Poszukiwanie alternatywnych źródeł i ścieżek rozwoju już od dłuższego czasu jest najpopularniejszym sposobem porządkowania przeszłości.
Nie ma chyba w telewizyjnej ramówce tytułu, który od początku do końca zostałby zrealizowany zgodnie z autorskim zamysłem. Czasem w pieczołowicie przygotowany scenariusz ingerują producenci, wypaczając pierwotny zamysł i wprowadzając obce, nieprzemyślane elementy. Innym razem w drogę wchodzi przypadek, mnożąc problemy i uniemożliwiając realizację pomysłu...
Kto by pomyślał, że pałeczkę pierwszeństwa w kategorii totalnie niekonwencjonalnego i odbiegającego od dość utartych już wzorców kina europejskiego przejmą w drugiej dekadzie XXI wieku nie kto inny jak greccy filmowcy.
Wygląda na to, że wyobraźnia i wiara są wynikiem ewolucji, a jedynym sensem życia jest akumulacja i przekazywanie wiedzy.
Tym „cudownym lekiem” na nieubłaganie linearny upływ czasu i nieakceptującą teleportacji przestrzeń jest wirtualność.
Pojawienie się cyberpunka w japońskim kinie można określić jako reakcję na szalony wzrost ekonomiczno-technologiczno-gospodarczy w latach powojennych XX wieku.
Przestaliśmy wierzyć w przyszłość. Kiedy w latach 60. ludzkość wyruszała w gwiazdy, kultura popularna aż puchła od optymistycznych fantazji na temat podboju odległych planet...