DO GÓRY

 

fuss_kochac_cienie_surowska_cover.jpg

NUMER 19 (4) SIERPIEŃ 2016 | "BIG CITY LIFE"


ŻYĆ ZNACZY UCZYĆ SIĘ
KOCHAĆ CIENIE

AGNIESZKA WIKTOROWSKA - CHMIELEWSKA | KASIA SURO

Umrzeć można na wiele spo­so­bów. Kiedy przez dłuż­szy czas na progu każ­dego dnia czyha śmierć, wra­sta się w nią - tak bar­dzo, że nawet gdy nastaje świt wolny od prze­mocy i stra­chu, ona wciąż ma prze­wagę.

Miriam Aka­via, Euge­nia Menor, Mie­czy­sław Pem­per – różne histo­rie, oso­bo­wo­ści, marze­nia. Łączą ich jed­nak trzy rze­czy. Wszy­scy uro­dzili się w latach 20-tych w Kra­ko­wie. Wszy­scy wraz z rodzi­nami tra­fili do kra­kow­skiego getta, a potem do obozu pracy Pła­szów. Wszy­scy prze­trwali oku­pa­cję.

Jest też czwarty wspólny ele­ment - ich nie­wola nie zakoń­czyła się wraz z wojną.

TO, CO NIE CHCE ODEJŚĆ
Cie­nie prze­szło­ści zako­rze­niły w nich wstyd, poczu­cie winy, klę­ski, strach. I żal – do samych sie­bie, do tych, co patrzyli i do tych, co zruj­no­wali ich piękny, bez­pieczny świat.

- Nie jestem boha­terką. Zabrali mi troje dzieci, jak byłam w get­cie kra­kow­skim – mówi Miram. Jej głos cały czas mocno drży. - Byłam wtedy 14-latką i mia­łam troje dzieci, któ­rym rodzi­ców wysłano do Bełżca – na śmierć. Ja byłam matką tych dzieci i na moich oczach je zabili. Nie mogę tego zapo­mnieć! Nie mogę pogo­dzić się z tym, że nie jak Kor­czak, wyszłam z nimi razem... jak Janusz Kor­czak…

CZAS DZIECIŃSTWA
Cała trójka wspo­mina dzie­ciń­stwo jako cudowny okres swo­jego życia. Rodziny dobrze zasy­mi­lo­wane z pol­ską spo­łecz­no­ścią, pol­skie szkoły, pol­scy przy­ja­ciele, silna więź z pol­ską kul­turą – codzien­ność, z któ­rej bru­tal­nie ich wyrwano.

Miriam Aka­via (Matylda) była naj­młod­szym dziec­kiem Hir­sza i Braj­dli Wein­feld, sio­strą Reli i Izia. Jej ojciec, wła­ści­ciel tar­taku, zaj­mo­wał się han­dlem na skalę mię­dzynarodową. Do momentu prze­kwa­te­ro­wa­nia do getta miesz­kali przy Łob­zow­skiej 47. W książce „Moja win­nica” Miriam opi­suje lata sprzed oku­pa­cji - czas bez­tro­ski.

Euge­nia Manor, z domu Wohl­fe­iler, zwana przez zna­jo­mych Genia, miesz­kała w przed­wo­jen­nym Kra­ko­wie z rodzi­cami Chają (Heleną) i Kal­manem Lejb (Leopol­dem) oraz star­szym bra­tem Roma­nem (Abra­ha­mem) przy Zybli­kie­wi­cza 15. Jej ojciec był kan­to­rem i dyry­gen­tem w Syna­go­dze Wyso­kiej, brat zna­nym pił­ka­rzem w klu­bie Mak­kabi. Rodzice do 1941 roku pro­wa­dzili przy Sta­ro­wiśl­nej 18 sklep owo­cowo-cukier­ni­czy.

- Ja żyję cudami. Uro­dzi­łam się w Kra­ko­wie, mia­łam piękną rodzinę. Byłam roz­piesz­czo­nym dziec­kiem. Cho­dzi­łam do szkoły, byłam dobrą uczen­nicą i mia­łam zdol­no­ści w ryso­wa­niu. I tak mój tatuś, który też był arty­stą, pisał pięk­nym goty­kiem na szkle, był mala­rzem szyl­do­wym – jego marze­niem było, że jak Genia doro­śnie, pój­dzie na Aka­de­mię Sztuk Pięk­nych, nauczyć się malar­stwa. Bie­da­czek nie docze­kał… - wspo­mina Genia.

Euge­nia po woj­nie została jed­nak malarką.

Mie­czy­sław Pem­per, pier­wo­rodny Jakuba i Reginy Pem­per, brat Ste­fana. Wywo­dził się ze sta­rej kra­kow­skiej rodziny, jedy­nie babka od strony ojca pocho­dziła z Wro­cła­wia. Mie­tek dora­stał w duchu trzech kul­tur – pol­skiej, nie­miec­kiej i żydow­skiej.

Do siód­mego roku miesz­kał z dziad­kami przy Węgier­skiej 3. Zarówno dzia­dek, jak i ojciec zaj­mo­wali się han­dlem arty­ku­łami rol­nymi. Następ­nie Pem­perowie prze­nie­śli się do miesz­ka­nia na Par­kową 1.

- W naszej kamie­nicy miesz­kały przede wszyst­kim rodziny aryj­skie; oprócz nas były tylko trzy rodziny żydow­skie. Rów­nież w mojej kla­sie Żydzi two­rzyli zde­cy­do­waną mniej­szość, w związku z czym mia­łem pra­wie wyłącz­nie nie­ży­dow­skich kole­gów. W szkole uczy­łem się bar­dzo dobrze (…) W póź­niej­szych latach stwo­rzy­łem nawet małą nie­miec­ko­ję­zyczną biblio­teczkę w gim­na­zjum. Mniej wię­cej od 1936 roku wyda­wa­łem rów­nież gazetkę uczniow­ską.

Na mło­dego Mietka duży wpływ miały dwie inskryp­cje zamiesz­czone na kra­kow­skich budyn­kach. Pierw­sza: „Fru­strat vivat, qui nemini pro­dest” („Próżno żyje ten, kto nie pomaga innym”) i druga: „Pra­estan­ti­bus viris negli­gere vir­tu­tem con­ces­sum non est” („Ci, któ­rzy prze­wo­dzą, niech ni­gdy nie zapo­mi­nają o cno­cie”).

fuss_kochac_cienie_surowska2.jpgPO GORSZEJ STRONIE MURU
Dwu­dzie­sto­letni Mie­tek wie, że ze względu na pro­blemy zdro­wotne nie nadaje się do pracy fizycz­nej. Posta­na­wia zna­leźć zatrud­nie­nie w biu­rze. Zna­jo­mość języ­ków, nie­miec­kiej ste­no­grafii oraz umie­jęt­ność pisa­nia na maszy­nie uła­twiają mu otrzy­ma­nie posady w gmi­nie żydow­skiej. Tam, jako refe­renta do spraw Juden­ratu (Rada Żydow­ska) zaj­muje się kore­spon­den­cją urzę­dową.

W pracy Mie­tek spo­tyka się z róż­nymi ludźmi. Ma rów­nież szansę przyj­rzeć się z bli­ska nie­miec­kiej admi­ni­stra­cji. Dzięki dostę­powi do taj­nych infor­ma­cji, kil­ka­krot­nie ratuje życie człon­kom rodziny. Ale i on nie unika trud­nych wybo­rów.

- Po dłu­gich tar­gach pozwo­lił mi jed­nak wypeł­nić jedną rubrykę. Nie wie­dząc kogo mam rato­wać, wpi­sa­łem w nią: „Pem­per, Jakub Ste­fan”. Mia­łem nadzieję, że w ten spo­sób uda mi się oca­lić przy­naj­mniej jed­nego z nich. Tak oto zała­twi­łem ojcu pracę w fir­mie budow­la­nej Klug, na waż­nym z mili­tar­nego punktu widze­nia sta­no­wi­sku. Póź­niej w tej samej fir­mie zna­lazł zatrud­nie­nie rów­nież mój brat.

Rodzina Miriam została naj­pierw zakwa­te­ro­wana na Lima­now­skiego 10, póź­niej na Józe­fiń­skiej. Tu, w dwu­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu prze­by­wało razem około 20 osób. Miriam pamięta, jak bra­cia jej mamusi w dobrej wie­rze wyru­szyli na poszu­ki­wa­nie lep­szej przy­szłości, zosta­wia­jąc pod ich pie­czą dwóch chłop­ców i małą dziew­czynkę. Lep­sza przy­szłość oka­zała się obo­zem w Bełżcu.

Pamięta też, jak zaraz po tym zda­rze­niu jej ojciec chciał z całą rodziną popeł­nić samo­bój­stwo. „Ale mamu­sia powie­działa, że nie wolno. Że musimy dla tych dzieci, co adop­to­wa­li­śmy, musimy jesz­cze dalej wal­czyć”.

Zaraz potem Kirsz Wein­feld wysłał na „aryj­skich papie­rach” Miriam i Izia do Lwowa. Dziew­czyna w obcym miej­scu czuje się przy­tło­czona. Sto­jąc po pol­skiej czę­ści mia­sta, widzi likwi­da­cję lwow­skiego getta. Jest prze­ra­żona. Tęskni za domem. Kiedy traci kon­takt z bra­tem, wraca do Kra­kowa.

Inne bole­sne wspo­mnie­nie - to bada­nia wyko­ny­wane przez nie­miec­kich leka­rzy.

- Tam się cze­kało w kolej­kach. Oni mie­rzyli nas, mie­rzyli nam głowy, ciała, zbie­rali jakieś zapi­ski… żeby udo­wod­nić niż­szość rasy żydow­skiej.

Do momentu zmniej­sze­nia getta rodzina Geni miesz­kała na ulicy Dąbrówki. Póź­niej prze­nio­sła się na Tar­gową 2, gdzie razem z wujo­stwem zaj­mo­wali pod­da­sze. Genia dora­biała nie­le­galną sprze­dażą „Kra­kauer Zeitung” i „Kuriera”. Dodat­kowo zna­lazła zatrud­nie­nie przy pro­duk­cji gaśnic. Jej brat Roman, po powro­cie z Lwowa, dzięki zna­jo­memu z Mak­kabi, otrzy­mał pracę na Zabło­ciu w Nie­miec­kiej Fabryce Naczyń Ema­lio­wa­nych.

Wyda­rze­niem, które naj­bar­dziej zapa­dło w pamięć Geni, była masowa wywózka Żydów i zacho­wa­nie jej matki. Kiedy poin­for­mo­wała ją, że Niemcy wydali roz­kaz sta­wie­nia się pod karą śmierci na placu Zgody, upór matki i nie­do­wie­rza­nie Niem­com były tak wiel­kie, że nie ule­gła namo­wom córki, tylko zamknęła ją w wikli­no­wym koszu na bie­li­znę. Sama ukryła się pod rupie­ciami. Przez szpary kosza Genia obser­wo­wała, co działo się na zewnątrz.

- Widzia­łam o godzi­nie dwu­na­stej, jak prze­ga­niają Niemcy kobiety z wóz­kami, z dziećmi, sta­rych, cho­rych, ludzi kale­ki­ch… Strze­lają do nich, pry­ska krew na ulicy. Wszyst­kie ściany były zalane krwią. W tym dniu zabili tysiące Żydów w get­cie, a resztę zebra­nych na placu Zgody posłali do strasz­nego obozu śmierci w Bełżcu; i tam ich wszyst­kich do gazu… Zaga­zo­wali i spa­lili mię­dzy innymi także rodzi­ców i sio­stry mojego męża Nahuma Manor. 

W PRZEDSIONKU NIEWIADOMEJ
Opo­wie­ści z pobytu w obo­zie pła­szow­skim są przy­gnę­bia­jące. Nieco lepiej sprawy miały się w filii obozu utwo­rzo­nej na tere­nie Fabryki Naczyń Ema­lio­wa­nych „Ema­lia”. Tam została zakwa­te­ro­wana Genia i jej bli­scy. Warunki bytowe, w porów­na­niu z tymi panu­ją­cymi na tere­nie głów­nego obozu, były wręcz luk­su­sowe. Pra­cow­nicy fabryki otrzy­my­wali regu­larne posiłki i mimo nie­ustan­nie nad­zo­ru­ją­cej ich straży, czuli się w miarę bez­piecz­nie.

Tutaj też Genia poznała swo­jego przy­szłego męża, Nahuma. Gdy dookoła śmierć zbie­rała żniwo, mło­dzi cho­dzili po placu ape­lo­wym i roz­ma­wiali o książ­kach. Z cza­sem zaczęli trzy­mać się za ręce, a Nahum opo­wia­dał Geni o gwie­ździ­stym nie­bie. Pew­nej nocy wrę­czał jej wyko­nany u obo­zo­wego sto­la­rza meta­lowy pier­ścio­nek. Dziew­czyna z rado­ścią przy­jęła oświad­czyny.

Jed­nak i Geni nie omi­nęła tra­ge­dia oso­bi­sta.

- Zamor­do­wali go Niemcy w ’44 roku, kiedy miał 48 lat zale­d­wie. Zastrzy­kiem z fenolu w serce i spa­lili go tam, na tej górce w Pła­szo­wie.

Kal­man Lejb nie opu­ścił Kra­kowa z resztą rodziny.

Po likwi­da­cji getta, Pem­per tra­fił do biura komen­danta obozu pracy przy­mu­so­wej Pła­szów, Amona Goetha. Pra­co­wał tam jako tłu­macz, kan­ce­li­sta i ste­no­graf.

- Nieu­stan­nie, dzień w dzień, mia­łem więc do czy­nie­nia z potwor­nym mor­dercą. Nie mia­łem żad­nej moż­li­wo­ści wyzwo­le­nia się z tej sytu­acji. Szanse na prze­ży­cie wyda­wały mi się bli­skie zeru. (…) Każ­dego ranka żegna­łem się ze Ster­nami tak, jak­bym uda­wał się w nie­bez­pieczną podróż, nie wie­dząc, czy u jej kresu czeka mnie wytę­sk­niony powrót do domu, kalec­two czy śmierć. Tymcza­sem w oczach moich współwięź­niów był to zale­d­wie kil­ku­set­me­trowy spa­cer wio­dącą w dół ścieżką do poło­żo­nego tuż obok obo­zo­wej bramy biura komen­dan­tury.

Obo­wiąz­ków w kan­ce­la­rii było przy­naj­mniej dla dwóch, nie­stety chęt­nych bra­ko­wało. Mie­tek miał moż­li­wość wybra­nia spo­śród więź­niów pomoc­nika, jed­nak nie chcąc nikogo nara­żać na stres pracy z Goethem, sta­rał się samo­dziel­nie podo­łać zada­niom. Pra­co­wał od świtu do nocy i ni­gdy się nie żalił. Nie chciał też wysta­wiać na dodat­kowe nie­bez­pie­czeń­stwo swo­ich bli­skich.

- Wie­dzia­łem, że ile­kroć Goeth zastrze­lił lub zamę­czył jakie­goś więź­nia, wyszu­ki­wał w obo­zo­wej kar­to­tece numery wszyst­kich krew­nych swej ofiary, aby rów­nież ich zamor­do­wać. Przy jakiejś oka­zji stwier­dził: „Nie chcę mieć w obo­zie nie­za­do­wo­lo­nych”.

Przez ponad 540 dni sty­kał się z sady­stycz­nym komen­dan­tem, będąc jed­no­cze­śnie świad­kiem napa­dów jego wście­kło­ści, pijac­kich liba­cji i wypa­czeń.

- W tym cza­sie czu­łem się jak ktoś, kto został ska­zany na śmierć i wie, że musi umrzeć, lecz nie zna dokład­nego ter­minu egze­ku­cji. Byłem głę­boko prze­ko­nany, że Goethe pozwoli mi żyć tylko tak długo, jak długo będzie ist­niał obóz; moje kwa­li­fi­ka­cje i moja pełna dys­po­zy­cyj­ność były dla niego bar­dzo uży­teczne.

Dzięki dostę­powi do doku­men­ta­cji i kore­spon­den­cji z wła­dzami, Mie­tek wie­lo­krot­nie podej­mo­wał próby wpły­wa­nia na decy­zje komen­danta, skut­kiem któ­rych było uchro­nie­nie obozu przed likwi­da­cją. Uzy­skane infor­ma­cje prze­ka­zy­wał rów­nież w tajem­nicy Oska­rowi Schin­dle­rowi.

Miriam nie miała tyle szczę­ścia. Tra­fiła na teren obozu i została przy­dzie­lona razem z innymi więź­niarkami do prac fizycz­nych. Zma­gała się z gło­dem, wycień­cze­niem oraz bestial­stwem straż­ni­ków. Tak pamięta obóz:

- Były baraki. Był obóz męski i żeń­ski. Męż­czyźni osobno i kobiety osobno. W baraku nawet po kil­ka­set kobiet upcha­nych jak towar – jedna koło dru­giej, jedna koło dru­giej. (…) Nie było tu komór gazo­wych, nie było tu kre­ma­to­riów, ale tu wiecz­nie palono.

Rodzina Wein­feldów, pomimo trud­nych warun­ków panu­ją­cych w Pła­szo­wie, docze­kała paździer­nika ’44 roku, kiedy to, w związku z nad­cią­ga­ją­cym fron­tem wschod­nim, zaczęto ewa­ku­ować obóz. Pew­nego dnia, wśród męż­czyzn prze­zna­czo­nych do wywózki, Miriam dostrze­gła ojca.

Zdą­żył powie­dzieć: „Uwa­żaj­cie na mamu­się”. – Poszedł.

Hirsz tra­fił do wago­nów z napi­sem Mau­thau­sen - i słuch po nim zagi­nął.

PO OPUSZCZENIU BRAM PIEKIEŁ
Gehenna Miriam trwała dalej. Tra­fiła z matką i sio­strą do Ausch­witz, stam­tąd ruszyły w mar­szu śmierci do Ber­gen-Bel­sen. Na miej­scu Miriam poważ­nie się roz­cho­ro­wała. Kiedy leżała w szpi­talu, sio­stra oznaj­miła jej, że nad­szedł kres apo­ka­lipsy.

Braj­dla rów­nież docze­kała wyzwo­le­nia, lecz po kilku dniach na zawsze zamknęła swoje piękne, nie­bieskie oczy.

Mie­tek Pem­per i Genia Manor szczę­śli­wie opu­ścili Pła­szów z ponad tysią­cem innych pra­cow­ni­ków fabryki Oskara Schin­dlera. W Brun­n­litz docze­kali końca pię­cio­let­niej traumy.

W WOLNYM ŚWIECIE

Mie­tek z rodziną wró­cił do Kra­kowa. Stu­dio­wał eko­no­mię i socjo­lo­gię. Był głów­nym świad­kiem w kra­kow­skim pro­ce­sie Amona Goetha. W 1958 roku, po śmierci matki, wyje­chał z ojcem do Augs­burga, gdzie wcze­śniej osie­dlił się jego brat Ste­fan. 

Genia z matką i bra­tem rów­nież wró­cili do Kra­kowa. Genia roz­po­częła naukę gra­fiki, jed­no­cze­śnie marząc o wyje­ździe do Izra­ela, gdzie prze­by­wał Nahum.

- W roku 1950 sta­nę­łam na Ziemi Obie­ca­nej i w tydzień póź­niej wzię­li­śmy ślub.

W 1958 roku dołą­czyli do niej Roman i Chaja.

Miriam przez pewien czas leżała w nie­miec­kim szpi­talu obo­zo­wym. Następ­nie wysłano ją do Szwe­cji, gdzie przez osiem mie­sięcy docho­dziła do zdro­wia. Tam spo­tkała swoją sio­strę Relę. Tam też poznała chłopca imie­niem Han­nah (Leopold) Jaku­bo­wicz - węgier­skiego Żyda, który jako jedyny z rodziny prze­trwał Ausch­witz. W 1946 wyje­chali razem do Pale­styny. Po kilku mie­sią­cach wzięli ślub i przy­jęli nazwi­sko Aka­via.

W 1975 roku powstało pierw­sze opo­wia­da­nie Miriam, w któ­rym opi­sała dotych­czas duszony w sobie kosz­mar.


fuss_kochac_cienie_surowska.jpg

SKUTKI ZŁYCH CZASÓW
Miriam:

- W Ber­gen-Bel­sen waży­łam 24 kg, jak mnie oswo­bo­dzili Anglicy. I wtedy się zmie­niło. Niemcy robili cięż­kie prace, a Anglicy nas oswo­ba­dzali. I wtedy nie chcia­łam żyć! Nie chcia­łam żyć! Wynie­śli mnie ze stosu tru­pów i waży­łam 24 kg… i ci Niemcy mówili: „Wir haben nichts gemach, wir sind nicht schul­ding” („Nie wie­dzie­li­śmy nic, nie jeste­śmy winni”). Pomy­śla­łam sobie, ja muszę opo­wia­dać, ja muszę być zdrowa i opo­wia­dać.

Mie­tek:

- Po powro­cie do Kra­kowa zosta­łem człon­kiem Pol­skiego Związku Byłych Więź­niów Poli­tycz­nych Hitle­row­skich Wię­zień i Obo­zów Kon­cen­tra­cyj­nych. Tam wła­śnie dowie­dzia­łem się, że jako były wię­zień kacetu mogę się ubie­gać o pomoc psy­cho­lo­giczną. Ponie­waż w tym okre­sie zma­ga­łem się z głę­boką depre­sją, posta­no­wi­łem sko­rzy­stać z tej moż­li­wo­ści. (…) Jed­nak wspo­mnie­nia pozo­stają. Choć spra­wiam wra­że­nie osoby spo­koj­nej i opa­no­wa­nej i sta­ram się nie myśleć zbyt wiele o prze­szło­ści, do dziś jak żywe stają mi przed oczami nie­które sceny z czasu pobytu w get­cie i obo­zie. Kiedy tylko poja­wiają się, przy­wo­łane datą, porą roku czy jakąś uwagą, natych­miast sta­ram się od nich uciec. Po tylu latach wciąż nie potra­fię znieść ich prze­ra­ża­ją­cego okro­pień­stwa.

Genia nie chce mówić o tym, co było złe. Za to pełna pasji mówi o Oska­rze Schin­dle­rze:

- Mówią, że to był Nie­miec. To nie­ważne. On miał serce. On był czło­wie­kiem. Jemu zale­żało na nas, on nas chciał rato­wać. I trzeba być czło­wie­kiem dalej, nie patrzeć się skądś ktoś pocho­dzi. Czy jest Pola­kiem, czy jest Żydem, nawet czy jest Niem­cem. Trzeba być czło­wie­kiem. Trzeba mieć serce dla dru­giego.

Na koniec wspo­mina, że przez całe życie, w tym przez ten naj­gor­szy okres, pro­wa­dził ją wiersz Asnyka; i recy­tuje z pamięci jego zwrotkę:

Nie pomogą próżne żale...
Ból swój niebu trza pole­cić -
A samemu wciąż wytrwale
Trzeba naprzód iść... i świe­cić!

ICH OPOWIEŚĆ DZISIAJ
Miriam* i Genia mają kocha­jące się rodziny. Miriam pisze książki nawią­zu­jące do holo­kau­stu i traumy, z jaką zma­gała się przez lata. Genia maluje. Jej prace wysta­wiane były na wielu wysta­wach. Obie jeż­dżą po świe­cie i opo­wia­dają o cza­sach, w któ­rym przy­szło im dora­stać.

Mie­tek Pem­per zmarł w 7 czerwca 2011 roku w Augs­burgu w wieku 91 lat. Za życia spo­tykał się z mło­dzieżą w nie­miec­kich szko­łach. W 2007 roku uka­zały się jego wspo­mnie­nia zaty­tu­ło­wane: „Praw­dziwa histo­ria listy Schin­dlera”. Głów­nym prze­ka­zem prze­wi­ja­ją­cym się przez wszyst­kie strony książki, jest obrona życia bez uży­wa­nia prze­mocy. „Inte­li­gentny opór wobec zła” – to stwier­dze­nie według Pam­pera zawiera wszystko, co było dla niego w życiu naj­waż­niej­sze.

EPILOG
Miriam, Genia i Mie­tek ograli śmierć - za cenę cią­głego zma­ga­nia się z cie­niami zda­rzeń, ludzi, miejsc. Swoim świa­dec­twem pró­bują oca­lić pamięć tych, któ­rzy zgi­nęli z rąk osób zaśle­pio­nych nie­na­wi­ścią. Pró­bują też słu­żyć miło­ści.

- Musi być jakaś kon­ty­nu­acja – pod­kre­śla Miriam. – Musi być! Jeśli jest teraź­niej­szość, jeśli jest przy­szłość, to musi być też prze­szłość. (…) Nie można do niej wra­cać. Nie moż­na… ale trzeba ją znać. I trzeba ją znać kon­kret­nie. Nie tylko mówić o sze­ściu milio­nach – bo to też nie dociera, nie prze­ko­nuje. Trzeba mówić o każ­dym czło­wieku, trzeba znać imię każ­dego dziec­ka… które poszło na zagładę.

Czy uda się o nich nie zapo­mnieć?musująca tabletka.png


*Mi­riam ode­szła w stycz­niu 2015 roku.

 

W tek­ście przy­to­czono wypo­wie­dzi Miriam Aka­via i Euge­nii Manor z wystą­pie­nia pod­czas fini­sażu wystawy „Wojna to męska rzecz?” w Muzeum Histo­rycz­nym Mia­sta Kra­kowa Oddział Fabryka Ema­lia Oskara Schin­dlera w dn. 21.04.2012, z opra­co­wa­nia powy­sta­wo­wego o tym samym tytule oraz filmu bio­gra­ficz­nego o Miriam Aka­via „Nie zapo­mnieć” Pio­tra Wej­cherta. Wypo­wie­dzi Mietka Pem­pera w cało­ści pocho­dzą z książki pt.: „Praw­dziwa histo­ria Listy Schin­dlera”.

 

kreska.jpg

AGNIESZKA WIKTOROWSKA-CHMIELEWSKA
Poetka i dramatopisarka, absolwentka Studium Literacko-Artystycznego na Wydziale Polonistyki UJ w Krakowie. Pisze słuchowiska, piosenki i sztuki dla dzieci. Słuchowiska jej autorstwa (8 odcinków) Historia dla dzieci dostępne są na stronie www.historiadladzieci.pl. Aktualnie powstaje kolejna seria 6 odcinków.

KASIA SURO
Jeździ po świe­cie w towa­rzy­stwie nary­so­wa­nych przez sie­bie Szczu­rów. Ilu­struje roz­ma­ite histo­rie, prze­waż­nie zmy­ślone. Wszę­dzie gdzie trafi, tre­nuje bra­zy­lij­ską sztukę Capo­eira.

Ta strona korzysta z plików cookie.