od elektroniki. Wszystko funkcjonuje jak dobrze zorganizowana firma o surowych zasadach, która jednak prosperuje lepiej niż legalni przedsiębiorcy, bo w końcu nie płaci podatków i w nosie ma wszelkie prawne obostrzenia.
WEWNĘTRZNE WOJNY MEKSYKU
W Meksyku toczy się wojna domowa miedzy działającymi na terenie państwa kartelami narkotykowymi. Bo każdy kilometr terenu to większa strefa wpływu i dziesiątki możliwości przerzutu kolejnych kilogramów narkotyku. Walki toczą się głównie o obszar tzw. złotej bramy, czyli główną strefę nielegalnych przejść i przemytów do Stanów Zjednoczonych, ale nie tylko. Z coraz większą częstotliwością obserwuje się także przerzuty na pustynnych obszarach Teksasu, Nowego Meksyku czy Arizony, w których co prawda na granicy nie stoi mur, ale występuje naturalna blokada – piekielnie wysokie temperatury dochodzą tam nawet do 50 stopni Celsjusza, sprawiając, że człowiek bez solidnego zaopatrzenia, którego zwykły muł (kurier narkotykowy zmuszany do szmuglowania towaru) zazwyczaj nie posiada, ma małe szanse na przeżycie. Dlatego najbardziej opłacalnymi, ale i najryzykowniejszymi obszarami przemytu są duże punkty graniczne przy tzw. miastach siostrzanych, San Diego (Kalifornia) i Tijuanie czy El Paso (Teksas) i Ciudad Juarez. Tylko w tym ostatnim miesięcznie przejeżdża ponad milion samochodów, a dziennie dochodzi do blisko 3 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy przez Meksykanów. W takich warunkach amerykańscy celnicy nie są w stanie skutecznie zatrzymywać przemytników czy wyłapywać nielegalne transporty. Wszyscy mają świadomość, że każdy wykryty przemyt to tylko jeden sukces na kilkadziesiąt zrealizowanych w tym czasie prób. Do tego dochodzą podziemne tunele, które, liczą po kilkaset metrów i prowadząc czasami wprost z budynku do budynku, pozwalają przerzucić towar na amerykańską stronę właściwie niezauważenie. Podczas rutynowej pracy strażnicy odkrywają nawet kilkanaście takich kanałów dziennie.
Drugą poważną wojną, jaką prowadzą kartele narkotykowe wewnątrz granic swojego kraju, jest walka z nieprzekupnymi funkcjonariuszami. Tych, którzy postanawiają walczyć z przestępcami, świadomie ryzykując przy tym własne życie, jest niewielu, a ich historie dramatycznie podobne. Jak ta o burmistrzyni Temixco, która w swojej kampanii zapowiadała bezkompromisową walkę z narkobiznesem po dojściu do władzy i została zamordowana już pierwszego dnia po objęciu urzędu. Kolejne rządy, obligowane do wzmożonych działań w tej kwestii także przez władze w USA, walczą z narkobiznesem i nawet osiągają na tym polu pewne sukcesy. Wciąż są jednak zbyt skorumpowane i zastraszone, by wyjść w tej wojnie na prowadzenie i w jakikolwiek sposób opanować sytuację.
STANY ODURZONE AMERYKI
Przy wszystkich problemach Stanów Zjednoczonych z szerzącą się w kraju przestępczością ten związany z trudną sytuacją na ich południowej granicy Amerykanie również w znacznym stopniu generują sami. Problem nadużywania przez nich narkotyków, nieuregulowana polityka migracyjna w stosunku do Latynosów lub choćby fakt, że sami sprzedają Meksykanom broń, która służy im potem do prowadzenia narkobiznesu, świadczy o tym, że bardzo krótkowzrocznie podchodzą do realizacji swoich partykularnych interesów, w ogóle nie panując nad złożonymi mechanizmami. Dlatego do Stanów wciąż trafia rocznie ponad 300 ton nielegalnej kokainy i stale znajduje ona swoinabyw swoich nabywc swoich nabywców.![]()
![]()
MAGDALENA MYRLAK
Absolwentka socjologii i Public Relations. Zafiksowana na punkcie seryjnych morderców i Indian Ameryki Północnej. Marzy o reportażu będącym relacją z wojny narkotykowej na granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku.
MARIUSZ HOŁOD
Student Wydziału Architektury na Politechnice Wrocławskiej. W wolnych chwilach zajmuje się tworzeniem komiksów i ilustracji.