Ja po prostu lubię spacerować, oglądać nowe miejsca i uczyć się po drodze, więc mam nadzieję zobaczyć kiedyś także Gabon, ale na razie zapraszam na niezobowiązującą przechadzkę po Tokio i okolicach.
Prawie jak na ASP. Ale to nie ASP, tylko filologia. I wschody słońca, które ogłaszały koniec nauki i zwiastowały egzamin. Przemywaliśmy twarze zimną wodą i szliśmy na egzamin. Z minami świadczącymi o stanie wiedzy.
Ci spragnieni wrażeń kontra ci wiecznie przestraszeni. Gdzieś z boku stoi jeszcze grupka podróżnych, których żywo interesują ludzie, promil. Bo czy to właśnie nie poznawanie danego kraju przez rozmowy z jego mieszkańcami nie jest jednym z najważniejszych celów podróży?
Na Filipinach mieszkaliśmy miesiąc w małej wiosce, której wszyscy mieszkańcy byli ze sobą spokrewnieni. Taka rodzinna, klanowa wioska
Moi irańscy znajomi są koło trzydziestki i przeliczają dni i miesiące o wiele sprawniej. Znają bowiem już na pamięć daty przyjęć na zagraniczne uczelnie
Tajowie mówią o Lahu, że to Chińczycy, jednak jest to uproszczenie. Lahu to niezależny naród. W dokładnym tłumaczeniu lahu oznacza “łowcy tygrysów”. Obecnie istnieje autonomiczne państwo Lahu.
Ostrzegano nas – nie jedźcie tam za młodu, bo wszystko, co zobaczycie później, tylko was rozczaruje. Nie posłuchaliśmy, teraz cierpimy.