DO GÓRY

 

fuss_kanada_gawron_cover.jpg

NUMER 21 (1) STYCZEŃ 2017 | "CZY ROZMIAR MA ZNACZENIE?"


JAK MIERZYĆ KANADYJSKĄ MIARĄ?

KATARZYNA JEZIORSKA | MATEUSZ GAWRON

Kanada to drugi naj­więk­szy kraj świata. Ogromne prze­strze­nie, 6 stref cza­so­wych i dwa oce­any po bokach. W tym wiel­kim pań­stwie więk­szość ludzi mieszka w odle­gło­ści 150 km od gra­nicy z USA. Pół­noc jest wciąż jesz­cze pusta, zimna, onie­śmie­la­jąca.

Dostaję wiele pytań doty­czą­cych emi­gra­cji do kraju klo­no­wego liścia. Jed­nak ciężko jest odpo­wie­dzieć jed­no­znacz­nie, czy komuś się będzie podo­bało życie tutaj – wła­śnie ze względu na roz­miar Kanady. I jej roz­mach.

Ludzie piszą i pytają z Pol­ski, sporo z Anglii czy innych euro­pej­skich kra­jów, które są jak chi­hu­ahua przy wiel­kim ber­nar­dy­nie. W tych pań­stwach od gra­nicy do gra­nicy jest pięć godzin jazdy samo­cho­dem i od biedy da się doje­chać z War­szawy do Włoch w dwa dni.

Z kolei droga z Toronto do Van­co­uver cią­gnie się przez 5 pro­win­cji, przez 5 dni, przez nie­skoń­czone morza lasów, przez pola po hory­zont. Nie­za­kłó­cony, nie­zmienny, wieczny widok, który prze­raża ludzi nie­przy­zwy­cza­jo­nych, upa­ko­wa­nych na małych życio­wych prze­strze­niach. Cza­sami też nudzi ich ta mono­to­nia.

Przy­roda kana­dyj­ska każe ci zmie­rzyć się ze swoją wiel­ko­ścią. Taki byłeś choj­rak w Pol­sce? Gruba ryba na euro­pej­skich salo­nach? Przy­roda i pogoda nie­któ­rych kana­dyj­skich pro­win­cji utrze ci nosa od razu. Zima trwa­jąca 5 mie­sięcy, gdzie codzien­nie jest minus 20 stopni? Pro­szę bar­dzo, bywa i tak. Nie­dź­wiedź wcho­dzący do kuchni i buszu­jący w zapa­sach szop, który ma cię za nic? To udo­ku­men­to­wane przy­padki! Jesteś gotowy na takie wyzwa­nia?

Nudna, spo­kojna, nie­wzru­szona Kanada. Jak Golem wielka.

Kana­dyj­ska wiel­kość czę­sto fascy­nuje. Dająca wol­ność i wybór prze­strzeń uwo­dzi, ale wiele marzeń o bez­kre­snych podró­żach zde­rzą się potem z rze­czy­wi­sto­ścią – więk­szość emi­gran­tów wylą­duje w paśmie nad­gra­nicz­nym, gdzie zima sku­tecz­nie ich unie­ru­chomi, a z pla­nów wycieczki-ucieczki czę­sto nie zosta­nie nic.

fuss_kanada_gawron.jpg

Ta wiel­kość jest jed­nak wewnętrzną siłą tego kraju. To nie tylko powierzch­nia geo­gra­ficzna, ale i spo­sób myśle­nia oraz orga­ni­zo­wa­nia sobie codzien­no­ści. Kana­dyj­czycy nie zawra­cają sobie głowy byle czym, nie są dro­bia­zgowi, odpusz­czają i są wyro­zu­miali. Mówią „prze­pra­szam”, nawet kiedy nie ma za co prze­pra­szać. Są opa­no­wani. Spo­glą­dają z wyro­zu­mia­ło­ścią na Ame­ry­ka­nów nabi­ja­ją­cych się z tego wiecz­nego sorry. Kom­pleksy? Po co to Kana­dyj­czykom, niech każdy robi swoje i nie anga­żuje innych za bar­dzo. Za ich ple­cami stoi w końcu potężne pań­stwo.

Naszej rodzi­nie euro­pej­skich imi­gran­tów trudno było pojąć, czym jest tutej­sze myśle­nie o roz­mia­rze. Weźmy choćby taki pro­blem, jak wyna­ję­cie miesz­ka­nia. Rodzina taka jak nasza, czyli 2+2, nie powinna miesz­kać w miesz­ka­niu mniej­szym niż 4-poko­jowe (3 sypial­nie plus pokój dzienny). Zda­niem tro­skli­wych Kana­dyj­czy­ków na mniej­szej powierzchni się nie pomie­ścimy, będzie nam cia­sno, nie­wy­god­nie. A w ogóle co to za pomy­sły, żeby rodzina miesz­kała w miesz­ka­niu. Rodzina powinna mieć dom. A naj­le­piej posia­dłość, z podwór­kiem z tyłu i z przodu, z gara­żem na dwa samo­chody, z czego jeden powi­nien być SUV-em, gdyby rodzi­nie zama­rzyła się jed­nak wycieczka-ucieczka z mia­sta.

W sypial­niach (każdy powi­nien mieć oczy­wi­ście swoją) stoją łóżka w słusz­nych roz­mia­rach, nazy­wane zresztą obra­zowo: king sizequeen size. I co wy na to, mikre, euro­pej­skie łóżeczka? W Kana­dzie co naj­wy­żej lalka się na was wyśpi. Dla dwóch osób tylko kró­lew­skie, gdyż queen size, jak nam tłu­ma­czył poprzedni wynaj­mu­jący, jest dla gości, za małe na codzienne spa­nie. No tak.

Jak się już Kana­dyj­czyk wyśpi i wsta­nie ze swo­jego łoża, musi zjeść śnia­da­nie. Się­gnie po płatki z pudełka big size. Albo jumbo size. Ewen­tu­al­nie family size. Zaleje mle­kiem, ale nie z litro­wego kar­to­nika, tylko chlu­śnie z galona. Może mu te 4 litry nie wytry­sną na zie­mię. W skle­pach opłaca się kupo­wać więk­sze, bo czę­ściej jest tań­sze.

Nazwy skle­pów mają w nazwie przy­miot­niki poka­zu­jące wiel­kość, wyjąt­ko­wość, roz­mach. „Praw­dzi­wie niskie ceny” to w Pol­sce slo­gan rekla­mowy, ale w Kana­dzie sklep może tak wła­śnie się nazy­wać: Buy low food. Do wyboru jest jesz­cze jedyny praw­dziwy kana­dyj­ski sklep o nazwie, jak­żeby ina­czej, Super­store. Real Cana­dian Super­store. Same sklepy nie mają najwięk­szej powierzchni, ale nie prze­szka­dza to wcale ofe­ro­wać asor­ty­ment naj­róż­niej­szych towa­rów w wiel­kich pacz­kach. Jak kupo­wać roga­lika, to od razu 10 sztuk, jak mar­chewki, to jedy­nie w pacz­kach 2,5-kilo­gra­mo­wych. Zakupy zmiesz­czą się do wózka, takiego z podwój­nym sie­dze­niem dla dzieci, a potem spo­koj­nie dojadą do domu w bagaż­niku wiel­kiego SUVa. Raz sta­nę­łam przy takim – wysko­czyła z niego drobna kobieta pocho­dze­nia azja­tyc­kiego, pod­czas gdy mi tym­cza­sem opona się­gała pod pachy.

A to Kanada wła­śnie.

Jedna rzecz zasta­na­wia – w jaki spo­sób Kana­dyj­czycy przy takim podej­ściu i upodo­ba­niu do dużego nie popa­dają w manię wiel­ko­ści? Mniej­sza nawet o manię, swój rozum mają, ale jak udaje im się przy takich wiel­kich pakach żyw­no­ści nie być plus size? Bo uwierz­cie mi, w Van­co­uver ludzi gru­bych rzadko się widuje. Kana­dyj­czycy uwiel­biają bie­gać, pły­wać, jeździć na nar­tach, sło­wem – ruszać się, więc mogą te kilo­gramy masła orze­cho­wego spa­lić. I do woli obja­dać się daniem naro­do­wym: poutine, czyli wypie­czo­nymi zło­ci­ście fryt­kami pola­nymi mię­snym sosem i okra­szo­nymi serem.

Teraz uczę się mie­rzyć swoje życie na wzór kana­dyj­ski. Bo mi się ta miara cał­kiem podoba.musująca tabletka.png

kreska.jpg

KASIA JEZIORSKA
Zupeł­nie zwy­kła trzy­dzie­sto­kil­ku­latka. Z wykształ­ce­nia filo­log węgier­ski, z zawodu pra­cow­nik kor­po­ra­cyjny. Od 2014 z mężem i dwoma synami mieszka w Van­co­uver, pisząc o swo­ich doświad­cze­niach na blogu: kana­da­sie­nada.pl.

MATEUSZ GAWRON
Od rysunku archi­tek­to­nicz­nego na Wydziale Archi­tek­tury Poli­tech­niki War­szaw­skiej roz­po­czął swoją drogę przez przez zawi­ło­ści ilu­stra­cji i gra­fiki. W swoich ilu­stra­cjach stara się odna­leźć per­fek­cyjną kre­skę oraz to, co naprawdę ładne. Jego prace zna­leźć można w róż­no­ra­kich gaze­tach, na kilku blo­gach oraz jak na razie w jed­nej książce.

Ta strona korzysta z plików cookie.