DO GÓRY
logo fuss magazyn
NO PAIN, NO GAMEkilimandżarofitnessroboty

POŻARCI

M. Sobieraj | FELIETON

„Kupu­jemy rze­czy, któ­rych nie potrze­bu­jemy, za pie­nią­dze, któ­rych nie mamy, by zaim­po­no­wać ludziom, któ­rych nie lubimy”. Jak okiem nie się­gnąć – żremy coraz wię­cej, coraz bar­dziej zachłan­nie i mimo że tyle poże­ramy, cho­dzimy cią­gle na gło­dzie.

HISTORIE WIELKIEJ WAGI

M. Stańczyk | MIĘDZY INNYMI

Pow­rót do skle­pów kostiu­mów kąpie­lo­wych zmu­sza do spraw­dza­nia ilo­ści fał­dek, dłu­go­ści roz­stę­pów i powierzchni cel­lu­litu, całego tego ciałka, które w for­mie beach body się nie mie­ści.

SEKS ZAOSTRZA APETYT – FILMOWY EROTYZM DUSZONY NA WOLNYM OGNIU

O. Drewnowska | KĄTEM OKA

Jedze­nie na wiel­kim i małym ekra­nie koja­rzy mi się przede wszyst­kim z wybu­cha­ją­cym wymio­ci­nami żar­ło­kiem, boha­te­rem Sensu życia wg Monty Pythona. To raczej dość obrzy­dliwe przed­sta­wie­nie spo­żyw­czej orgii, koń­czą­cej się wybu­chem dale­kim od speł­nie­nia w eja­ku­la­cyj­nym szale, jest wręcz kwin­te­sen­cją tego, co możemy nazwać kom­pul­syw­nym napy­cha­niem kał­duna: czy to rze­czy­wi­stego, czy meta­fo­rycz­nego.

SERCE NA TALERZU, CZYLI WYPRAWA PO SKŁADNIK IKS

Szamanie w drodze | MIĘDZY INNYMI

Usiądź wygod­nie w pozy­cji odda­ją­cej postawę otwar­to­ści i akcep­ta­cji. Kie­ru­jąc uwagę na poszcze­gólne par­tie ciała, roz­luź­nij mię­śnie. Stopy. Łydki. Uda. Dło­nie i ręce. Mię­śnie brzu­cha i grzbietu. Zwróć uwagę na dozna­nia w oko­li­cach twa­rzy. Na ślinę zbie­ra­jącą się w ustach i ruch zębów. Weź głę­boki oddech. Otwórz usta i … jedz!

PŁOMIENNE NAGIETKI DO MAŚLANEJ BAGIETKI, CZYLI KILKA SŁÓW O KWIATOŻERSTWIE

A. Wieczorowska | FELIETON

Fiołki, inten­sywne na tle bia­łej, lnia­nej sukienki, prze­wią­zano wstążką w kolo­rze spło­wia­łej lawendy. Dłu­gie palce cia­sno opa­sują wstążkę. Dłoń powoli pusz­cza uścisk i kwiaty lądują na biurku, w tuma­nie roz­pry­sku­ją­cej się rosy. Slow motion jak z Hol­ly­wood. Za bukie­tem podąża słom­kowa torba i klu­czyki do zapię­cia do roweru.

JESTEŚ TCHÓRZEM, BOYD!

B. Domagała | KĄTEM OKA

Dra­pieżcy (1999, A. Bird) mogą być przy­kła­dem nie­for­tun­nego tłu­ma­cze­nia tytułu filmu na język pol­ski. Ory­gi­nalne Rave­nous to po pro­stu „wygłod­niały”, co zde­cy­do­wa­nie lepiej oddaje sens tego nie­ty­po­wego hor­roru, posił­ku­ją­cego się cyta­tem z Nietz­schego, pod­la­nego saty­rycz­nym sosem i posia­da­ją­cego motto „Jesteś tym, co jesz”.

PRAWO GŁOSU

M. Sobieraj | MIĘDZY INNYMI

Zróbmy eks­pe­ry­ment. Wyobraź sobie, że lądu­jesz w jakimś egzo­tycz­nym kraju, kul­tu­rze, któ­rej nie znasz, wśród ludzi mówią­cych języ­kiem, któ­rego nie rozu­miesz. Nie wiesz, gdzie jesteś, ale wiesz, że jesteś głodny, zmę­czony, coś cię boli. Spo­ty­kasz tubylca i pró­bu­jesz jakimś spo­so­bem się doga­dać – zapy­tać o sklep z jedze­niem, suchym ubra­niem, swoją loka­li­za­cję, jakiś sza­łas z posła­niem. Jak to zro­bisz?

LUSTERECZKO, POWIEDZ PRZECIE – CZY ONA NA KWASIE, CZY NA OPIECIE?

A. Wieczorowska | FELIETON

Księ­życ odbija się w oknach sto­ją­cej w ciszy na pod­zam­czu karety i czub­kach prze­my­ka­ją­cych po dzie­dzińcu pan­to­fel­ków. Sze­lest sukni mie­sza się z gło­sami zza gru­bych murów zamczy­ska. Rozło­ży­sta sukienka jak nie­bie­ski obłok wta­pia się w ciem­nie­jące niebo.

KICZ I KAMP WE WSPÓŁCZESNYM KINIE POLSKIM

M. Janik | KĄTEM OKA

Pol­ska kul­tura popu­larna coraz chęt­niej przyj­muje kicz, rów­nież z więk­szą swo­bodą bawi się kam­pem, a nawet two­rzy kom­pro­mi­sową hybrydę tych dwóch este­tyk.

PAWLACZ POLSKI. ARCHEOLOGIA MIESZKALNA

A. Meszczyk | MIĘDZY SŁOWAMI

Trudno odse­pa­ro­wać się od sen­ty­men­tal­nych wycie­czek w głąb kra­iny dzie­ciń­stwa. Dla czę­ści arche­olo­gów nostal­gii „daw­niej”, które „było lep­sze”, przy­pada na lata 90., pozo­stali kopią jesz­cze głę­biej, odkry­wa­jąc frag­menty PRL-owskiej rze­czy­wi­sto­ści i two­rząc z nich obiekty kultu.

PYTANIE NA ZAKŁOPOTANIE

K. Łuczyńska | FELIETON

Piszę ten tekst w spo­rym napię­ciu. Ner­wowo spo­glą­dam na wyło­żony nijaką wykła­dziną kory­tarz przez szparę w drzwiach. Cze­kam na prze­su­wa­jące się cie­nie, ciche puka­nie i nie­po­ko­jące odgłosy. I zapła­kane dzieci, poka­zu­jące się od czasu do czasu w progu mojego pokoju. Praca wycho­wawcy nie jest łatwa, jed­nak to nie dzie­cięce smutki i tęsk­noty są naj­trud­niej­szą czę­ścią tego typu wyjaz­dów. Naj­więk­sze pal­pi­ta­cje serca i ner­wowe poce­nie się rąk wywo­łu­ją… zada­wane pyta­nia.

KINO NA SMYCZY

M. Urbańska | FELIETON

Ludz­kość dzieli się na dwie kate­go­rie: na tych, któ­rzy fina­łową scenę Śnia­da­nia u Tif­fa­ny­’ego (1961, B. Edwards) czy­tają jako roman­tyczne unie­sie­nie Audrey Hep­burn w obję­ciach swo­jego kochanka, i na tych, co widzą w tym radość z odna­le­zie­nia wygna­nego wcze­śniej Kota. Tych dru­gich jest wcale nie­mało, stąd nie tylko inter­ne­towa popu­lar­ność czwo­ro­no­gów, ale i wysyp adre­so­wa­nych do ich miło­śni­ków fil­mów.

HISTORIA JEDNEJ KSIĄŻKI

M. Brodacka | MIĘDZY SŁOWAMI

Pod koniec XX wieku huma­ni­styka zwró­ciła się ku rze­czom. Nic w tym dziw­nego – nad­pro­duk­cja przedmio­tów, a w kon­se­kwen­cji śmieci, jest pod­sta­wo­wym wyznacz­ni­kiem kul­tury kon­sump­cjo­ni­zmu. Rze­czy wymy­ślamy, marzymy o nich, kupu­jemy je, wyrzu­camy, nisz­czymy, gene­ru­jemy nowe i tak w kółko.

KINO, W KTÓRYM DZIECKO MOŻE WIĘCEJ NIŻ DOROSŁY

S. Bitka | KĄTEM OKA

Gdyby spró­bo­wać jed­nym zda­niem opi­sać fabuły tzw. dru­giej irań­skiej nowej fali, mogłoby ono brzmieć mniej wię­cej tak: przy­gody sie­roty bądź też dziecka ubo­gich rodzi­ców, które zała­twia bar­dzo poważne sprawy, bie­ga­jąc po wsi lub przedmie­ściach Tehe­ranu.

Ta strona korzysta z plików cookie.