DO GÓRY

 

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska_cover.jpg

NUMER 19 (4) SIERPIEŃ 2016 | "BIG CITY LIFE"


KONIK NA SPRĘŻYNIE,
CZYLI O CECHACH DYSTYNKTYWNYCH MIAST

Zaw­sze żyłam w mie­ście, obu­do­wana beto­nem. Praw­do­po­dob­nie dla­tego ni­gdy nie marzy­łam o wła­snym domku z bia­łym pło­tem i doniczką pelar­go­nii na ganku, zna­nym tylko z kino­wego ekranu. Zamiast ganku z pelar­go­niami mia­łam sta­ruszkę z naprze­ciwka, która na klatce scho­do­wej hodo­wała kak­tusy w pojem­ni­kach po mar­ga­ry­nie.

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska2.jpg

Mia­sto, jakie­kol­wiek by nie było, porząd­kuje prze­strzeń. Choćby snem archi­tekta osie­dlo­wego placu zabaw była pia­skow­nica wiel­ko­ści sto­lika kawiar­nia­nego, ozdo­biona jed­nym koniem na sprę­ży­nie, to jest to jakiś porzą­dek. Możesz na niego przy­stać lub prze­ciw niemu się bun­to­wać, ale wiesz, że koń na tle mikro­pia­skow­nicy zawsze będzie sta­łym ele­men­tem wystroju Two­jej prze­strzeni zaokien­nej.

Bez względu na to, czy dane mia­sto składa się ze skom­pli­ko­wa­nej sieci ulic, labi­ryntu uli­czek i wizjo­ner­skich osie­dli wiją­cych się wzdłuż obrzeży, czy jest pro­stą, punk­tową mie­ściną, zawsze można poku­sić się o zna­le­zie­nie jakie­goś motywu prze­wod­niego. Cze­goś, co jest cechą dys­tynk­tywną danego mia­sta. Choćby z naj­bar­dziej nie­po­zor­nego mia­sta można wyło­wić coś, co je wyróż­nia na tle innych, nawet tych usty­tu­owa­nych w podob­nej sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej.

ŠKOFJA LOKA, SŁOWENIA
To małe, tro­chę jakby zapo­mniane mia­steczko w pół­nocno-wschod­niej czę­ści Sło­we­nii. Zamiesz­ki­wane rap­tem przez około 18 tysięcy miesz­kań­ców roz­sy­pa­nych na 145 kilo­me­trach kwa­dra­to­wych, może poszczy­cić się sen­nymi, wąskimi ulicz­kami, przez całe godziny nie­prze­mie­rza­nymi ludzką stopą. Kiedy odwie­dza­li­śmy Sło­we­nię i przy­szło nam zro­bić postój w tej miej­sco­wo­ści, mie­li­śmy wra­że­nie jakby była świeżo po epi­de­mii, która wymio­tła zeń miesz­kań­ców. Puste i senne, ale piękne. Tro­chę takie post-mia­sto, pocy­wi­li­za­cyjne, poko­mer­cyjne, opu­sto­szałe. Ale mimo to inte­re­su­jące z powodu archi­tek­tury i ciszy pobrzmie­wa­ją­cej z każ­dego kąta.

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska6.jpg

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska4.jpg

CONSTANȚA, RUMUNIA
Poło­żona nad samym Morzem Czar­nym co roku od maja do końca wrze­śnia wabi tury­stów. Pomimo tłu­mów, a może wła­śnie z ich powodu, mia­sto samo w sobie nie zachwyca. Jest prze­ła­do­wane stra­ga­nami z ceki­no­wymi magne­sami na lodówkę z napi­sem „Con­sta­nța” albo „Marea Neagră” i ludźmi kłę­bią­cymi się wokół. Archi­tek­to­nicz­nie Con­sta­nța ani nie ustę­puje, ani nie prze­wyż­sza innych dużych rumuń­skich miast. Ale i tutaj możemy zna­leźć coś, co cha­rak­te­ry­zuje mia­sto i nie­jako nadaje sens jego ist­nie­niu, czyli kasyno. Ukoń­czone na początku XX wieku, z początku w głów­nej mie­rze drew­niane, w pew­nym momen­cie zostało pra­wie doszczęt­nie stra­wione przez pożar. Z powo­dów finan­so­wych pełna reno­wa­cja ni­gdy nie została prze­pro­wa­dzona. Kasyno w środku popa­dło więc w ruinę i stało się przy­tuł­kiem dla mew i gołębi. Z zewnątrz do dziś jed­nak zachwyca i latem – ską­pane w połu­dnio­wym słońcu, i zimą, kiedy wydaje się więk­sze i bar­dziej monu­men­talne, bo skute lodem i opró­szone śnie­giem. To opusz­czone kasyno, pomimo uroku wybrzeża Morza Czar­nego, pozo­staje praw­dzi­wym sym­bo­lem Con­sta­nțy.

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska5.jpg

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska.jpg

MEDZILABORCE, SŁOWACJA
Medzi­la­borce to kolejna mała, nie­po­zorna miej­sco­wość w Euro­pie Środ­ko­wej. Obec­nie zamiesz­kana jest przez nie­całe 7 tysięcy lud­no­ści. W pamięć zapa­dają przede wszyst­kim duże, prze­stronne Tesca, wyra­sta­jące wśród nie­upo­rząd­ko­wa­nego, roz­sy­pa­nego kra­jo­brazu. Wokół samo­cho­dów pousta­wia­nych rzadko na par­kingu wałę­sają się dzieci, nucące ze znu­że­niem pod nosem tylko sobie znane pio­senki. Z tego całego roz­sy­pa­nego pej­zażu wyła­nia się Muzeum Andy­’ego War­hola, w któ­rym zgro­ma­dzona jest druga co do wiel­ko­ści na świe­cie kolek­cja prac arty­sty oraz jego braci, Paula i Jamesa. Ich matka przy­szła na świat 17 kilo­me­trów stąd, w jesz­cze mniej­szej miej­sco­wo­ści Miková i dość długo miesz­kała tam z mężem przed emi­gra­cją do Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Muzeum repre­zen­tuje iście świa­towy poziom, jest inte­rak­tywne, prze­stronne i prze­bo­gate w zasoby, rekom­pen­su­jąc este­tyczne braki samego mia­sta.

fuss_konik_na_sprezynie_wieczorowska3.jpg

Mia­sto zawsze ma sens, nawet jeśli samo w sobie jest tro­chę kulawe, tro­chę nie­udane, do gra­nic prze­ła­do­wane tury­stami albo kom­plet­nie opu­sto­szałe. Myślę, że i beto­nowe łono mia­sta jest miej­scem przy­ja­znym dla ludzi. W końcu więk­szość z nas, pomi­ja­jąc słowne dekla­ra­cje uko­cha­nia wsi, wybrała wła­śnie mia­sto jako prze­strzeń do życia. Coś nas nie­ustan­nie do mia­sta cią­gnie i w mie­ście urzeka.musująca tabletka.png

kreska.jpg

AGATA WIECZOROWSKA
Filo­log języ­ków obcych (angiel­ski) i bar­dzo obcych (por­tu­gal­ski i rumuń­ski). Pocho­dzi z Zie­lo­nych Płuc Pol­ski. Na stu­dia prze­pro­wa­dziła się do Kra­kowa. Pra­cuje w kor­po­ra­cji, w wol­nym cza­sie czyta ,,Muminki" i pro­wa­dzi blog: kalu­za­pel­na­mi­ra­be­lek.word­press.com

Ta strona korzysta z plików cookie.