
NUMER 14 (5) PAŹDZIERNIK 2015 | "TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ"
Lato. Zapach rozgrzanego asfaltu w powietrzu. Drzewa rzucają groteskowo długie cienie na ściany jednopiętrowych domów. Białe, à la wiklinowe krzesła stoją w równym półkolu na ganku. Na stoliku leży sfatygowana Biblia, pełna mądrych cytatów i oślich uszu.
W tle ktoś kozłuje piłką po boisku. Piłka podrywa się w górę, trafia w kosz, wpada w poślizg na obręczy, wreszcie trafia do środka. Odbija się o ziemię. Raz, drugi. Jeszcze kilka razy. Cisza. Jesteśmy na karnej kolonii seksualnej – Miracle Park na Florydzie.

Ludzie mieszkają tutaj spokojnie, odmierzając dzień od wschodu do zachodu słońca, od serdecznego sąsiedzkiego „dzień dobry” po „dobranoc”. Miracle Park zamieszkują tzw. przestępcy seksualni w różnym wieku, z wyłączeniem pedofili i osób agresywnych. Osoby te już odsiedziały swój wyrok w więzieniu i Miracle Village jest dla nich miejscem odosobnienia.
Na Florydzie prawo dotyczące przestępstw na tle seksualnym jest restrykcyjne. Kolonię zamieszkują przykładowo mężczyźni, którzy ściągnęli z sieci pornografię dziecięcą, niektórzy rzekomo przez przypadek. Inni trafili tu za molestowanie sióstr i kuzynek. Kilku mieszkańców skarży się, że dostali wyrok za spotykanie się z nieletnimi dziewczynami, raptem dwa lata młodszymi od nich samych. Ktoś inny opowiada, że skazano go za obnażenie się w miejscu publicznym.
Ile ludzi, tyle historii. Wszystkie łączy podtekst seksualny i Floryda. Zgodnie z tutejszym kodeksem karnym przestępcy seksualni nie mogą zamieszkiwać w pobliżu szkół, biurowców, parków i innych miejsc użyteczności publicznej. Dlatego Miracle Village powstało w miejscu oddalonym od reszty cywilizacji. Dlatego też żaden z mieszkańców Miracle Village nie będzie mógł wrócić do normalnego życia.
Założyciel osady, Richard Witherow, sam o mało nie został skazany za gwałt, kiedy jego czternastoletnia dziewczyna zaszła w ciążę. Udało mu się wyjść cało z procesu i dostać pozwolenie na ślub. Z czasem został pastorem i postanowił stworzyć miejsce godnego odosobnienia dla rzekomych i prawdziwych przestępców seksualnych.

Miracle Park dawniej zamieszkane było przez pracowników plantacji trzciny cukrowej i nosiło nazwę Pelican Lake Village. Ówcześni mieszkańcy zostali przesiedleni z tego terenu, żeby ustąpić miejsca obecnym pensjonariuszom. Dziś kolonię zamieszkuje przeszło 100 osób, głównie mężczyzn. Zajmują się drobnymi naprawami w pobliskich miejscowościach, wspólnym czytaniem Biblii, graniem w koszykówkę.
Jak dotąd w kolonii nie miało miejsce żadne przestępstwo na tle seksualnym.
Sofia Valiente, dwudziestoczteroletnia fotograf, na trzy miesiące osiedliła się w Miracle Park. Poznawała tutejszych mieszkańców, ich historie i codzienną rutynę. Liczba zdjęć systematycznie rosła. W końcu Valiente swoim cyklem fotograficznym z kolonii wygrała World Press Photo 2015. Autorka opowiada, że chciała przede wszystkim pokazać grupę ludzi poddaną stygmatyzacji społecznej. Jej celem, jak podkreśla, nie jest oskarżanie ani usprawiedliwianie pensjonariuszy, tylko bezstronne, o ile to możliwe, przedstawienie ich codzienności. Bowiem w Miracle Village mogą cieszyć się względną godnością i autonomią, podczas gdy w społecznościach, z których się wywodzą, byliby wyrzutkami, traktowano by ich jak trędowatych.
Kończę przeglądać wyimki z pozornej normalności w Miracle Park, które uwieczniła w swoich kadrach Valiente. Starszy pan z brzuchem wciśniętym w przymały podkoszulek z flagą Stanów Zjednoczonych zapala papierosa. Pewnie drżą mu ręce, czoło marszczy się w skupieniu. Nad staruszkiem wisi vintage’owy portret psa. Ściana w tle ma niezdrowy łososiowo-morelowy odcień. Odbija się w obiektywie i wygląda na pomalowaną tanią, lichą farbą.

Na innym zdjęciu zrezygnowany albo po prostu zmęczony upałem mężczyzna po trzydziestce leży na łóżku i wpatruje się w postawioną obok masywną sztangę, z której trochę jak zbłąkany pajączek zwisa malutki krzyżyk. Na ścianie wisi kiepski landszaft przedstawiający plażę z palmami. Na okno nasunięta jest bordowa, wygnieciona zasłonka, przywodząca na myśl te w polskich pociągach PKP.
Dopijam wieczorną herbatę i zastanawiam się, czy może każdy powinien zasługiwać na drugą szansę.![]()
![]()
AGATA WIECZOROWSKA
Filolog języków obcych (angielski) i bardzo obcych (portugalski i rumuński). Pochodzi z Zielonych Płuc Polski. Na studia przeprowadziła się do Krakowa. Pracuje w korporacji, w wolnym czasie czyta Muminki i prowadzi blog: kaluzeiroze.com.
BEATA ŻURAWSKA
Absolwentka Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie. Laureatka wielu nagród i wyróżnień za ilustracje i komiksy. Na co dzień zajmuje się ilustracją i projektowaniem graficznym.