DO GÓRY

 

fuss_luc_slosarczyk_cover.jpg

NUMER 21 (1) STYCZEŃ 2017 | "ROZMIAR MA ZNACZENIE"


PRZERZUCAM MOSTY,
ZAMIAST JE PALIĆ

SZYMON SZMYD | MAGDALENA ŚLÓSARCZYK

Po kilku per­tur­ba­cjach doty­czą­cych miej­sca spo­tka­nia (Klub Lodi­Dodi, przed któ­rym cze­ka­łem, oka­zał się Pri­vate Clu­bem z prze­sło­nię­tymi witry­nami) uma­wiam się z L.U.C-iem w klu­bo­ka­wiarni przy Kru­czej. W końcu zna­leź­li­śmy ustronne miej­sce. Nasza roz­mowa roz­po­czyna się absur­dal­nie od tego, co jadł na śnia­da­nie. Nie­po­strze­że­nie roz­pra­wiamy o wyż­szo­ści kieł­ba­sek nad jaj­kami. Czuję, że wcho­dzimy powoli na wyż­szy poziom abs­trak­cji, ale to dopiero począ­tek. Gdy się­gam po dyk­ta­fon, zupeł­nie zni­kąd wkra­cza na par­kiet 6 par w bar­dzo róż­nym wieku, które zaczy­nają tań­czyć Lindy Hop, tak jakby guzik od nagry­wa­nia w dyk­ta­fonie włą­czał także ich aktyw­ność. Nasze ustronne miej­sce zamie­nia się w cen­trum noc­nego życia. Jest gwarno, tłoczno, L.U.C ledwo prze­bija się przez sze­lest stóp, więc prze­cho­dzę od razu do rze­czy.

Skąd pomysł na tak pra­co­ch­łonny pro­jekt, jak Rebel Babel?

Jak to u mnie – to był raczej cały tir przy­czyn. Żebyś lepiej zro­zu­miał: wyobraź sobie, że jak jest taki tir z kurami i ma na pace komórki, w któ­rych sie­dzą kury, to tych przy­czyn jest nie tyle, co komó­rek z kurami, a ile komó­rek w samych kurach w tirze z kurami (śmiech). Innymi słowy: jest ich bar­dzo dużo.

W takim razie jakie były naj­waż­niej­sze komórki-przy­czyny?

Przede wszyst­kim wydaje nam się, że Europa nie jest zin­te­gro­wana kul­tu­rowo. Cho­dziło o budo­wa­nie plat­formy wymiany muzy­ków, tek­ścia­rzy i kom­po­zy­to­rów. Języki euro­pej­skiego rapu nie mają szans na wza­jemne prze­ni­ka­nie się, słu­chamy tylko kra­jo­wego rapu, ewen­tu­al­nie rapu angiel­skiego, cza­sem fran­cu­skiego. Cho­dziło też o reali­za­cję idei zespołu, który opiera się de facto na nutach, a mogą grać w nim wszy­scy. Jed­nak pod­czas prac nad pro­jektem nagle Europa sta­nęła w obli­czu bar­dzo dra­stycz­nych zmian, o któ­rych jesz­cze bar­dziej powin­ni­śmy roz­ma­wiać mimo róż­nic języ­ko­wych czy kul­tu­ro­wych. Sztuka powinna odnieść się do tego, co się dzieje w Euro­pie. Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od Jana Feat.-a, któ­rego pozna­łem w Wiline. Chciał on stwo­rzyć big-band zło­żony z orkiestr z całej Europy. A ja chcia­łem mie­szać języki.

Orkiestr jest mnó­stwo. Jak je zatem dobie­ra­li­ście, był jakiś casting?

Od samego początku pisa­li­śmy maile i zapra­sza­li­śmy do współ­pracy. Nama­wia­li­śmy ludzi, by zapi­sy­wali się do swo­ich lokal­nych orkiestr, dzięki czemu mieli szansę zagrać w Rebel Babel. Chcie­li­śmy nadać nowego tchnie­nia orkie­strom, bo obec­nie są one w całej Euro­pie nieco zapo­mniane. Za sprawą naszego pro­jektu mają one w końcu szansę wspó­łuczest­ni­cze­nia w popkul­tu­rze z takimi arty­stami, jak Grub­son, BISZ, Małpa czy PROMOE z Loop­troop. Dla nas to też jest wielka przy­jem­ność, bo obcu­jemy z ludźmi, któ­rzy mają pozy­tywną ener­gią, mają dużo świe­żo­ści, nie są zepsuci przez rynek; i to nam się udziela. Cho­ciaż cza­sami idziemy w kie­runku zawo­do­wych orkiestr, jak np. pod­czas kon­certu w Bar­ce­lo­nie na rucho­mych scho­dach metra, gdzie zagra­li­śmy z orkie­strą z kon­ser­wa­to­rium muzycz­nego.

kreska.jpg

cytat.jpg

Ja już chyba tak mam, że jak dostanę kop­niaka od życia, to jesz­cze chęt­niej prze­kształ­cam go w kopa moty­wa­cyj­nego, by robić rze­czy na jesz­cze więk­szą skalę.


Orkie­stra masze­ru­jąca po rucho­mych scho­dach i gra­jąca w ich rytm to nie­co­dzienny widok! Wyszło świet­nie, ale skąd w ogóle taki pomysł?

Czę­ściowo wynika to z naszej fascy­na­cji per­for­men­sem oraz Kan­to­rem, czę­ściowo Yes-Me­nami; stąd teatra­li­za­cja muzyki, chęć upozy­tywniania przez nią świata. Czę­ściowo rów­nież ten pro­jekt ma wycho­dzić w prze­strzeń, do ludzi, muzyka ma prze­kra­czać sferę YouTube'a i płyt kom­pak­to­wych, ma poja­wiać się w nie­oczy­wi­stych miej­scach, kre­ować radość. W Bar­ce­lo­nie cała orkie­stra musiała dosto­so­wać się do tempa scho­dów, a nie na odwrót. To tro­chę absur­dalne, ale o to też nam cho­dzi. To była naj­niż­sza sta­cja metra, dokąd ludzie zazwy­czaj dojeż­dżają win­dami, bo są szyb­sze niż schody, więc ten kon­cert był dla kilku wybrań­ców, któ­rzy wyznają slow life i wybrali 8 odcin­ków rucho­mych scho­dów. Ludzie reago­wali na to bar­dzo pozy­tyw­nie.

Pocho­dzisz z Wro­cła­wia, mia­sta stu mostów. Na Rebel Babel także prze­rzu­casz mosty – nad czym kon­kret­nie?

Nad górami i rze­kami, podzia­łami, nad oce­nia­niem, nad kse­no­fo­bią, nad róż­nicami języ­ko­wymi. By prze­rzu­cić nie­które mosty, dużo podró­żo­wa­li­śmy na krańce Europy. Ostat­nio mało palę, żeby to wszystko ogar­nąć, ale za to mój samo­chód posta­nowił się spa­lić za mnie (śmiech). Spło­nął w Hisz­panii. Dużo przy­gód, roz­mowy z mecha­ni­kami po hisz­pań­sku, lawety do Pol­ski... Albo jak gdy pędząc przez Fran­cję, byłem pewien, że roz­pę­tała się burza, a to foto­ra­dary trza­skały mi fotki w plecy, więc to rów­nież most nad pięk­nymi trój­ko­lo­ro­wymi man­da­tami z hasłem: Wol­ność, Rów­ność, Bra­ter­stwo; Fran­cja-ele­gan­cja nawet na man­da­tach. Ale fak­tycz­nie, prze­rzu­ci­li­śmy się na zupeł­nie nową skalę. Ja już chyba tak mam, że jak dostanę kop­niaka od życia, to jesz­cze chęt­niej prze­kształ­cam go w kopa moty­wa­cyj­nego, by robić rze­czy na jesz­cze więk­szą skalę.

Co za kop­niaka dosta­łeś tym razem?

W pew­nym momen­cie stra­ci­łem miłość, co mocno prze­ży­łem. Dopiero wtedy uświa­do­mi­łem sobie, jak ważny ele­ment mojego życia sta­nowi. Tym bar­dziej, że jestem na takim eta­pie, że zna­jomi zakła­dają rodziny. Wyw­ró­ciło mi się wszystko na eta­pie, kiedy moi bli­scy się usta­bi­li­zo­wali. Wyle­cia­łem z orbity. Czu­łem się samotny, tęsk­ni­łem i mia­łem stany depre­syjne. Trudno było mi się odna­leźć po bar­dzo wielu latach głę­bo­kiej miło­ści.

To też taki moment, w któ­rym łatwo się wyko­leić.

Dokład­nie. Poza tym depre­sja może spra­wić, że sta­jesz się nie­wia­ry­godny i skoń­czony. Rynek nie chce się zatrzy­my­wać i cze­kać na cie­bie. Są ludzie, któ­rzy chcą wyko­rzy­stać twoją sła­bość, by wbić ci szpilę, wsko­czyć na twoje miej­sce – dżun­gla. Kon­ku­ren­cja jest ogromna, pre­sja duża, więc naprawdę łatwo o wyko­le­je­nie. Stąd kop­niak w tyłek, by szybko się pozbie­rać. Chyba się udało to, co jest dla mnie ważne – by porażkę i upa­dek prze­kuć na jakiś pozy­tyw.

Czyli tak jak w kla­syku rapuje Pezet: „Po co ludzie są przy nas?/Wy­żej jesteś, to wię­cej trzy­ma­sz/Masz prze­wagę, to pociąga ich siła/A odpy­cha ich upa­dek”.

I wła­śnie dla­tego z taką łatwo­ścią napi­sa­łem utwór Tin­de­re­la­tions o tych skom­pli­ko­wa­nych rela­cjach dzi­siej­szych cza­sów – zajęło mi to 2 godziny. Przez samot­ność jesz­cze moc­niej niż poprzed­nio odda­łem się muzyce i pro­jektowi Rebel Babel, dużo podró­żo­wa­łem, pra­co­wa­łem 16 godzin dzien­nie, wymie­nia­łem mnó­stwo ener­gii z innymi muzy­kami i to mnie tro­chę z tego wycią­gnęło. Z korzy­ścią zarówno dla mnie, jak i dla albumu.

Płyta Rebel Babel nosi tytuł Dia­log I – czy to suge­ruje, że tych dia­lo­gów będzie wię­cej?

Chcie­li­by­śmy, żeby to się roz­wi­jało, tym bar­dziej, że tak transkul­tu­ro­wych zespo­łów jesz­cze nie było zbyt wiele. To trudne zada­nie – bo na razie nie wszy­scy rozu­mieją tę ideę. To nie jest zespół chło­pa­ków z ławki, osie­dla czy mia­sta, to nawet nie jest zespół chło­pa­ków z kraju, ale z całego kon­ty­nentu! Moż­liwe zresztą, że Rebel może prze­kro­czyć i te gra­nice i prze­rzu­cimy mosty jesz­cze dalej, tym bar­dziej, że już dosta­jemy pozdro­wie­nia np. z Mek­syku. Jed­nak trudno powie­dzieć, w któ­rym kie­runku pój­dziemy, bo każda nowa osoba otwiera nowe drzwi.

Do kogo teraz dotar­li­ście?

Przez Rap­su­sklei – czo­ło­wego hisz­pań­skiego rapera – otwo­rzyły się drzwi do Wöyzy, przez Wöyzę uchy­liły się drzwi do Por­tu­ga­lii i nawią­za­li­śmy kon­takt z Capi­cua itd. Cały czas roz­ma­wiamy z paroma rape­rami z tego kraju. Za chwilę mogą się otwo­rzyć drzwi do Anglii, bo już pod­czas nagry­wa­nia tej płyty pro­wa­dzi­li­śmy roz­mowy np. z Ms. Dyna­mite. Ludzie pozy­tyw­nie reagują na ten pomysł, na prze­ła­my­wa­nie barier i entu­zjazm orkiestr dętych.


fuss_luc_slosarczyk.jpg

Jak zmie­nia się kon­tekst odczy­ta­nia płyty Rebel Babel przez takie szwy kul­tu­rowo-języ­kowe?

Hmm, nie wiem, ja w ogóle nie rozu­miem, co chło­paki nawi­jają (śmiech). Przy­znam szcze­rze, że nie mia­łem kon­troli nad wszyst­kimi sło­wami i nikt do końca nie wie­dział, o czym każdy z nas nawija.

Czyli wcale nie cho­dziło o to, by się w pełni kon­tro­lo­wać.

Wręcz prze­ciw­nie – cho­dziło przede wszyst­kim o wol­ność słowa. Oczy­wi­ście, nie jeste­śmy idio­tami, któ­rzy nawi­jają zupeł­nie od rze­czy, ale nie mamy też moż­li­wo­ści wzię­cia sobie urlopu od życia, spo­tka­nia się z chło­pa­kami w jakimś kuror­cie i wspól­nego pisa­nia albumu przez tydzień. Tu wszystko działo się w mię­dzy­cza­sie, głów­nie w mailach, na łapa­niu się mię­dzy kon­certami i solo­wymi karie­rami każ­dego z nas. Usta­li­li­śmy więc, o czym chcemy roz­ma­wiać na albu­mie, co jest dla nas ważne, i każdy zro­bił to tak, jak czuł. Dopiero póź­niej kle­ili­śmy to w całość. Zda­rzało się, że mówi­li­śmy sobie szcze­rze, że coś komuś się bar­dziej lub mniej podoba. Wtedy ktoś odpo­wia­dał, że po pro­stu tak czuje – i to sza­no­wa­li­śmy. W końcu na tym polega wła­śnie ten album, by poka­zy­wać, co nas łączy, ale z róż­nych per­spek­tyw. I na oka­zy­wa­niu sza­cunku.

I jak się one ze sobą zgrały zarówno kul­tu­rowo, jak i języ­kowo?

Był taki moment, który bar­dzo mnie wzru­szył. W amoku prac nad płytą, sesji, szu­ka­nia szwedz­kich czcio­nek, usta­wia­nia lotów, logi­styk, krę­ce­nia kli­pów na róż­nych krań­cach Europy, roz­cią­ga­jąc mózg mię­dzy Sztok­hol­mem a Bar­ce­loną, total­nie zapo­mnia­łem o sen­sie pro­jektu. I dopiero kiedy odpa­li­li­śmy mani­fest z napi­sami angiel­skimi i tak na spo­koj­nie sobie tego posłu­cha­łem, bar­dzo się wzru­szy­łem. Bo speł­niło się marze­nie zbu­do­wa­nia teamu mię­dzynarodowego – nagra­nia płyty z głę­boką poetyką, która daje tzw.
big picture. Słu­chasz tego i pozna­jesz Europę. Czuć tu np. ogromny wpływ kul­tury ame­ry­kań­skiej na Hisz­panię, bo razem z Anglią są też bastio­nem, łącz­ni­kiem z Ame­ry­kami, co nie każdy sobie uświa­da­mia. Albo nagle dowia­duję się, że Szwe­cja jest naj­więk­szym eks­por­te­rem broni. Takie smaki, wie­dza spraw­nie ujęta w rymy, bo nawi­jają tu dobrzy rape­rzy, to dla mnie wielka war­tość.

Jest tu wiele języ­ków, ale dla niektó­rych już to, co śpie­wasz po pol­sku, staje się kom­plet­nie nie­zro­zu­miałe. Zarzuca się Tobie, że tak bar­dzo prze­kształ­casz język ojczy­sty, że two­rzysz swój wła­sny dia­lekt.

Masz rację i jestem tego świa­dom, ale z dru­giej strony jest okropny trend na to, by wszystko uprasz­czać, bana­li­zo­wać. Coraz czę­ściej słowa są opra­co­wy­wane na pierw­szych sko­ja­rze­niach, a ja wie­rzę, że postęp zawdzię­czamy zawi­ło­ściom. Bawię się sło­wami na wielu pozio­mach seman­tycz­nych, choć wiem, że to odcina tysiące osób od mojej twór­czo­ści. Dla niektó­rych jest to kosmiczny beł­kot, dla innych prze­in­te­lek­tu­ali­zo­wane gówno.

Jak sobie radzisz z taką kry­tyką?

Dla mnie wynika to po pro­stu z pew­nego leni­stwa inte­lek­tu­al­nego, ale i kse­no­fo­bii, na zasa­dzie: „nie znam, nie rozu­miem – nie lubię”. Zachod­nie kul­tury są bar­dziej otwarte na nowe rze­czy, przyj­mują je z entu­zjazmem. U nas na­dal domi­nuje wro­gie nasta­wie­nie. Dla mnie nie­po­jęta jest w ogóle ta emo­cja, że jak doświad­cza się cze­goś, czego się nie rozu­mie, to zna­czy, że jest to po pro­stu popie­przone i złe. Dzi­siaj mam do tego totalny dystans, już się z tym pogo­dzi­łem, każdy ma prawo do swo­jej oceny. Liczy się dla mnie to, że sta­ram się nikogo nie krzyw­dzić tym, co robię, i raczej mam prawo mówić swoim języ­kiem. Zwłasz­cza że sta­ram się też robić dużo dla zacho­wa­nia języka pol­skiego.

Jesteś arty­stą inter­dy­scy­pli­nar­nym, a po tym albu­mie nawet trud­niej jest Cię ska­te­go­ry­zo­wać, bo coraz bar­dziej wymy­kasz się gatun­kom. Czy jest to w ogóle roz­k­mina, na którą zuży­wasz swój wewnętrzny prąd?

Nie, ja się nad tym w ogóle nie zasta­na­wiam, choć wiem, że jest to pewien rodzaj mar­ke­tingu, budo­wa­nia marki i iden­ty­fi­ka­cji. Cza­sem na tym tra­ci­łem, gdy nagle zmie­niałem kie­ru­nek poszu­ki­wań. Tak długo, jak będę robił róż­no­rodne pro­jekty z naj­lep­szymi w swoim fachu, tak długo będę się roz­wi­jał i pozo­stanę nie­uch­wytny. Teraz ude­rzy­łem w orkie­stry dęte, więc można pomy­śleć, że tro­chę oszo­łom. Nawet kiedy Dzień Dobry TVN przy­go­to­wało o mnie repor­taż, wszy­scy mówili o mnie jak o kosmi­cie. Jestem indy­wi­du­ali­stą. Mam tro­chę za dużo ener­gii, mam dziwne pomy­sły, ale przede wszyst­kim strasz­nie dużo pra­cuję, żeby je zre­ali­zo­wać w skost­nia­łych struk­tu­rach myślo­wych. Bar­dzo lubię spo­ty­kać ludzi, łączyć różne ele­menty i dzie­dziny, cza­sem zda­rzy się nie­wy­pał, ale warto ryzy­ko­wać dla tych wyjąt­ko­wych momen­tów, kiedy udaje się stwo­rzyć coś naprawdę świe­żego.

Wra­cam auto­bu­sem do domu. Dzwoni L.U.C: „Hej, nie masz przy­pad­kiem moich klu­czy, bo nie mogę zna­leźć?”. Nie­stety nie mam, więc jedzie szu­kać ich na Kru­czą. Cał­kiem moż­liwe, że na miej­scu zacią­gnęli go do Lindy Hopu. Na drugi dzień piszę do niego SMS-a: „Długo wczo­raj klu­czyłeś w poszu­ki­wa­niu klu­czy?”. Odpo­wiada pra­wie od razu: „Oka­zało się, że cały czas mia­łem w nerce. Musia­łem połknąć z tymi napo­jami :)”.
musująca tabletka.png

kreska.jpg

L.U.C. (WŁAŚCIWIE ŁUKASZ ROSTKOWSKI)
Muzyk, per­for­mer, raper, spo­łecz­nik, reży­ser tele­dy­sków, pro­du­cent… sło­wem: czło­wiek orkie­stra. Trudny do ska­te­go­ry­zo­wa­nia. Nieu­ch­wytny i gada­tliwy. Zaan­ga­żo­wany i oddany sztuce, która nie­sie ze sobą głęb­szy sens. Słowa ugniata jak pla­ste­linę.

SZYMON SZMYD
Wyda­rzył się w 1988 roku. Jest absol­wen­tem fil­mo­znaw­stwa i filo­lo­gii pol­skiej. Na co dzień daje słowo jako copyw­ri­ter. Muzyka daje mu kopa lep­szego niż kawa. Lubi zaglą­dać mia­stom pod pod­szewkę. Nie­mal do per­fek­cji opa­no­wał sztukę pro­kra­sty­na­cji (opis zle­cił kole­dze).

MAGDALENA ŚLÓSARCZYK
Oprócz pracy i obser­wo­wa­nia ludzi, rysuje i zmy­śla. Marzy o podróży na Pół­noc, wła­snej huś­tawce i stwo­rze­niu ani­mo­wa­nego tele­dy­sku.

Ta strona korzysta z plików cookie.