DO GÓRY

 

Majka_cover.png

MAM POMYSŁÓW NA TRZY ŻYCIA
- ROZMOWA Z MAJĄ KOMAN

MARTA STAŃCZYK MONA LISIECKA

By­łam na Two­im wy­stę­pie jesz­cze w 2011 ro­ku, po­tem by­ły ta­lent shows, licz­ne kon­cer­ty, a do­pie­ro w czerw­cu­ te­go ro­ku Two­ja pły­ta po­ja­wi­ła się na skle­po­wych pół­kach. Dla­cze­go tak dłu­go trze­ba by­ło cze­kać na Po­urqu­oi pas?

Wszyst­kim się wy­da­je, że wy­da­nie pły­ty to jak pój­ście na za­ku­py. W mo­im przy­pad­ku ma­te­riał był go­to­wy bar­dzo szyb­ko i gdy­by o mnie cho­dzi­ło, wy­da­ła­bym ją 3 la­ta te­mu, ale wte­dy prze­pa­dła­by, bo nikt nie ma ta­kich mo­cy i kon­tak­tów jak du­że wy­twór­nie. I tu się za­czy­na­ją scho­dy. Nie jest ła­two wy­dać pły­tę w wy­twór­ni, do któ­rej zgła­sza­ją się set­ki ar­ty­stów. Pan lub pa­ni pre­zes mu­si wy­słu­chać two­je­go ma­te­ria­łu i do­strzec w tym po­ten­cjał – sło­wem: „ku­pić” cię. Na­stęp­nie du­żo cza­su zaj­mu­ją spo­tka­nia z przed­sta­wi­cie­la­mi wy­twór­ni. W mo­im przy­pad­ku ty­mi roz­mo­wa­mi „wy­twór­nianymi” za­jął się pro­du­cent pły­ty, Ja­ro­sław Wój­cik – i jak­że je­stem z te­go po­wo­du ra­da (śmiech). Gdy War­ner już był pe­wien chę­ci współ­pra­cy, zno­wu mie­sią­ca­mi tr­wa­ły spo­tka­nia, umo­wy, praw­ni­cy, de­cy­zje co do sin­gla, krę­ce­nie kli­pu, gra­fi­ka pły­ty, a tak­że pra­ca nad rze­cza­mi, o któ­rych na­wet nie mam po­ję­cia. Tr­wa to tak dłu­go przez te wszyst­kie skom­pli­ko­wa­ne pro­ce­du­ry, któ­rych sa­ma nie ro­zu­miem.

To dziw­ne, że nie bra­łaś czyn­ne­go udzia­łu we wszyst­kich eta­pach po­wsta­wa­nia pły­ty, bo mia­łam wra­że­nie, że je­steś na­wet nie ty­le ko­bie­tą-or­kie­strą, co wręcz in­sty­tu­cją. Pi­szesz, kom­po­nu­jesz, pro­jek­tu­jesz ubra­nia, sa­ma od­po­wia­dasz za opra­wę pla­stycz­ną kon­cer­tów, za­an­ga­żo­wa­łaś się w pro­duk­cję te­le­dy­sków.

An­ga­żo­wa­łam się naj­bar­dziej na wszyst­kich eta­pach po­wsta­wa­nia, w koń­cu ja te ka­wał­ki skom­po­no­wa­łam i na­pi­sa­łam, i mia­łam po­mysł na wi­zu­al­ną stro­nę pły­ty. Pły­ta to nie tyl­ko mu­zy­ka i okład­ka (któ­rą zresz­tą wy­my­śli­łam trzy la­ta te­mu), ale to mi­lion in­nych szcze­gó­łów, o któ­re trze­ba by ra­czej za­py­tać ko­goś z wy­twór­ni. Tyl­ko po co mi wie­dza o pa­pie­rach, pra­wach, ko­do­wa­niach i in­nych dziw­nych pro­ce­du­rach? (śmiech) Ar­ty­stycz­nie wy­twór­nia bar­dzo mi ufa, jesz­cze się nie zda­rzy­ło, że­by za­kwe­stio­no­wa­ła ja­kiś mój po­mysł.

Se­sja zdję­cio­wa do te­go wy­wia­du też by­ła Two­im po­mysłem?

Au­to­rem tej se­sji jest Mo­na Li­siec­ka. Nie­sa­mo­wi­ta po­stać. Od lat zaj­mu­je się fo­to­gra­fią, głow­nie czar­no-bia­łą, me­to­dą kla­sycz­ną, ana­lo­go­wą, czy­li na ne­ga­ty­wach, któ­re po­tem sa­ma wy­wo­łu­je. Im­po­nu­ją mi ar­ty­ści się­ga­ją­cy po star­sze for­my rze­mio­sła. Do te­go tak sa­mo jak ja ma gło­wę peł­ną po­mysłów. Mo­na zo­ba­czy­ła na wy­sta­wie skle­po­wej plu­szo­we ty­gry­sy i po­wie­dzia­ła, że od ra­zu sko­ja­rzy­ły się jej ze mną. Do po­mysłu Mo­ny do­rzu­ci­łam swo­ją sty­li­za­cję i ciu­chy wła­sne­go pro­jek­tu, bo – te­raz już mo­gę się po­chwa­lić – od wrze­śnia ru­szam ze swo­imi pro­jek­ta­mi pod dwu­znacz­ną na­zwą Sh­ma­ty. Za­in­spi­ro­wa­ły mnie do te­go proś­by fa­nek, któ­re po każ­dym kon­cer­cie py­ta­ły mnie, gdzie mo­gą ku­pić coś, co mam na so­bie. Sce­na rzą­dzi się in­ny­mi pra­wa­mi, więc prze­kształ­cam sce­nicz­ne po­mysły na nie­co bar­dziej, jak to mó­wią, prêt-à-por­ter (śmiech). Pro­jek­tant­ką nie je­stem, ale to faj­na od­skocz­nia od mu­zy­ki i co­dzien­nych obo­wiąz­ków.

kreska.jpg

cytat.jpg

Wszystkim się wydaje, że wydanie płyty to jak pójście na zakupy, Trwa to tak długo przez te wszystkie skomplikowane procedury, których sama nie rozumiem.


Majka366.pngZa­czę­łam od te­go, że trze­ba by­ło cze­kać na Two­ją pły­tę, ale w cią­gu mi­nio­ne­go ro­ku – od po­przed­nie­go wy­wia­du dla FUSSa – wie­le się zmie­ni­ło, ma­in­stre­am za­czął po Cie­bie pu­ka­ć…

(śmiech) Zaw­sze chce mi się śmiać, jak sły­szę te bran­żo­we slo­ga­ny. Ma­in­stre­am (po­zwo­lę so­bie za­cy­to­wać Wi­ki­pe­dię) to „nurt my­ślo­wy bądź sty­li­stycz­ny re­pre­zen­to­wa­ny przez więk­szość ar­ty­stów, twór­ców lub in­nych lu­dzi za­an­ga­żo­wa­nych w da­ną dzie­dzi­nę”. Wiem, pod ja­kim ką­tem za­da­łaś to py­ta­nie, więk­szo­ści ma­in­stre­am ko­ja­rzy się ze sprze­daj­nym po­pem, czymś po­pu­lar­nym, czę­sto ne­ga­tyw­nym, a wrzu­ci­li mnie prze­cież do szu­flad­ki „ni­szo­we”. Otóż moi ko­cha­ni, każ­dy wo­ka­li­sta ma­rzy, aby lu­dzie śpie­wa­li je­go pio­sen­ki, że­by tłu­my „bi­ły” na kon­cer­ty bez wzglę­du na to, czy śpie­wa pop, rock, hip hop czy ja­kieś al­ter­na­tyw­ne kli­ma­ty. Je­że­li mó­wią ina­czej, to kła­mią al­bo chcą śpie­wać dla ro­dzi­ny przy ogni­sku. Zmie­rzam do te­go, że War­ner ku­pił mnie i mo­ją mu­zy­kę, kie­dy by­ła już go­to­wa, do­pra­co­wa­na, nie na­rzu­cał mi zmian sty­lu czy wi­ze­run­ku. Wręcz w dru­gą stro­nę – mam być so­bą, ta­ką mnie wła­śnie ku­pi­li. To, że two­je utwo­ry le­cą w ra­dio i po­ka­zu­jesz się w po­pu­lar­nym pro­gra­mie, nie zmie­ni two­jej mu­zy­ki. Je­że­li ma­in­stre­am po mnie się­ga – su­per. To zna­czy, że co­raz wię­cej lu­dzi się­ga po tro­chę trud­niej­szą mu­zy­kę, co bar­dzo mnie cie­szy.

Czy obec­na Ma­ja Ko­man przy­po­mi­na tę sprzed ro­ku?

Nie, to by ozna­cza­ło, że sto­ję w miej­scu, że się nie roz­wi­jam. Po­dję­łam się no­wych wy­zwań, jak np. pro­duk­cja kli­pów, moc­no roz­wi­jam się mu­zycz­nie, co czu­ję, two­rząc no­we ka­wał­ki, na­uczy­łam się mi­lio­na rze­czy pod­czas pra­cy z wy­twór­nią i zo­sta­łam dru­gi raz ma­mą. Je­że­li nie masz na sie­bie po­my­słu, wte­dy fak­tycz­nie ma­istre­am po­że­ra i na­rzu­ca ja­kieś for­my, ale ja po­my­słów mam na 3 ży­cia i je­stem upar­ta jak osioł, więc w su­mie to chy­ba ta sa­ma Ma­ja Ko­man co 20 lat te­mu (śmiech).

W jed­nym z wy­wia­dów skry­ty­ko­wa­łaś po­ję­cie „mu­zy­ki al­ter­na­tyw­nej”, co nie zmie­nia jed­nak fak­tu, że jest to szu­flad­ka, do któ­rej re­cen­zen­ci pró­bu­ją Cie­bie wtło­czyć. 

Te­ore­tycz­nie kie­dy pusz­cza­ją cię czę­sto w ra­dio, to już je­steś „ma­in­stre­am”. O to mi wła­śnie cho­dzi­ło z ty­mi slo­ga­na­mi i szu­flad­kami – że wła­ści­wie nikt nie wie, jak prze­bie­ga­ją ich gra­ni­ce. Po­zna­łam mu­zy­ków two­rzących pro­jek­ty ni­szo­we, gra­ją dla 15 osób, mu­zy­ka to na­gło­śnio­ny świerszcz, a fa­cet do te­go gra na per­ku­sji zro­bio­nej z cu­kier­ków... Bę­dąc we Fran­cji, na­oglą­da­łam się na­praw­dę „al­ter­na­tyw­ny­ch” pro­jek­tów, któ­re nie­mal­że z de­fi­ni­cji są nie­zro­zu­mia­łe. Mo­ja mu­zy­ka ma rytm, po­wta­rzal­ne me­lo­die i re­fre­ny, uży­wam kla­sycz­nych in­stru­men­tów. Po kon­cer­cie je­steś w sta­nie za­nu­cić przy­naj­mniej je­den re­fren. Je­że­li w Pol­sce to jest ni­sza, to ok. Na­zy­waj­cie mnie, jak chce­cie, tyl­ko ku­puj­cie pły­tę (śmiech).

kreska.jpg

cytat.jpg

Ludzie myślą, że skoro śpiewam o kobietach, które piorą i prasują, to sama taka jestem, a nie mam nawet żelazka w domu. Tytuł piosenki brzmi Babcia mówi, a nie Maja mówi


Po­urqu­oi pas zbie­ra do­bre re­cen­zje, jed­nak funk­cjo­nu­je nie tyl­ko w od­bio­rze ar­ty­stycz­nym, ale rów­nież w spo­łecz­nym. Bab­cia mó­wiDziad do­le­wa­ją oli­wy do ognia pol­skich de­bat gen­de­ro­wych – czy sto­isz po któ­rejś stro­nie ba­ry­ka­dy?

Bab­cia… to na­praw­dę sło­wa mo­jej bab­ci, tyl­ko że uło­żo­ne w ry­my, do te­go tro­chę ko­men­ta­rzy spo­łecz­nych i mo­ja opi­nia o mo­dzie – wła­la! Tak po­wsta­ła Bab­cia… – tro­chę ma ra­cji, a jed­nak te po­glą­dy są sta­ro­świec­kie. Nie mie­szam się do de­bat po­li­tycz­nych. Nig­dy nie chcia­łam, że­by ten utwór miał ja­ki­kol­wiek po­li­tycz­ny wy­dźwięk. Gdzieś tam każ­dy się choć tro­chę z tym zga­dza, ale ma­my XXI wiek, epo­ka pra­lek, zmy­wa­rek i aj­fo­nów, więc ta­ka bab­cia to fak­tycz­nie „ciem­no­gró­d”. Po­nie­kąd się z tym zga­dzam.

Dziad to zu­peł­ny przy­pa­dek. Na­słu­cha­łam się od ko­biet, jak wy­glą­da ich ży­cie z fa­ce­ta­mi, przy­po­mnia­łam so­bie mój po­przed­ni zwią­zek i wy­świe­tlił mi się na pi­sa­ku na­pis „dzia­d”. By­łam wte­dy z cór­ką na pla­cu za­baw, ona się ba­wi­ła, a ja tekst po­peł­ni­łam (śmiech). Gó­ral­skie re­fre­ny to mu­zycz­ny po­mysł zwią­za­ny z mo­im wie­lo­let­nim uwiel­bie­niem do bia­łe­go śpie­wu. Nie znam gwa­ry, ale na­pi­sa­łam re­fren po pol­sku i pan Sta­sek Stop­ka mi to pięk­nie prze­tłu­ma­czył.

Czy­li jed­nak te pio­sen­ki są pew­nym ko­men­ta­rzem spo­łecz­nym. Swo­ją dzia­łal­no­ścią udo­wad­niasz, że ko­bieta nie ogra­ni­cza się do „bio­der do ro­dze­nia” i – co istot­ne – mo­że łą­czyć ro­lę mat­ki z twór­czym dzia­ła­niem.

Lu­dzie zbyt do­słow­nie trak­tu­ją sło­wa pio­se­nek. „Bio­dra do ro­dze­nia” to dla mnie me­ta­fo­ra ko­biety pra­gną­cej dzie­ci, chcą­cej dzie­ci, nie cho­dzi tyl­ko o wy­gląd. Dla mnie ko­bieta ni­cze­go nie mu­si, zresz­tą nikt nic nie mu­si – mo­żemy tyl­ko chcieć. No przy­naj­mniej ja tak mam.

By­cie ma­mą ni­cze­go nie prze­kre­śla, mi­lio­ny ko­biet na ca­łym świe­cie pra­cu­je i ro­bi ka­rie­rę. Lu­dzie my­ślą, że sko­ro śpie­wam o ko­bietach, któ­re pio­rą i pra­su­ją, to sa­ma ta­ka je­stem, a nie mam na­wet że­laz­ka w do­mu. Ty­tuł pio­sen­ki brzmi Bab­cia mó­wi, a nie Ma­ja mó­wi. To, że śpie­wam o nie­bie­skim księ­ży­cu, nie zna­czy, że by­łam na nie­bie­skim księ­ży­cu... Ten tekst jest iro­nicz­ny i bar­dzo dwu­znacz­ny, nie ma w nim ani sło­wa o tym, że ja, Ma­ja Ko­man, pra­gnę prać, pra­so­wać, mieć piąt­kę dzie­ci i cze­kać na mę­ża z obia­dem. Wcie­lam się w ro­lę mo­jej bab­ci i na­rze­kam na współ­cze­sny świat. Są­dzę, że gdy­bym na­pi­sa­ła pio­sen­kę Ma­ja mó­wi, mu­siałabym ucie­kać z te­go kra­ju (śmiech).

Wła­śnie bar­dziej od bab­ci in­te­re­so­wa­ła­by mnie Ma­ja mó­wi, ale nie bę­dę ska­zy­wać Cie­bie na emi­gra­cję (śmiech). Po­drą­żę jed­nak fe­mi­ni­stycz­ny – czy fe­mi­ni­zu­ją­cy – wą­tek w Two­jej twór­czo­ści, któ­ra ucho­dzi za „ko­bie­cą”. Co to dla Cie­bie zna­czy? Już na­wet zdję­cia z se­sji dla „FUSSa” po­ka­zu­ją, że ra­czej od­bie­gasz od stan­dar­dów po­kor­ne­go dziew­czę­cia.

Nie wiem, ja­ka po­win­na być ko­bieta, ale mo­gę po­wie­dzieć, co mi się z nią ko­ja­rzy. Mo­ja ma­ma by­ła i jest dla mnie iko­ną ko­bie­co­ści. Zaw­sze wie, co po­wie­dzieć i jak się­ za­cho­wać, wie, co ubrać, dba­ła o ogni­sko do­mo­we bez wzglę­du na to, jak cięż­ko by­ło, za­wsze po­tra­fi ugo­ścić i po­dać ład­nie her­ba­tę, jest de­li­kat­na i uwa­ża, że świet­nie pro­wa­dzi – jak każ­da ba­ba, co oczy­wi­ście praw­dą nie jest. Z tym ko­ja­rzy mi się ko­bie­cość. Nie je­stem ta­ka na­wet w 50%. Zaw­sze pal­nę ja­kąś głu­po­tę i mó­wią na mnie „mi­strzy­ni wpa­de­k”; nie mam ko­le­ża­nek, tyl­ko sa­mych kum­pli; kuch­nia, choć się sta­ram, sta­wia mi opo­ry... Sce­na i se­sje to zu­peł­nie in­na baj­ka, to jest ja­kiś obraz i ma­gia, to ży­cie ma in­ne pra­wa i za­sa­dy. Nie wiem, co to zna­czy „mę­ska” al­bo „ko­bie­ca” pły­ta, nie lu­bię ta­kich po­dzia­łów – dla mnie sztu­ka to je­dy­ne miej­sce, gdzie nie ma po­dzia­łów.

Majka.png

Tak jak za każ­dą Zmarszcz­ką „kry­je się hi­sto­ryj­ka”, tak Two­je tek­sty czę­sto ukła­da­ją się w opo­wie­ści, cza­sa­mi au­to­bio­gra­ficz­ne (jak w Ki­ce), in­nym ra­zem ko­rzy­sta­sz­ z ma­sek. Do te­go do­cho­dzą wy­stę­py, na któ­rych zmie­niasz się jak ka­me­le­on, każ­dy kon­cert za­mie­nia­jąc w per­for­mens. Czy ta­ka zmien­ność jest wy­ra­zem po­szu­ki­wań, czy po pro­stu wy­ni­ka z wy­ko­rzy­sty­wa­nia róż­no­rod­nych do­świad­czeń?

Cięż­ko pi­sać o ja­kiejś sil­nej emo­cji zwią­za­nej na przy­kład z mi­ło­ścią za po­mo­cą zwy­kłych słów, sta­ło­by się to ko­lej­ną ckli­wą bal­la­dą o mi­ło­ści, ja­kich jest mi­lion. Sta­ra­łam się opo­wie­dzieć to mię­dzy sło­wa­mi i naj­ła­twiej chy­ba za po­mo­cą ba­jek. I tak – ma­my bal­la­dę o tok­sycz­nej re­la­cji z pa­ją­kiem, o je­le­niu i wil­ku czy o dziw­nym związ­ku z nie­bie­skim księ­ży­cem. W ten spo­sób da­ję lu­dziom po­le do wła­snych in­ter­pre­ta­cji i prze­my­śleń. Mo­je tek­sty to au­to­bio­gra­fia jak Ki­ka, Be­at me czy It’s not mi­ne, ale też ko­men­ta­rze spo­łecz­ne, jak Dziad czy Bab­cia mó­wi.

Uwiel­biam się zmie­niać. Raz wy­glą­dać ko­bie­co, in­nym ra­zem dzi­wacz­nie, a jesz­cze in­nym zwy­czaj­nie. Nu­dzi mnie jed­na fry­zu­ra i je­den styl. Tak jak w mu­zy­ce łą­czę ga­tun­ki, tak i wi­zu­al­nie mie­szam prze­róż­ne rze­czy. Sta­ram się, aby każ­dy kon­cert był wy­jąt­ko­wy nie tyl­ko mu­zycz­nie. Zaw­sze sta­ram się coś uszyć i do­pra­co­wać każ­dy szcze­gół. Cza­sem coś jest lep­sze, cza­sem gor­sze, więc ja­sne, że są to w pew­nym sen­sie po­szu­ki­wa­nia.

W Two­im ze­spo­le prym wio­dą in­stru­menty stru­no­we, zwłasz­cza uku­le­le. Jed­nak ta­kie bar­dziej tra­dy­cyj­ne in­stru­men­ta­rium za­stę­pu­jesz cza­sa­mi elek­tro­nicz­ny­mi­ wstaw­ka­mi, sły­szal­ny­mi przy­kładowo w Pu­re exchan­ge­. Przy­zwy­cza­jo­na do bar­dziej li­rycz­nych wy­stą­pień, by­łam za­sko­czo­na, jak do­brze ra­dzisz so­bie na pły­cie Grab­ka, na któ­rej wo­kal­nie wspie­ra­łaś 2 utwo­ry. Czy oba re­je­stry trak­tu­jesz ja­ko in­ne for­my wy­ra­zu? Co in­ne­go wy­ra­żają rzew­ne skrzyp­ce, a co in­ne­go syn­te­za­tor?­

Zaw­sze krę­ci­ły mnie mu­zycz­ne po­łą­cze­nia kla­sycz­nych brzmień praw­dzi­wych in­stru­mentów, któ­rych gry uczysz się la­ta­mi i któ­re ma­ją nie­po­wta­rzal­nie szla­chet­ne brzmie­nie, z elek­tro­ni­ką, ko­ja­rzą­cą mi się z in­du­stria­lem, tech­ni­ką i ha­ła­sem. Pierw­sze mo­je ze­tknię­cie z te­go ty­pu mu­zy­ką mia­ło miej­sce pod ko­niec pod­sta­wów­ki, gdy ta­ta pu­ścił mi pły­tę Mas­si­ve At­tack i Por­ti­she­ad. Wte­dy za­ko­cha­łam się w ta­kich po­łą­cze­niach.

Uku­le­le to wdzięcz­ny in­stru­ment i mi­ły w brzmie­niu, ale nie wy­star­cza mi to. Jak wspo­mnia­łam wcze­śniej – nie umiem za­mknąć się w jed­nej rze­czy, uwiel­biam łą­czyć. Po kil­ku so­lo­wych kon­certach z uku­le­le zro­biło mi się ja­koś nud­no, a gra­nie z ca­łym ze­spo­łem to zu­peł­nie in­ne do­świad­cze­nia. I tak jak mó­wisz, zu­peł­nie co in­ne­go wy­ra­ża me­lan­cho­lia skrzy­piec, a co in­ne­go moc­ny kom­pu­te­ro­wy be­at. Ja je­stem pomię­dzy. Uwiel­biam kla­sy­kę w mu­zy­ce, praw­dzi­we in­stru­menty i kom­po­no­wa­nie na ży­wym in­stru­men­cie, a nie na kom­pu­te­rze, ale lu­bię też moc, ja­ka do­pa­da mózg przy cięż­kich be­atach. Po­łą­cze­nie te­go to mie­szan­ka ide­al­na i wła­śnie nad nią pra­cu­ję po­wo­lut­ku, kom­po­nu­jąc ma­te­riał na dru­gą pły­tę. To wła­śnie ro­bi Gra­be­k­, dlate­go z chę­cią za­śpie­wa­łam go­ścin­nie na je­go pły­cie.

Majka377.pngCa­ły czas zdo­by­wasz do­świad­cze­nia na róż­nych po­lach. Nie­daw­no wy­pro­du­ko­wa­łaś klip do Bab­cia mó­wi, wcze­śniej Tó­tó. Jak po­do­ba Ci się ro­la pro­du­cen­ta?

Ro­la pro­du­cen­ta kli­pu nie ma nic wspól­ne­go ze sztu­ką, jest żmud­ną pra­cą nad or­ga­ni­za­cją pla­nu, od sce­no­gra­fii po mon­taż, ka­wę na pla­nie, ak­to­rów, sprzęt, to od­po­wie­dzial­ność za fi­nan­se, umo­wy i mi­lion in­nych szcze­gółów – i ta ro­la mi się nie po­do­ba. Jest kosz­mar­nie mę­czą­ca i od­po­wie­dzial­na. Ale ro­la re­ży­se­ra i sce­na­rzy­sty jest pięk­na. Wy­my­ślam, a po­tem wi­dzę to na ekra­nie. Re­ży­se­ria fil­mo­wa to ta­kie mo­je ma­rze­nie od dziec­ka – kli­py to przed­wstęp do fil­mu, któ­ry zro­bię, ale do te­go jesz­cze da­le­ka dro­ga, pa­rę lat na­uki i do­świad­czeń. O Tó­tó du­żo by pi­sać, to mo­je eks­pe­ry­men­ty fil­mo­we, me­to­da prób i błę­dów.

W tym utwo­rze sły­szal­ny jest wpływ Björk – czy kimś się in­spi­ru­jesz?

Krzy­czę, kiedy to mó­wią. Dzię­ku­ję, bo uwiel­biam jej twór­czość, ale ja te­go w ogó­le nie sły­szę! Do te­go aku­rat ka­wał­ka za­in­spi­ro­wał mnie tyl­ko i wy­łącz­nie mój głos i har­mo­nia. Po­sta­no­wi­łam zro­bić utwór aca­pel­la, co Bob­by McFer­rin ro­bił mi­lion lat przed Björk i, szcze­rze mó­wiąc, dzi­siaj to nic od­kryw­cze­go. Nie­ste­ty nie unik­nie się po­rów­nań w tej bran­ży, więc chy­ba mu­szę się przy­zwy­cza­ić­ i bar­dziej zdy­stan­so­wać.


Co do in­spi­ra­cji in­nych utwo­rów. Więk­szość z nich na­pi­sa­łam uży­wa­jąc sta­re­go pia­ni­na w rodzin­nym do­mu. Ono ma ta­ką nie­sa­mo­wi­tą du­szę, że pio­sen­ki do­słow­nie sa­me się pi­szą. Tek­sty to wła­sne prze­ży­cia. A tak na za­koń­cze­nie do­dam coś, co pew­nie wy­da się dziw­ne, ale bar­dzo rzad­ko słu­cham mu­zy­ki. Jak już słu­cham, to naj­czę­ściej mu­zy­ki fil­mo­wej al­bo kla­sy­ki. Ostat­ni­mi cza­sy sie­dzę już nad no­wy­mi utwo­ra­mi. Po ca­łym dniu pra­cy nad jed­nym ka­wał­kiem ko­cham tyl­ko ci­szę. Bio­rąc pod uwa­gę, że mam dwój­kę dzie­ci, ko­cham ci­szę po­dwój­nie (śmiech).

Mi­mo te­go nic nie za­po­wia­da, że­by o Mai Ko­man pręd­ko zro­biło się ci­cho. Dzię­ku­ję za roz­mo­wę!musująca tabletka.png

kreska.jpgMAJA KOMAN

wo­ka­list­ka, kom­po­zy­tor­ka, au­tor­ka tek­stów, pro­du­cent­ka i re­ży­ser­ka kli­pów, cha­rak­te­ry­za­tor­ka, a od nie­daw­na tak­że pro­jek­tant­ka mo­dy. Gra na uku­le­le i in­te­re­su­je się ma­lar­stwem. Obec­na od kil­ku lat na pol­skiej sce­nie mu­zycz­nej ar­tyst­ka w 2012 ro­ku wy­stą­pi­ła na pły­cie Grab­ka, a w czerw­cu na­gra­ła w War­ner Mu­sic Po­land de­biu­tanc­ki krą­żek, Po­urqu­oi pas. Z tej pły­ty po­cho­dzi m.in. utwór Bab­cia mó­wi, cie­szą­cy się ogrom­ną po­pu­lar­no­ścią.

 



pomysł i zdjęcia |
Mona Lisiecka
stylizacja i make up | Maja Koman
projekt sukni czarnej Shmaty | Maja Koman
projekt bluzki białej | Błażej Teliński
włosy | Agnieszka Kurkowska (salon Kurka Modna)
pomoc na planie | Gosia Lisiecka, Christopher Myske
video | Bartek Kalbarczyk

Komentarze






Captcha Code

Click the image to see another captcha.

Ta strona korzysta z plików cookie.